Słońce w południowej Kalifornii potrafi być bezlitosne, ale w muzyce duetu SOFT PALMS zawsze było czymś w rodzaju przygaszonego popołudniowego blasku, wpadającego przez nie dość dobrze zaciągnięte żaluzje pokoju w przydrożnym motelu. Minęło sześć lat, odkąd ten małżeński duet - Julia Kugel i Scott Montoya - wydał swoją pierwszą płytę. Przez ten czas świat znów zdążył się zmienić, a oni po raz kolejny zamknęli się w domowym studiu, nagrywając piosenki na taśmie magnetycznej, które brzmią jak ucieczka przed opresyjną rzeczywistością. Julia i Scott z pewnością powracają jako ludzie starsi, dojrzalsi. Możliwe, że przy tej okazji odrobinę mądrzejsi. A ich lo-fi pop zyskał przez ten okres inny rodzaj powagi. To wciąż kronika małżeńskiej intymności, ale tym razem podszyta chłodnym i trzeźwym realizmem.
Julia Kugel spędziła piętnaście lat jako siła napędowa punkrockowego składu The Coathengers. Scott Montoya przez lata nadawał brudny garażowy kształt brzmieniu The Growlers. Oboje wiedzą doskonale, jak brzmią rockowe grupy i przeciętne oczekiwania tłumu. Zmęczenie tym radykalnym podejściem zrodziło potrzebę ucieczki, która doprowadziła ich do domowego studia w Long Beach, ironicznie nazywanego "COMO" ("Centre Of Mental Arts"). "Moim celem było stworzenie czegoś, co brzmi jak mentalny uścisk, dźwiękowe objęcie" - oświadczyła Julia Kugel.
Ich singlowy "Nervous Ass Hell" (od którego rozpocząłem dzisiejsze spotkanie) został zainspirowany apokaliptyczną satyrą Kurta Vonneguta "Kocia kołyska". To utwór trochę o tym, jak współczesna technologia oraz 24-godzinny cykl informacyjny zniekształcają ludzką pamięć i poczucie czasu. Piosenka bada moment, w którym ludzkość, zamiast szukać prawdy, bawi się mediami tworząc kolejne iluzje.
Debiut Soft Palms przypadł na rok 2020, i początek pandemicznej izolacji. Zawierał ciepłe, ambientowo-psychodeliczne pejzaże i trochę dźwięków utrzymanych w stylu lo-fi pop. W tych piosenkach można było odnaleźć elegancką melancholię, w oparciu o którą Julia i Scott opowiadali o tym, jak rozpada się znany im świat.
W singlach takich jak wspomniany wcześniej "Nervous As Hell" czy "Radio" zespół porzuca marzycielski ton dawnych nagrań na rzecz szorstkiego minimalizmu. Tym razem duet uzbroił się w mocno brzmiące gitary, sporo pogłosu. Podjął takie tematy jak: rozpad więzi międzyludzkich, alienacja, medialna paranoja. A przy okazji podkręcił trochę dynamikę. Debiut z 2020 roku był próba przymknięcia oczu na chaos otaczającego nas świata. Wydany wczoraj krążek "IN ECHO" to próba otwarcia powiek. Duet z Kalifornii zorientował się, że język którym posługiwali się przed laty, stał się niewystarczający wobec nowego wyglądu rzeczywistości.
Zamiast wspomnianego ambientu dostaliśmy garażową prostotę. Scott Montoya wyraźnie zrezygnował z producenckich sztuczek i postawił na siłę rockowego brzmienia. Teksty Julii Kugel straciły swój mglisty, poetyki wymiar - stały się bardziej bezpośrednie. Tu i ówdzie przypominają reportaże, czy meldunki o stanie świata. Małżeństwo nie proponuje już żadnej ucieczki w pastelowy sen. Opowiada o tym, jak obudzili się w środku nocy przy włączonym telewizorze, który wciąż krzyczał nowymi wiadomościami.
Album "IN ECHO", w kreślonej przez mnie perspektywie, jawi się jako dokument transformacji. Całkiem możliwe, że nie będzie to płyta łatwa w odbiorze dla tych, którzy szczególnie polubili amerykański duet za ich dream-popowe ukojenie. Oczywiście można zatęsknić za dawną czułością SOFT PALMS - za delikatnym szeptem kochanka w pustym hotelowym pokoju. Jednak tym razem nie sposób odmówić im konsekwencji i energii.
(nota 7/10)
Pozostaniemy w Kalifornii, miasto Los Anglese, grupa PAYCHEQUE, która niedawno opublikowała album zatytułowany "Paycheque". Oto mój ulubiony fragment.
Cóż, że ze Szwecji, czyli formacja SUNNAN, oraz zapowiedź ich płyty, zatytułowanej "Spaghetti Soul", która ukaże się 9 października.
Przeniesiemy się do Kanady, miasto Toronto, w nim czwórka panów, która przyjęła nazwę BLUE JUNE. Oto ich jeszcze ciepły singiel.
Przed nami wizyta w Minnesocie i spotkanie z grupą MAGIC CASTLES, która niedawno opublikowała album zatytułowany "REALIZED". Oto mój ulubiony fragment.
Przeniesiemy się do Europy, przed nami Francja i randka z Sarah Pilet, która przyjęła pseudonim ASARA. 3 lipca ukaże się jej płyta "028 Crises". Znamy już kilka singli. Ten brzmi najlepiej.
DANIEL LANOIS to znany starszym fanom muzyk i producent z Kanady, wczoraj opublikował nowe wydawnictwo zatytułowane "Belladonna Nocturne".
MISS TYGODNIA - tym razem pochodzi z Australii. Bardzo słabo znana grupa PROPHETIC JUSTICE MINISTRY tydzień temu opublikowała płytę "Key To World, PEACE". Wśród rożnych kompozycji znalazłem takie cudeńko!!
KĄCIK IMPROWIZOWANY - a w nim nasi znajomi z brytyjskiego kolektywu ANCIENT INFINITY ORCHESTRA i zapowiedź ich nowej płyty "It's Always Aobut Liberation", która ukaże się 26 lipca.
Na koniec fragment płyty opublikowanej wczoraj REIS DEMUTH WILTGEN - "FREEDOM TRAIL", wśród gości w tym dużym składzie między innymi: Vince Mendoza (który dobrze czuje się w takich orkiestracjach) i Joshua Redman.