Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sudden Voices. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Sudden Voices. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 czerwca 2025

TRA PHAIDIN - "AN 424 (EXPANDED)" (Hivemind Records) "Podróże małe i duże"

 

    Świat przyrody, rozległe pejzaże - mówiąc krótko piękno krajobrazu - od zawsze inspirowało wszelkiej maści artystów. Jakiś czas temu przedstawiłem na łamach bloga znakomitą płytę Williama Doyle'a - "Your Wilderness Revisited", który pozostawał pod wrażeniem urokliwych fragmentów przedmieść. Sufjan Stevens rozpoczął muzyczną przygodę od mocnego postanowienia, żeby na swoich płytach oddać specyfikę kolejnych stanów USA. Jak czas pokazał, skończyło się głównie na szumnych  zapowiedziach i ambitnych planach. Nasi dzisiejsi główni bohaterowi - członkowie kolektywu TRA PHAIDIN - pozostają pod wrażeniem malowniczej trasy autobusowej linii numer 424 (stąd taka, a nie inna okładka tego albumu). W kolejnych odsłonach płyty zatytułowanej "An 424", przy pomocy sporej ilości instrumentów, postarali się odmalować kluczowe, ich zdaniem, fragmenty trasy wiodącej z irlandzkiego miasta Galway do Cois Farraige. Pierwszy żółto-niebieski autobus spółki Bus Eireani odchodzi o godzinie 6 rano, ostatni kurs rozpoczyna się o 23.30. Proszę wsiadać, drzwi zamykać!





Po drodze miniemy sporo atrakcyjnych miejsc - niebezpieczne i zapierające dech w piersiach klify, torfowiska, przejedziemy w pobliżu jeziora Eagle. Będziemy mogli podziwiać wzgórze Mordain i wzniesienia Maamturk. Przemkniemy przez nieskalane wpływem cywilizacji wiejskie tereny i część Parku Narodowego Connemara. Z Connemary do Galaway jest mniej więcej 62 km, czyli godzinę i kwadrans wycieczki autobusem, za cenę ok. 30 funtów. Oczywiście możemy pojechać znacznie dalej. Wspominam o tej pierwszej miejscowości również z tego powodu, gdyż to właśnie tam zawiązał się dziewięcioosobowy skład kolektywu Tra Phaidin. W dużym uproszczeniu można powiedzieć, że reprezentują oni nadmorski region zachodniej Irlandii, gdzie "gaeilge" wciąż pozostaje podstawowym językiem. Stąd takie, a nie inne teksty poszczególnych kompozycji, zaśpiewane w tym egzotycznym regionalizmie. Przekładając to na polskie warunki, to trochę tak, jakbyśmy słuchali piosenek w gwarze kaszubskiej.

Członkowie TRA PHAIDIN używają na co dzień tradycyjnego języka "Gaelic", również w trakcie bardzo nielicznie udzielanych wywiadów. Udało mi się rozszyfrować nazwę zespołu, co nie było takie proste. "TRA PHAIDIN" - to przede wszystkim tytuł irlandzkiej piosenki ludowej wykonywanej w tradycyjnym języku gaelic. "Tra" oznacza plażę lub brzeg, zaś "Phaidin" to forma imienia Patryk.

Kolejną inspiracją do powstania płyty "AN 424" była pionierska praca psychogeograficzna artysty oraz kartografa - Tima Robinsona, który upodobał sobie piesze wycieczki nad brzegami Connemary. Przy okazji skrupulatnie tworzył szczegółowe zapiski dotyczące tej podróży. "Psychogeografia bada wpływ geografii krajobrazu konkretnego obszaru na psychologię". W tym kontekście nie dziwią szczególnie takie słowa członków grupy: "Mając na uwadze krajobraz, podróż autobusem stanowi formę wspaniałej medytacji nad różnymi tematami, które przynosi życie".




Album "AN 424" otwiera świetny "Cain Chairr", który dobrze wprowadza w stylistykę tego wydawnictwa. Jego pełne rozwinięcie znajdziemy na końcu albumu, w odsłonie "Can Chairr Athrach". Mamy tutaj krautrockowy napędzający całość rytm, poddają się mu gitary i sekcja rytmiczna, do tego dochodzą wymowne akcenty instrumentów dętych, oraz polifoniczne wokalizy, które odrobinę przypomniały mi dialogi formacji Novi Singers. Wszystkie wymienione powyżej elementy to stałe punkty programu tej płyty. Dochodzą do tego fragmenty swobodnej improwizacji, gdzie saksofon, trąbka, harfa, klarnet, flet i skrzypce, znajdują dla siebie nieco więcej swobody.

Od samego początku czuć, że znajdujemy się w ruchu - bycie w drodze - przemieszczamy się szybciej lub nieco wolniej, znajdując na trasie podróży momenty postoju, wyciszenia. Symbolizują je krótkie utwory, zawierające część nagrań terenowych lub kolaży dźwiękowych.

Barwny krajobraz przesuwa się za oknem w rytm, w którym pojawiają się i wybrzmiewają kolejne kompozycje, gdzie folkowa irlandzka tradycja zgrabnie łączy się z nowoczesnością. Jeden z nielicznych krytyków, który zdołał dotrzeć do tego albumu, określił jego zawartość jako: "Dopieszczony/wygładzony chaos". Całkiem możliwe, że tych momentów zagęszczenia narracji mogłoby być nieco więcej - ale to tylko moje prywatne odczucia.

Trzeba również wspomnieć, że to kolejna próba prezentacji tej płyty. Album "AN 424" ukazał się już jakiś czas temu. Jakoś nie miał szczęścia do recenzji czy odbiorców. Ponad pół roku czekał na prezentację w serwisie Spotify. Pod koniec maja 2025 roku ukazała się wersja winylowa, przy okazji rozszerzona o trzy dodatkowe utwory, w stosunku do pierwotnego wydania, którą można znaleźć także na stronie Bandcamp. I to właśnie do tego wydawnictwa warto dotrzeć.

Przyznam, że wysłuchałem tego udanego materiału z dużą przyjemnością. Od pierwszych taktów, aż po ostatnie gasnące akcenty, czuć tutaj radość i swobodę wynikającą ze wspólnego grania. Podróż autobusem po zachodnim wybrzeżu Irlandii stanowi także transgatunkową wycieczkę. Egzotyczne brzemienia języka - w tekstach mamy zabawy słowem, żarty, surrealistyczne skojarzenia - dodaje tylko specyficznego kolorytu tej oryginalnej propozycji.

(nota 7.5-8/10)

 



Pozostaniemy na irlandzkiej ziemi, skąd pochodzi Glen Hansard, który znów na swojej drodze spotkał Marketę Inglovą. 11 lipca ukaże się nowe wydawnictwo zatytułowane The Swell Season - "Forward". Oto singiel promujący ten album.




Szybka podróż do Oslo przyniesie spotkanie z grupą, która przyjęła niezbyt wyszukaną nazwę IV. Oto ich najnowszy singiel.




Grupa THE WANT pochodzi z Nowego Yorku, w dniu wczorajszym ukazała się ich nowa płyta zatytułowana "Bastard". Oto jedno z wyróżniających się nagrań.




Portland w stanie Oregon, dwie panie w towarzystwie trzech panów tworzą formację DUSTBUNNY. Przed tygodniem ukazał się ich singiel zatytułowany "Sheltering".




Po ulicach miasta Toronto porusza się kolejnym artysta - Ryan Wayne, który niedawno opublikował album zatytułowany "Functioning Dysfunctionals".




Brooklyn jest siedzibą mało znanej formacji SEX WEEK, która 1 sierpnia może zmienić nieco ten stan rzeczy, bowiem tego dnia ukaże się epka "Upper Mezzanine".




SUDDEN VOICES to znany czytelnikom bloga kolektyw z Londynu, dowodzony przez Bena Morrisa, który w w kompozycjach łączy krautrockowe podejście z elementami spacejazzu. Ich najnowszy album - "Scruples" - ukaże się 18 lipca.




Powracam do albumu "Anthems...". Kolejna propozycja to pełen uroku typowego dla grupy The Weather Station cover utworu Broken Social Scene.




MISS TYGODNIA - Nie ukrywam, że lubię formację OTHER LIVES, pochodzącą ze miasta Stillwater (Oklahoma). Dlatego poczekam cierpliwie do 10 października, kiedy to ukaże się nowy album zatytułowany "Volume V'. Oto jeszcze ciepły singiel z tego wydawnictwa.




KĄCIK IMPROWIZOWANY - a w nim wyborny fragment pochodzący z wydanej wczoraj płyty ulubionej harfistki (recenzowałem niegdyś jej wcześniejszą propozycję) - Brandee Younger - "Gadabout Season".





sobota, 18 marca 2023

DEATH & VANILLA - "FLICKER" (Fire Records) "Cóż, że ze Szwecji"

 

     Chciałbym powiedzieć, że szwedzka grupa Death & Vanilla to już rozpoznawalna marka, przynamniej w alternatywnym półświatku, jednak zwyczajnie mogę się mylić. Czasem łapię się na tym, że zbyt łatwo rozciągam własne myśli czy wyobrażenia na pewną wiedzę innych. Fakt, że obcuję z ich płytami od ładnych kilku lat, nie oznacza, że podobnie postępują pozostali fani, nawet ci całkiem nieźle zorientowani we wciąż zmieniającej się przestrzeni muzyki niezależnej. Całkiem możliwe, że ich piosenki prezentowała w naszym kraju jakaś niezbyt popularna rozgłośnia, dajmy na to studencka. Zgrabnie brzmiący avant-pop dobrze się broni i nie powinien zbyt mocno drażnić tych, którzy takich utworów na co dzień nie słuchają. Z kolei ci, którzy systematycznie kształtują swój gust i poczucie smaku, mogą docenić niemały wkład pracy, ciekawe aranżacje i zapadające w pamięć linie melodyczne stworzone przez szwedzkie trio.


Wszystko zaczęło się w Malmo, mniej więcej szesnaście lat temu, kiedy przecięły się drogi Marleen Nilsson i Andersa Hansona. Trzeba przyznać, że nie spieszyli się, ani z publikacją, ani z tworzeniem kolejnych kompozycji. Przez dwa lata zdołali nagrać cztery single, które umieścili na stronach internetowych. Jak to zwykle w takich przypadkach bywa, ktoś usłyszał ich piosenki, komuś bardzo przypadły do gustu inteligentne nawiązania do retro-popu oraz brzmienie wykorzystanych instrumentów ( z czasem ich kolekcja zaczęła sukcesywnie się powiększać - dawne syntezatory, melotron, włoski wibrafon pochodzący z lat 50-tych, itd.), aż w końcu pojawiły się propozycje nagrania płyty i występów scenicznych. W związku z tymi ostatnimi do składu dołączył przyjaciel Marleen Nilsson - Magnus Bodin. Nazwę "Death & Vanilla" zaczerpnęli od nazw królików, które hodowali w okresie dzieciństwa (ten z czarnym futerkiem, jak łatwo się domyśleć, nazywał się Death). Ich debiut przypadł na rok 2012 i został tu i ówdzie odnotowany, głównie przez blogi tematyczne oraz prasę brytyjską, bo szwedzki rynek jakoś szczególnie ich nie polubił.

Brzmienie grupy systematycznie się wzbogacało, muzycy chętnie eksperymentowali, szukali nowych ścieżek i nietypowych rozwiązań. Krytycy ich dokonania najczęściej porównywali do twórczości zespołu Broadcast czy Stereolab. Można było w nich dostrzec elementy krautrocka, psychodelii, retro-popu lub muzyki filmowej. Artyści z Malmo chętnie tworzyli ścieżki dźwiękowe do dawnych filmów, z tych opublikowanych warto wspomnieć chociażby muzykę do  filmu "Vampyr" (horror z 1932 roku) albo do obrazu Romana Polańskiego - "Lokator".

Najnowszy album zatytułowany "Flicker" oznacza powrót po czterech latach przerwy, które zdążyły upłynąć od opublikowania ich ostatniego udanego wydawnictwa "Are You A Dreamer" (2019). Wczoraj wydana propozycja jest równie udana jak jej poprzednik, zawiera dziewięć spójnych kompozycji utrzymanych w typowym dla szwedzkiego tria stylu. W poszczególnych odsłonach znów odnajdziemy umiejętnie nakreślone dream-popowe przestrzenie, nawiązania do motoryki krautrocka, elementów psychodelii czy retro-popu. Całość rozpoczyna się od tonów basu, który napędza utwór "Out For Magic". Zabytkowe syntezatory, gitary, oniryczna wokaliza Marleen Nilsson z drobnym pogłosem, to kolejne składniki, z których przygotowano to całkiem smakowite danie. Melodyka tego utworu przypomniała mi fragmenty twórczości omawianej na łamach tego bloga Aniki Henderson z grupy Exploded View. W piosence "Baby Snakes" znajdziemy wyraźne dubowe akcenty, sporo tutaj pogłosu, nałożonego echa, sporo też dzieje się  w elektronicznej subtelnie rozwijanej tkance. Jednym z największych przebojów ostatniego albumu jest z pewnością singlowy "Find Another Illusion", który mocno się wyróżnia. "Looking Glass" - przypomina najlepsze dni grupy Broadcast, to kolejny ważny punkt tego wydawnictwa. Mocny emocjonalny spadek odnotowałem przy okazji sztampowego nieco "Mercury's Rising", który odrobinę mnie wymęczył albo i znudził. Zdaje się, że szwedzkie trio nieco gorzej radzi sobie w wolniejszych przebiegach, zupełnie tak, jakby większa ilość minut do zagospodarowania sprawiała im wyraźny problem (jak gra Rybakiny Idze Świątek). Z kolei "Fearless" niemal od razu wita nas psychodelicznym nastrojem, nie jedynym na tym wydawnictwie długim wstępem, brzmiącym jak filmowa ilustracja, który łagodnie doprowadza nas do zasadniczej części utworu. I tak dość niepostrzeżenie mija czas w towarzystwie płyty "Flicker", co nie oznacza, że nie warto do niej wrócić.

(nota 7/10)

 


Swoich sił w gatunku dream-pop próbuje sporo nowych zespołów, ale tylko nieliczni wychodzą z tej próby jako zwycięzcy. Jedną z takich formacji jest belgijski duet Portland ( Jente Pironet i Sarah Pepels), którzy wczoraj za pośrednictwem oficyny PIAS Rec. opublikowali album "Departures".



Pozostaniemy w podobnym nastroju. Członkowie grupy Laveda pochodzą z miasta Albany w stanie Nowy York, 14 kwietnia opublikują album zatytułowany "A Place You Grew Up".



The Saxophones - czyli dobrze znany małżeński duet z wpisów na tym blogu, wreszcie przerwał milczenie, wypuścił nowy singiel, i ogłosił, że 2 czerwca ukaże się ich najnowsza płyta "To Be A Cloud".



Sudden Voices to projekt powołany do życia przez brytyjskiego artystę Bena Morrisa, 14 kwietnia ukaże się debiutancka płyta zatytułowana "Sudden Voices".



Califone to nowe artystyczne wcielenie Tima Rutilia z miasta Los Angeles, jego płyta zatytułowana "Villagers" ukaże się 19 maja.



W sekcji improwizowanej kompozycja, do której często wracam w ostatnich dniach, oprócz dobrze brzmiącego tytułu "Edith", pokazuje nam fragment dobrego jazzowego grania, pochodzącego z płyty brytyjskiego perkusisty Gaza Hughesa (znany z grania w zespole Matthew Halsalla) - "Beboptical Illusion", z Edem Harrisonem na basie, i Andrzejem Barankiem za fortepianem.



Na koniec kolejny perkusista w dzisiejszym zestawieniu - Asher Gamedze z miasta Cape Town (RPA), obecnie rezydujący w Chicago, 2 maja ukaże się jego płyta "Turbulence And Pulse", z Adhanem Zidanem na basie, Alanem Bishopem na saksofonie, Cherifem El - Masrim na gitarze i Mauricem Loucą - syntezatory.