sobota, 27 czerwca 2026
sobota, 20 czerwca 2026
SOFT PALMS - "IN ECHO" (Everloving Records) "Surowe brzmienie zmian"
Słońce w południowej Kalifornii potrafi być bezlitosne, ale w muzyce duetu SOFT PALMS zawsze było czymś w rodzaju przygaszonego popołudniowego blasku, wpadającego przez nie dość dobrze zaciągnięte żaluzje pokoju w przydrożnym motelu. Minęło sześć lat, odkąd ten małżeński duet - Julia Kugel i Scott Montoya - wydał swoją pierwszą płytę. Przez ten czas świat znów zdążył się zmienić, a oni po raz kolejny zamknęli się w domowym studiu, nagrywając piosenki na taśmie magnetycznej, które brzmią jak ucieczka przed opresyjną rzeczywistością. Julia i Scott z pewnością powracają jako ludzie starsi, dojrzalsi. Możliwe, że przy tej okazji odrobinę mądrzejsi. A ich lo-fi pop zyskał przez ten okres inny rodzaj powagi. To wciąż kronika małżeńskiej intymności, ale tym razem podszyta chłodnym i trzeźwym realizmem.
Julia Kugel spędziła piętnaście lat jako siła napędowa punkrockowego składu The Coathengers. Scott Montoya przez lata nadawał brudny garażowy kształt brzmieniu The Growlers. Oboje wiedzą doskonale, jak brzmią rockowe grupy i przeciętne oczekiwania tłumu. Zmęczenie tym radykalnym podejściem zrodziło potrzebę ucieczki, która doprowadziła ich do domowego studia w Long Beach, ironicznie nazywanego "COMO" ("Centre Of Mental Arts"). "Moim celem było stworzenie czegoś, co brzmi jak mentalny uścisk, dźwiękowe objęcie" - oświadczyła Julia Kugel.
Ich singlowy "Nervous Ass Hell" (od którego rozpocząłem dzisiejsze spotkanie) został zainspirowany apokaliptyczną satyrą Kurta Vonneguta "Kocia kołyska". To utwór trochę o tym, jak współczesna technologia oraz 24-godzinny cykl informacyjny zniekształcają ludzką pamięć i poczucie czasu. Piosenka bada moment, w którym ludzkość, zamiast szukać prawdy, bawi się mediami tworząc kolejne iluzje.
Debiut Soft Palms przypadł na rok 2020, i początek pandemicznej izolacji. Zawierał ciepłe, ambientowo-psychodeliczne pejzaże i trochę dźwięków utrzymanych w stylu lo-fi pop. W tych piosenkach można było odnaleźć elegancką melancholię, w oparciu o którą Julia i Scott opowiadali o tym, jak rozpada się znany im świat.
W singlach takich jak wspomniany wcześniej "Nervous As Hell" czy "Radio" zespół porzuca marzycielski ton dawnych nagrań na rzecz szorstkiego minimalizmu. Tym razem duet uzbroił się w mocno brzmiące gitary, sporo pogłosu. Podjął takie tematy jak: rozpad więzi międzyludzkich, alienacja, medialna paranoja. A przy okazji podkręcił trochę dynamikę. Debiut z 2020 roku był próba przymknięcia oczu na chaos otaczającego nas świata. Wydany wczoraj krążek "IN ECHO" to próba otwarcia powiek. Duet z Kalifornii zorientował się, że język którym posługiwali się przed laty, stał się niewystarczający wobec nowego wyglądu rzeczywistości.
Zamiast wspomnianego ambientu dostaliśmy garażową prostotę. Scott Montoya wyraźnie zrezygnował z producenckich sztuczek i postawił na siłę rockowego brzmienia. Teksty Julii Kugel straciły swój mglisty, poetyki wymiar - stały się bardziej bezpośrednie. Tu i ówdzie przypominają reportaże, czy meldunki o stanie świata. Małżeństwo nie proponuje już żadnej ucieczki w pastelowy sen. Opowiada o tym, jak obudzili się w środku nocy przy włączonym telewizorze, który wciąż krzyczał nowymi wiadomościami.
Album "IN ECHO", w kreślonej przez mnie perspektywie, jawi się jako dokument transformacji. Całkiem możliwe, że nie będzie to płyta łatwa w odbiorze dla tych, którzy szczególnie polubili amerykański duet za ich dream-popowe ukojenie. Oczywiście można zatęsknić za dawną czułością SOFT PALMS - za delikatnym szeptem kochanka w pustym hotelowym pokoju. Jednak tym razem nie sposób odmówić im konsekwencji i energii.
(nota 7/10)
Pozostaniemy w Kalifornii, miasto Los Anglese, grupa PAYCHEQUE, która niedawno opublikowała album zatytułowany "Paycheque". Oto mój ulubiony fragment.
Cóż, że ze Szwecji, czyli formacja SUNNAN, oraz zapowiedź ich płyty, zatytułowanej "Spaghetti Soul", która ukaże się 9 października.
Przeniesiemy się do Kanady, miasto Toronto, w nim czwórka panów, która przyjęła nazwę BLUE JUNE. Oto ich jeszcze ciepły singiel.
Przed nami wizyta w Minnesocie i spotkanie z grupą MAGIC CASTLES, która niedawno opublikowała album zatytułowany "REALIZED". Oto mój ulubiony fragment.
Przeniesiemy się do Europy, przed nami Francja i randka z Sarah Pilet, która przyjęła pseudonim ASARA. 3 lipca ukaże się jej płyta "028 Crises". Znamy już kilka singli. Ten brzmi najlepiej.
DANIEL LANOIS to znany starszym fanom muzyk i producent z Kanady, wczoraj opublikował nowe wydawnictwo zatytułowane "Belladonna Nocturne".
MISS TYGODNIA - tym razem pochodzi z Australii. Bardzo słabo znana grupa PROPHETIC JUSTICE MINISTRY tydzień temu opublikowała płytę "Key To World, PEACE". Wśród rożnych kompozycji znalazłem takie cudeńko!!
KĄCIK IMPROWIZOWANY - a w nim nasi znajomi z brytyjskiego kolektywu ANCIENT INFINITY ORCHESTRA i zapowiedź ich nowej płyty "It's Always Aobut Liberation", która ukaże się 26 lipca.
Na koniec fragment płyty opublikowanej wczoraj REIS DEMUTH WILTGEN - "FREEDOM TRAIL", wśród gości w tym dużym składzie między innymi: Vince Mendoza (który dobrze czuje się w takich orkiestracjach) i Joshua Redman.
Etykiety:
Ancient Infinity Orchestra,
Asara,
Blue June,
Daniel Lanois,
Magic Castles,
Paycheque,
Prophetic Justice Ministry,
Reis Demuth Wiltgen,
Soft Palms,
Sunnan
sobota, 13 czerwca 2026
YEA - MING AND THE RUMOURS - "RESIDUE" (Dandy Boy Rec.) "W osadzie wspomnień"
W czasach, gdy coraz więcej artystów próbuje za wszelką cenę nadążyć za trendami, Yea-Ming And The Rumours konsekwentnie pozostają wierni estetyce, która wydaje się istnieć poza bieżącym obiegiem. „Residue” to album zanurzony w nostalgii, ale wolny od sentymentalizmu – czerpiący z tradycji indie popu, jangle popu i gitarowej melancholii, a jednocześnie brzmiący zaskakująco świeżo. Już sam tytuł sugeruje zainteresowanie tym, co pozostaje po doświadczeniach, relacjach i emocjach, które z biegiem czasu osiadają w pamięci niczym osad. Na swoim najnowszym wydawnictwie zespół nie tyle rozpamiętuje przeszłość, co przygląda się jej z perspektywy dojrzałości, zamieniając wspomnienia w kolekcję subtelnych, znakomicie napisanych piosenek.
Zespół wywodzi się z alternatywnej sceny miasta San Francisco, jego członkowie grają ze sobą od 2015 roku. Wokalistka oraz liderka Yea-Ming Chen od siódmego roku życia uczyła się grać na fortepianie. Była nawet studentką prestiżowego Uniwersytetu Berkley, ale zrezygnowała z nauki, twierdząc, że szkolnictwo jest zbyt akademickie i nudne. Nazwa grupy odnosi się do kultowego albumu Fleetwood Mac - "Rumours". Wcześniej przez dziesięć lat Yea-Ming współtworzyła zespół Dreamdate, wraz z przyjaciółką Anną Hillburg. Stworzyła również ścieżkę dźwiękową do filmu "The Surogate Valentine Trilogy". Amerykańska grupa posiada cztery albumy w dorobku. Przygodę wydawniczą zaczęli w 2016 roku, kiedy to ukazał się album "I Will Make You Mine", który był jednocześnie ścieżką dźwiękowa do ostatniej części wspomnianej wcześniej trylogii. Kolejny album "So, Bird..." (2022), nagrany został we współpracy z dawną przyjaciółką z grupy Dreamdate.
Najnowszy album zatytułowany "RESIDUE" ukazał się wczoraj. Koncepcyjnie jego autorka skupiła się na "emocjonalnym resecie" oraz akceptacji niedoskonałości. Yea-Ming Chen chciała odejść od dotychczasowego indie-folkowego brzmienia i zerknąć nieco bardziej w stronę eksperymentalnych rozwiązań. Całość materiału zespół zarejestrował w prywatnej przestrzeni mieszkalnej, stąd ta naturalna akustyka, która nadaje płycie ciepły, niemal intymny klimat.
Basista Rob Good nie tylko zagrał dobre, wpadająco w ucho linie, ale wziął na siebie ciężar odpowiedzialności za miks. Gitarzysta Eoin Galvin udanie balansował pomiędzy dwoma światami. Z jednej strony mamy szorstkie, ale wdzięczne indie-rockowe riffy z lat 90-tych, trochę w stylu niektórych dokonań Yo La Tengo. Z drugiej przepiękną, ślizgającą się gitarę hawajską, czyli partie gitary typu lap steel, która wprowadza do całości nostalgiczną przestrzeń country folku.
"Sweet Opiates" - ta piosenka (od której rozpocząłem dzisiejsze spotkanie) zrodziła się z eksperymentów z rytmem. Pierwotnie chciałam, żeby miała hipnotyzujący klimat w stylu Stereolab. To, co z tego wyszło, brzmi jak dyskotekowe Saint Etienne albo The Cardigans, który też uwielbiam" - oświadczyła Yea-Ming Chen.
Głos wokalistki to wdzięk prostoty. Bywa bliski, pozbawiony wielkich przestrzennych pogłosów (reverb), czy sztucznych opóźnień. Ta surowość techniczna powoduje, że można odnieść wrażenie, jakby artystka siedziała z nami w pokoju - choć podczas rejestracji nagrań to był pokój w jej mieszkaniu - i śpiewała nam prosto do ucha. Zdaje się, że pisanie smutnych piosenek ukrytych pod zgrabnymi melodiami wychodzi amerykańskiej wokalistce najlepiej. Choć liderka śpiewa o rozstaniach, żalu i bolesnym rozliczeniu z przeszłością, to jej delikatny kojący głos sprawia, że do niektórych piosenek chce się wrócić.
Oczywiście nie wszystkie odsłony udało się zamknąć w podobnie czarujących kompozycjach. Nie jest to perfekcyjna płyta, i w gruncie rzeczy może w ogóle nie miała taka być. W moim odczuciu środkowa część albumu cierpi na pewną monotonię. Niektórym może zabraknąć tutaj zwrotów akcji, skromne aranżacje zaczynają być do siebie podobne i zlewają się tu i ówdzie w senne plamy dźwięku. Zespół zbyt rzadko opuszcza swoją strefę komfortu, pomimo deklarowanego na wstępie pragnienia eksperymentu. Ostatecznie "Residue" zostawia słuchacza z takim uczuciem, o jakim opowiada płyta z "emocjonalnym osadem". Nie wszystkie utwory błyszczą tym samym jasnym światłem - to prawda - jednak w swoich najlepszych momentach nostalgia Yea - Ming Chen bierze górę i może poruszyć.
(nota 7.5/10)
Zwykle na początku tej strefy staram się podtrzymać podobny nastrój. Tak będzie i tym razem. Przeniesiemy się do stanu Kalifornia, gdzie działa zespół TENNELL. Oto ich najnowszy jeszcze ciepły singiel.
Szybki lot do Australii przyniesie spotkanie z mało znaną formacją ENOLA, która niedawno opublikowała nowy singiel.
Z prędkością światła przeniesiemy się do Londynu, żeby udać się na spotkanie z MARINĄ YOZORĄ. Oto jej najnowsza propozycja.
Raz jeszcze Australia, tam znany ze składu Nick Cave And The Bed Seeds - MICK HARVEY oraz towarzysząca mu wokalistka AMANDA ACEVEDO, i zapowiedź wrześniowej premiery ich płyty "Psychodelia In White".
Nasi znajomi z Berlina, formacja THE DHARMA CHAIN, wczoraj opublikowała nowy album zatytułowany "Some Kind Of Pure State".
W Filadelfii mieszka i tworzy nasz znajomy - JEFFREY ALEXANDER, który wraz z grupą THE HEAVY LIDDERS wczoraj wydał nowy album "LIQUID DONNON".
MISS TYGODNIA - to jednocześnie zapowiedź premiery płyty BETH ORTON zatytułowanej "THE GROUND ABOVE", która ukaże się 26 czerwca. Poczekamy dwa tygodnie i zobaczymy.
KĄCIK IMPROWIZOWANY - Los Angeles, a w nim nasz dobry znajomy, wyborny pianista BILLY CHILDS i fragment z jego najnowszej płyty zatytułowanej "TRIUMVIRATE".
Etykiety:
Beth Orton,
Billy Childs,
Enola,
Jeffrey Alexander,
Marina Yozora,
Mick Harvey,
The Dharma Chain,
Tnnell,
Yea - Ming And The Rumours
sobota, 6 czerwca 2026
AMERICAN CREAM BAND - "TWIN" (Quindi Records) "W poszukiwaniu straconego rytmu"
AMERICAN CREAM BAND to wciąż bardzo słabo znana grupa, założona w 2012 roku w mieście Minneapolis przez Nathana Nelsona. Zamiast klasycznego i sztywnego podziału na wyznaczone z góry role, amerykański twórca stworzył coś w rodzaju "muzycznej komuny" - otwartą platformę dla lokalnych instrumentalistów, związanych ze sceną niezależną, którzy chcieli czegoś więcej niż przewidywalnych kompozycji, utrzymanych w tradycyjnym podziale "zwrotka/refren". Wydana wczoraj znakomita płyta zatytułowana "TWIN" stanowi podsumowanie pierwszego okresu działalności tej załogi, a przy okazji wytycza nowy kierunek na drodze ich artystycznego rozwoju.
Nazwa "American Cream Band" odnosi się do specyficznego, gęstego psychodelicznego brzmienia. Muzyka amerykańskiego zespołu - podobnie jak nazwa - jest lepka, wielowarstwowa, momentami zabarwiona słodyczą, innym razem kwaśna, podszyta brudem i surowością amerykańskiej sceny niezależnej. Dotychczasowa dyskografia AMERICAN CREAM BAND to swoista kronika kontrolowanego chaosu. Na początkowym etapie (nieźle przyjęta płyta "Presents" z 2023 roku), zespół poruszał się głównie w rejonach lo-fi psychodelii, hipnotycznego krautrocka w stylu Can oraz instrumentalnego space rocka. Ich wczesne kompozycje - pojawiały się na łamach tego bloga - przypominały niekończące się plemienne jamy, gdzie transowy rytm perkusji stanowił fundament pod śmiałe gitarowo-saksofonowe improwizacje. Panowie oraz pani grali surowo, eksperymentalnie, bez zbędnego oglądania się na radiowe formaty.
Znakomity, wydany wczoraj album "TWIN", zderza dotychczasową surowość z nową taneczną energią. Słuchając tego materiału mogą przyjść do głowy różne porównania. Jedno z nich zabrało mnie prosto do Nowego Yorku z okresu lat 70/80-tych. Najważniejszym punktem odniesienia może być tutaj wybitny album formacji Talking Heads - "Remain In Light" (1980). Podobnie jak David Byrne i Brian Eno w tamtym czasie, Nathan Nelson zaprosił do studia liczną grupę przyjaciół i gości (w sumie osiem osób), żeby stworzyć gęste polirytmiczne faktury dźwiękowe. Wiele z tych utworów zawartych na płycie "TWIN" pulsuje rytmem funku, afrobeatu, które tak pięknie zdefiniowało i wykorzystało wspomniane wcześniej dzieło Talking Heads.
Słychać to całkiem wyraźnie chociażby w wokalnych dialogach. Z jednej strony mamy melodeklamacje Nelsona, a z drugiej oniryczne wokalizy Liz Buhmann. Cudowne zderzenie męskiej oraz żeńskiej energii. Bas i perkusja grają tu transowe zapętlone figury, które pchają kompozycje do przodu. Warto jednak podkreślić, że AMERICAN CREAM BAND nie kopiuje bezmyślnie dawnych mistrzów - świadomie czerpie z ich nowofalowej spuścizny i przepuszcza ją przez własny duszny psychodeliczny filtr.
"Tworząc ten album, zdałem sobie sprawę z tego, że muszę wykreować coś konfrontacyjnego. Coś na kształt dźwiękowej fali. Chciałem, żeby muzyka była fizyczna i bezpośrednia - żeby uwalniała napięcie w tym samym stopniu, w jakim je tworzy" - Nathan Nelson.
Płyta "TWIN" długimi fragmentami brzmi tak, jakby została zarejestrowana "na setkę", w ciasnej, niezbyt dobrze oświetlonej piwnicy. Co ciekawe, mimo nagromadzenia sporej ilości instrumentów i zagęszczenia materiału dźwiękowego, całość brzmi świeżo i selektywnie. Twardym rdzeniem tych kompozycji jest praca sekcji rytmicznej, która napędza i buduje dramaturgie poszczególnych odsłon. Perkusja Mata Heinricha jest sucha, przywołuje skojarzenia z niektórymi albumami przedstawicieli afrobeatu. Z kolei partie basowe nadają kompozycjom przyjemny klubowy wymiar. Na taki zgrabny fundament Nathan Nelson i przyjaciele nałożyli warstwy brudnych gitar i syntezatorów oraz partie saksofonu, które zamiast klasycznych jazzowych solówek przynoszą wraz z sobą wiele dodatkowych barw.
Jeśli chodzi o smaczki techniczne, które wielbiciele muzycznych odkryć zwykle sobie cenią, warto wspomnieć o efekcie "Tape Echo". W utworze "No Funeral Necessary" saksofon i wokale przepuszczono przez taśmowe efekty delay. Dzięki temu dźwięk zdaje się pływać pomiędzy kanałami, tworząc hipnotyczną przestrzeń. Warto w tym miejscu podkreślić, że aranżacje na płycie "TWIN" długimi fragmentami są przepyszne. W tym samym czasie pięknie współbrzmią: klasyczny zestaw perkusyjny, elektroniczny automat perkusyjny z epoki oraz kongo lub grzechotki.
Autorowi "TWIN" przyświecała koncepcja "Coincidentia Oppositorum" ("jedność przeciwieństw" Mikołaja z Kuzy). Nathan Nelosn wykorzystał ów termin, żeby usprawiedliwić zderzenie pozornego "chaosu", z lekkością zgrabnej melodii. W zamierzeniach twórcy z Minneapolis "STRONA A" krążka miała być ekstrawertyczna - pulsująca rytmiczną energia. "STRONA B" - introwertyczna, utrzymana w duchu transowej improwizacji.
"American Cream Band przestał być moim solowym projektem, a stał się żywym organizmem. Ta płyta ma ciągle zadawać pytanie o to, czym właściwie jest wolność i dlaczego jako ludzie ciągle zbieramy się razem w jednym pomieszczeniu, żeby stworzyć coś z niczego, bez żadnego racjonalnego powodu".
Na płycie "TWIN" Nathan Nelson i jego ośmioosobowa załoga przypominają nam o pierwotnej sile muzyki. Wspominają także o tym, że wiele pięknych rzeczy wymyka się schematom, prostym podziałom i powstaje na pograniczu różnych skrajności. W tej perspektywie jest to również album o wyzwaniach, otwarciu na to co inne, i tak potrzebnej nie tylko w muzycznej przestrzeni tolerancji. Tej płyty nie słucha się jak każdej innej, tylko się w niej zanurza i pływa. Może zdarzyć się tak, że ktoś zechce zatopić się w tym magnetycznym oceanie na wiele długich godzin i dni. Polecam!
(nota 8/10)
Waszą ulubioną strefę "Dodatków" rozpocznie nowy singiel amerykańskiej grupy MIDNIGHT MAGIC, który świetnie wpisze się w nastrój omawianej przeze mnie płyty.
Z Nowego Yorku przeniesiemy się do Los Angeles, skąd pochodzi grupa NIGHTTIME, która 10 lipca opublikuje album "Looking Glass".
Dziś sporo śpiewających pań, kolejna wokalistka pochodzi z Nowego Yorku, Beck Zegans i fragment z płyty "Engraving Of Armor".
Przed nami wizyta w Belgii, skąd pochodzi artystka ukrywająca się pod pseudonimem CAMILLE CAMILLE. Kompozycja znalazła się na jej ostatniej płycie "Enchanted Sea".
Indonezja rzadko pojawia się w naszej muzycznej wyliczance. Grupa THEE MARLOES pochodzi z Surabayonu, wydała niedawno całkiem udany album zatytułowany "Di Hotel Malibu".
Przeniesiemy się do Melbourne, gdzie działa ERICA TUCCERI, oto jej najnowszy udany singiel.
Wczoraj ukazała się zapowiadana przeze płyta brytyjskiej grupy TARA CLERKIN TRIO zatytułowana "Somewehere Good" (utwór z tej płyty otrzymał wyróżnienie "miss tygodnia"). Recenzent portalu Pitchfork wystawił wczoraj temu albumowi moim zdaniem zbyt szczodrą notę 8.1. Choć ta wspaniała kompozycja niezmiennie mnie urzeka.
Artysta z Berlina przybrał pseudonim FRANCOS PAIN, kilka dni temu opublikował nowy singiel.
KĄCIK IMPROWIZOWANY - przeniesiemy się do Leeds, gdzie działa i tworzy MALCOLM STRACHAN, niedawno ukazała się nowa płyta jego załogi zatytułowana "Look On The Birght Side".
Na koniec wizyta w Niderlandach i spotkanie z naszym znajomym duetem - TRIGG & GUSSET, oto ich nowy singiel.
Etykiety:
American Cream Band,
Beck Zegans,
Camille Camille,
Erica Tucceri,
Francos Pain,
Malcolm Strachan,
Midnight Magic,
Nighttime,
Tara Clerkin Trio,
Thee Marloes,
Trigg & Gusset
Subskrybuj:
Posty (Atom)







