sobota, 15 lutego 2025
THE DELINES - "Mr. LUCK AND Ms. DOOM" (Decor Records) "Dyskretny urok pesymizmu"
sobota, 1 lutego 2025
KRATZEN - "III" (Bandcamp) "Odruchy motoryczne albo sztuka ograniczeń"
"Czasem mniej oznacza więcej" - z takiego, powtarzanego przy różnych okazjach, założenia wychodzi niemieckie trio Kratzen, dla którego ten zwrot stanowi także coś w rodzaju modus operandi w przekroju całej twórczości. Rozpoczynali jako duet basistki i klawiszowca Malanie Graf, która należała również do grupy Velodrama oraz gitarzysty i wokalisty Thomasa Merscha. Chcąc poszerzyć skład zorganizowali casting na perkusistę, który w cuglach wygrała Stefanie Staub. I tak oto kluby w Kolonii, gdzieś w okolicach roku 2017, przywitały na deskach swoich scen trio z dwoma sympatycznymi blondynkami w składzie (choć kolor fryzur od tamtego czasu pewnie nieraz się zmieniał). Od samego początku w kompozycjach tria Kratzen można było usłyszeć zamierzone połączenie stylistyki krautrocka z elementami nurtu New Wave.
sobota, 19 lutego 2022
MODERN STUDIES - "WE ARE THERE" (Fire Records) "Szkockie muśnięcia"
Dokładnie cztery lata temu - ach, jak ten czas leci - recenzowałem na łamach tego bloga płytę "Welcome Strangers", drugi album w dyskografii szkockiego zespołu Modern Studies. Podkreślałem wtedy, że warto zderzyć się z tym, co "inne" - poszerzając w ten sposób swoje horyzonty, wzbogacając paletę odczuć - nawet, gdyby owa "odmienność", nie była na pierwszy rzut oka jaskrawa czy oczywista. Muzyka kwartetu z Glasgow charakteryzuje się również tym, że artyści celowo unikają wyrazistych formuł lub krzykliwych barw. Ich estetyka w dużej mierze funkcjonuje w oparciu o rozbudowaną siatkę wszelkiej maści subtelności, i dobrze zbalansowanych niuansów. Jeśli kwartet nawiązuje do jakiegoś stylu, to robi to delikatnie, z wyczuciem, i jakby mimochodem. Kiedy czerpie z różnych gatunków lub odwołuje się do przeszłości, to nie garściami, tylko odłamkami, drobnymi okruchami, które przy pobieżnym traktowaniu tych kompozycji bardzo łatwo przegapić. "Spędzamy mnóstwo czasu w studiu, wybierając różne rzeczy, badając rozmaite dźwięki. W pewnym sensie może przypominać to malowanie, poniekąd również chemię, mieszanie różnych substancji i odczynników, eksperymentowanie" - oświadczyła wokalistka, autorka tekstów i większości piosenek Emily Scott. A co robili: Rob St. John (gitara, śpiew), Joe Smillie (perkusja), i Pete Harvey (bas, wiolonczela), kiedy akurat nie nagrywali w studio "Pumpkinfield" tego ostatniego, mieszącym się w niewielkiej miejscowości Parthshire? W 2018, a także rok później, sporo koncertowali, wystąpili chociażby w Glastonbury i na Celitic Connections, zaliczyli również festiwal "Fringe", który odbył się w Edynburgu. Rok 2020 przyniósł ich kolejna płytę "The Weight Of The Sun" - gdzie kontynuowali pomysły zapoczątkowane na poprzednim udanym, i tak chwalonym przez prasę branżową, albumie.
Najnowsza, wydana wczoraj, płyta zatytułowana "We Are There" przynosi drobne zmiany. Trudno było oczekiwać czegoś innego, skoro niejako w modus operandi szkockiej grupy wpisane zostało unikanie gwałtownych zwrotów. Dziesięć najświeższych kompozycji można by z grubsza podzielić na dwie części. Pierwsza odsłona przynosi nieco bardziej klasyczne, ale też w pewnym sensie różnorodne, dla Modern Studies granie, czyli indie-fokowe piosenki ("pasterski folk"), korzystające z rozwiązań zaprezentowanych na poprzednich wydawnictwach. Znajdziemy tu rustykalne ballady, z delikatnymi ornamentami skrzypiec, jak w "Comfort Me", nieśmiałe ukłony (nie pokłony), w kierunku melodyki dominującej w latach 70-tych, przewijającej się chociażby w "Sink Into", z ciekawie zrealizowaną perkusją, wyczuwalnym pulsem basu, i tak charakterystyczną, nieco senną wokalizą Emily Scott. Jednym z jaśniejszych punktów tego wydawnictwa jest utwór "Light A Fire", w którym można odnaleźć art-rockowego ducha, przetworzonego przez wrażliwość szkockich artystów. Tym razem w aranżacjach usłyszymy zdecydowanie mniej instrumentów, niż miało to miejsce na wcześniejszych albumach. Jednak wiolonczela, skrzypce, gitara, której mocniejszy głos, jak na warunki Modern Studies, odezwie się w kompozycji "Wild Ocean", lub zwiewne fortepianowe ozdobniki, w zupełności wystarczają, żeby uatrakcyjnić ten zestaw piosenek.
Druga część wydawnictwa "We Are There" zawiera znacznie więcej indie-popowych znaków. Przy tej okazji przypomniały się nagranie Belle And Sebastian. Przebojowy, oczywiście jak na możliwości zespołu, "Won't Be Long" odmierza żywy rytm, i zgrabne frazy melodii. Podobnie brzmi "Mothlight" oraz "Do You Wanna", który potwierdza, że w tej odsłonie albumu Rob St. John i Emily Scott postawili na dynamikę, i energię. Rozmarzony głos tej ostatniej stanowi przyjemny kontrast w stosunku do jasnych rozbłysków sekcji rytmicznej. Takie już są muzyczne podpisy szkockiego kwartetu Modern Studies - z pozoru bez fajerwerków, ale po uważnym przyjrzeniu się, pokazują swoją mniej oczywistą oraz intrygującą stronę.
(nota 7/10)
W dodatku deserowym, na początku zajrzymy raz jeszcze na recenzowaną przed tygodniem bardzo udaną płytę The Delines - "The Sea Drift". Ponoć dobrego nigdy zbyt wiele, a ja do tych niespiesznych nagrań chętnie wracam. Przed Wami wyborny, poruszający, intymny "All Along The Ride".
Prezentowana całkiem niedawno Allegra Krieger ujawniła kolejny singiel, który promuje jej nadchodzącą płytę "Precious Thing". Wprawdzie premiera albumu zapowiedziana została na 4 marca, ale pojawiły się już pierwsze dobre recenzje.
Znakomite recenzje zbiera także najnowszy album "Life On Earth", grupy Hurray For The Riff Raff. W moje ucho najbardziej wpadła piosenka "Precious Cargo".
Przyznam szczerze, że dawno nic mnie tak nie wymęczyło, jak najnowsza, szeroko komentowana, płyta duetu Beach House - "Once Twice Melody". Dodam na marginesie, że nie od dziś jestem fanem zespołu, i większość tych nagrań znałem wcześniej. Jednak słuchane w całości, i po sobie, poza drobnymi wyjątkami, jakoś do mnie nie przemówiły. Pewnie muszę spróbować raz jeszcze.
Przed Wami zespół, który stawia dopiero pierwsze kroki, czyli formacja Into Her Final Sleep, w nagraniu z epki "Persemone".
W kąciku improwizowanym fragment z najnowszej płyty Bugge Wesseltofta. Myślę, że tej postaci akurat nie trzeba specjalnie przybliżać. To znany norweski pianista, kompozytor, człowiek instytucja, założyciel wytwórni Jazzland Recordings, od ćwierć wieku obecny na muzycznej scenie. Ostatnie wydawnictwo zatytułowane "Be Am", promuje przepiękna kompozycja "Roads", gdzie swoje saksofonowe oddechy pozostawił Hakon Kornstad. Nie mogę się od niej oderwać.
sobota, 12 lutego 2022
THE DELINES - "THE SEA DRIFT" (Decor Records) "Impresje z Teksasu"
"E pluribus unum" - trudno było znaleźć bardziej ironiczną dewizę na banknoty tej zbankrutowanej utopii, w której garstka groteskowo bogatych Amerykanów cieszy się bogactwem, przywilejami i luksusami, jakich odmówiono większości. W świetle historii tworzonej przez Noahów Rosewaterów znacznie bardziej pasująca byłaby dewiza: "Zgarniaj więcej, niż ci potrzeba, bo inaczej nie dostaniesz nic" - Kurt Vonnegut - "Niech pana Bóg błogosławi, panie Rosewater".
Pomysł na powstanie album "The Sea Drift" narodził się podczas rozmowy wokalistki Amy Boone oraz pisarza, autora tekstów i muzyka - Willy'ego Vlautina (wcześniej tworzył kompozycje i grał na gitarze w grupie Richmond Fontaine). Po długiej wymianie zdań okazało się, że i ona, i on, mają słabość do twórczości Tony'ego Joe White'a (1943 - 2018). To Amy Boone w pewnym momencie tego pamiętnego dialogu zaproponowała: "A może napisałbyś coś w stylu "Rainy Night In Goergia". W ten sposób powoli zaczęła powstawać koncepcja całego albumu. Na miejsce akcji kolejnych jego odsłon wybrano stan Teksas, a dokładniej mówiąc, wybrzeże Zatoki Meksykańskiej.
Wspomniana powyżej akcja wielu z tych niespiesznych indie-folkowych kompozycji rozgrywa się w samochodzie. Jeśli podróżować po Stanach Zjednoczonych, to tylko za kierownicą, korzystając z długich szerokich dróg, które, łącząc wielkie aglomeracje, wiodą przez pustkowia lub urokliwe miasteczka. Teksas to drugi zarówno pod względem ludności, jak i powierzchni, stan Ameryki Północnej. Na trasie naszej nostalgicznej podróży miniemy wielkie farmy i pola uprawne, z rosnącą tam pszenicą lub kukurydzą. Zajrzymy do niewielkich barów, których rozświetlone neony powitają nas na przedmieściach Dallas, San Antonio, Austin czy El Paso. Ponoć nazwa tego stanu wywodzi się od słowa "Taysha", którym plemiona Koddo określały "przyjaciela". Jednak prawo w tej części USA nie przypomina przyjaciela, jest o wiele surowsze, niż w innych regionach. Zakazuje na przykład: "posiadania sześciu lub więcej wibratorów" (sic!), jednocześnie zezwala na zabicie złodzieja, którego złapaliśmy na gorącym uczynku.
Takich złodziei poznajemy już na samym początku płyty "The Sea Drift", czyli w nastrojowym otwarciu "Little Earl". Oto jeden z nich prowadzi samochód, podczas gdy drugi leży na tylnym siedzeniu i przyciska zakrwawioną ranę. To efekt postrzału i nieudanego napadu na sklep, z którego trzeba było ratować się ucieczką. W ten sposób wita nas Ameryka. Kraj, w którym tworzą się i spełniają marzenia. To tutaj rzeczywistość może stać się filmem, a film niepostrzeżenie przeobrazić się w rzeczywistość, powielaną potem w barwnych opowieściach. Muzyka, którą stworzył Willy Vlautin, wraz z grupą przyjaciół z formacji The Delines, stanowi doskonałe tło dla tego typu niespiesznych narracji. Wokaliza Amy Boone jest prosta, skupia się wokół jej ciepłej przyjemnej dla ucha średnicy, i na sugestywnym podawaniu kolejnych fraz, w dużej mierze refleksyjnych tekstów Vlautina. Aranżacje poszczególnych kompozycji są wyważone i skromne, ich filmowy charakter został podkreślony przy użyciu sekcji smyczkowej oraz dętej. Leniwe tony klawiszy w "All Along The Ride" pozwalają na pełną ekspozycję głosu amerykańskiej wokalistki. Ta znakomita odsłona płyty, jak kilka innych, opowiada o rozpadzie związku i ucieczce w nieznane. "Surfers In The Twilight" rozpoczynają dźwięki gitary akustycznej oraz wokaliza. Ta ostatnia kreśli obraz kobiety, która idzie ulicą, żeby zobaczyć skutego kajdankami męża, zatrzymanego przez policję. Bohaterkę "This Ain't No Getaway" na początku także dostrzegamy w ruchu, zmierza prosto do mieszkania byłego chłopaka, żeby zabrać stamtąd swoje rzeczy, i tym samym ostatecznie przypieczętować rozstanie. Kolejne muzyczne obrazy albumu "The Sea Drift" mają w sobie coś z momentów zatrzymanych w kadrze, i dobitnie potwierdzają, że za każdym mijanym na ulicy człowiekiem kryje się jakaś historia. Muzycznie Willy Vlautin (gitara), Sean Oldham (perkusja), Freddy Trujillo (bas), Cory Gray (trąbka), Noah Bernstein (saksofon), Patty King (skrzypce), Collin Oldham (wiolonczela), poruszają się po terytorium rozkosznie leniwej americany, nawiązując tu i ówdzie do albumów The Sparklehorse, czy dawnych płyt Kurta Wagnera i jego załogi (Lambchop), co najlepiej słychać chyba w "Drowning By Plain Sight". Instrumentalny "Linette's Lament" - nazwa pochodzi od imienia bohaterki jednej z powieści Vlautina - rozpoczyna trąbka, przypominająca grę Milesa Davisa z albumu "Music From Siesta". Ostatnie akcenty płyty "The Sea Drift" również należą do dźwięków trąbki, w rękach Cory Graya; w moich skojarzeniach przywołały końcowe fragmenty filmu "Chinatown". "The Sea Drift" to nasz najbardziej wizualny zapis. Teksty są jak winiety, a instrumentacje, w tym dramatyczne partie smyczków czy waltorni, mają wywołać filmowy nastrój" - podsumował Willy Vlautin. Na uwagę zasługuje również nienachalna produkcja Johna Morgana Askew - wiernego przyjaciela i poniekąd członka zespołu, obecnego w studiu od samego początku działalności grupy, czyli od udanego debiutu "Colfax" (2014); pełna wyważonych, mądrych lub też całkowicie świadomych dźwięków, użytych w odpowiednim miejscu i czasie, które w konsekwencji nadały temu wydawnictwu dyskretnej elegancji. Świetna płyta. Gorąco polecam.
(nota 8/10)
W 2016 roku recenzowałem na łamach tego bloga płytę "Hidden Light" autorstwa Davida Ahlena. Szwedzki piosenkarz na początek marca zapowiedział wydanie swojej najnowszej epki. Oto singiel, który promuje to wydawnictwo.
Wpadł mi ostatnio w ucho prześliczny utwór "Discontent"- Paula Kintzinga, który ukrywa się pod nazwą German Error Message.
Zupełnie zapomniałem podzielić się moją ulubioną piosenką z płyty "Sakura Flower", którą recenzowałem jakiś czas temu. Steve Kilbey nie zapomniał, jak zgrabnie łączyć ze sobą poszczególne nuty.
Zapowiedź płyty The Districts - "Great American Painting", która ukaże się 11 marca.
Chyba nie jest tak źle, skoro dożyliśmy czasów, gdzie harfistki wydają swoje płyty, i ktoś potem tych albumów słucha. Przed Wami, nasza dobra znajoma z poprzednich wpisów, Brandee Younger i fragment jej najnowszej epki "Unrest".



