"Był czas, kiedy dużo myślałem o aksolotlach. Chodziłem je oglądać do akwarium w Jardin des Plantes i spędzałem całe godziny na przyglądaniu się im, obserwowaniu ich bezruchu, ich tajemniczych drgnień. A teraz sam jestem aksolotlem" ("Aksolotl" - Julio Cortazar)
Naszym dzisiejszym gościem będzie Benedict Kupstas oraz jego wesoła gromadka ukrywająca się pod nazwą Field Guides. Wyśmienitą do tego okazją jest trzecia w ogóle, a druga oficjalna, płyta, która ukazała się kilka dni temu, czyli krążek zatytułowany "This Is Just A Place". Benedict Kupstas to muzyk i pisarz rezydujący w Nowym Yorku. Zaczynał jako chłopak z gitarą, który dzielił się swoją twórczością tylko w wąskim kręgu bliskich znajomych. Tak się złożyło, że to jednemu z nich w końcu udało się namówić amerykańskiego artystę do publicznego występu. Koncert odbył się w... sklepie ze słodyczami, tyle że zamiast solowego recitalu Benedict wystąpił u boku zaprzyjaźnionych muzyków, z którymi to zagrał wtedy między innymi cover grupy Smog. Najwyraźniej wspólne granie spodobało się wszystkim zainteresowanym na tyle, że postanowili je kontynuować, na salę prób wybrali dość egzotyczne miejsce - opuszczoną fabrykę farmaceutyczną Pfitzera, przy Flushing Avenue, oczywiście na Brooklynie.
Benedict Kupstas ma osobliwe hobby - zbiera nagrania terenowe z całego świata. Rejestruje głównie odgłosy przyrody: szum wody, liści, śpiew ptaków itd. Jego niespełnionym, póki co, marzeniem jest zostanie w przyszłości ornitologiem. Owe wspomniane przeze mnie wyżej nagrania terenowe wykorzystał na oficjalnym debiucie grupy: "Boo, Forever". Pośród nich znalazły się te dokonane w Parku Narodowym Corcovada na Kostaryce, oraz te z Parco Nationale delle Terre we Włoszech. Tytuł albumu został zaczerpnięty z twórczości jednego z ulubionych pisarzy naszego dzisiejszego bohatera - Richarda Broutigana (związany w ruchem beatników, autor powieści "Łowienie pstrągów w Ameryce"). Debiutancki krążek w ciekawy sposób łączył elementy alternatywnego rocka z indie-folkiem. W warstwie tekstowej był również wyrazem hołdu, jaki autor składał naturze, z jej bogactwem fauny i flory.
Na drugie oficjalne wydawnictwo przyszło nam czekać pięć lat. W tym czasie skład grupy ulegał zmianie, jedni muzycy odchodzili, ich miejsce zajmowali kolejni. Wydawnictwo "This Is Just A Place" przykuwa uwagę dojrzałością brzmieniowych rozwiązań, w stosunku do tego co oferował poprzedni krążek. Mamy tu mnóstwo ciekawych pomysłów aranżacyjnych, różnorodność użytych instrumentów - skrzypce, wiolonczela, saksofon, fortepian, organy Hammonda, ...paczka po chipsach. Całość zgrabnie zmiksował D.James Goodwin, w swoim prywatnym studiu "The Isokon", w Nowym Yorku, który współpracował między innymi z Kevinem Morby, Timem Berne, Davidem Tornem. Początek albumu czyli "Art of Fiction No.83" to delikatne westchnienia smyczek i gitary, oraz głosy - Kupstasa i Jamie Reeder. To śpiewanie na dwa wokale - męski i kobiecy - nie trzymanie się sztywnych podziałów, a więc swobodna ich wymiana, dzielenie się poszczególnymi partiami, sprawiło, że kompozycje zyskały na atrakcyjności. Kilka z tych ośmiu utworów zawartych na ostatnim wydawnictwie grupy przypomina dokonania Camera Obscura czy Belle And Sebastian, pozostałe kierują nasze skojarzenia w stronę takich formacji jak The National lub The War On Drugs, Yo La Tengo. Pośród ważnych inspiracji Benedict Kupstas wymienia konkretne tytuły oraz ich wykonawców: Nick Cave - "Distans Sky", Yo La Tengo - "Our Way To Fall", Gastr Del Sol - "Blues Subtitles No Sens of Wonder", Broadcast - "Tears In The Typing Pool", Sparklehorse - "It's a Wonderful Life." Jeśli chodzi o tropy literackie, to jednym z ulubionych opowiadań amerykańskiego twórcy jest nowela "Aksolotl" Julio Cortazara, do którego to tekstu ponoć wraca kilka razy do roku. I tak oto w najlepszej i mojej ulubionej kompozycji "Mondegreen", podmiot liryczny staje przed akwarium i patrzy z uwagą przez szybę na przepływające tam ryby... "At The Aquarium Looking Through The Glass I Saw A Part Of Myself Looking Back" - zupełnie tak, jak bohater opowiadania Cortazara.
"I w tej ostatniej samotności, której już nie zakłóca swymi powrotami, pocieszam się, że może coś o nas napisze; będzie myślał, że opowiada bajkę, i napisze to wszystko o aksolotlach" (Julio Cortazar - "Aksolotl").
(nota 7/10)
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The War On Drugs. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The War On Drugs. Pokaż wszystkie posty
czwartek, 3 października 2019
FIELD GUIDES - "THIS IS JUST A PLACE" (Whatever's Clever) "AKSOLOTL Z BROOKLYNU"
Etykiety:
Belle and Sebastian,
Benedict Kupstas,
Broadcast,
Camera obscura,
Gastr Del Sol,
indie-folk,
Julio Cortazar,
Nick Cave,
Sparklehorse,
The National,
The War On Drugs,
Yo La Tengo
piątek, 25 sierpnia 2017
THE WAR ON DRUGS - "A Deeper Understanding" (Atlantic Records) "W drodze pomiędzy... już, a jeszcze..."
Jest coś w muzyce The War On Drugs - klimat, nastrój, wrażenie - co przypomina jazdę przez miasto, które z wolna kładzie się do snu. Może to być wieczorny powrót do domu, po wielu godzinach pełnych wrażeń, codziennej krzątaniny, obowiązków i problemów, albo zwyczajne i beztroskie leniwe przemieszczanie się, byle dalej, gdzieś przed siebie, w nieznane. Jeszcze mijamy pod drodze spóźnialskich, którzy spieszą się, żeby zdążyć na wspólny i zaplanowany wcześniej wieńczący trudy dnia posiłek. Oto mignie nam profil kierowcy, czasem przyklei się do okna miły uśmiech, jakieś dziecko pomacha w naszą stronę, przystawiając nos do bocznej szyby. Jeszcze otwarte są niektóre kioski i sklepy, gdzie pomiędzy półkami niczym duchy błąkają się ostatni kupujący. Kilka osób czeka na przystanku, przedeptując z nogi nogę, lub zerkając na wyświetlacz swojego smartfona. Samotne wyspy, czerwone krwinki głównych arterii miasta, domy pogrążone w letargu, z którego wkrótce trzeba będzie się obudzić. Jeszcze dobiegnie do nas pojedynczy dźwięk klaksonu, odbity od rozgrzanych letnim słońcem ścian budynków. Znajome tony melodii zatańczą w ogródku, pod parasolami, uchylając jeszcze bardziej skąpane w czerwonym świetle drzwi baru. Palą się już banery reklamowe i pierwsze latarnie, wskazując drogę zagubionym podróżnym, którzy usiłują przecisnąć się przez gęstniejący mrok. "... just moving through the dark" - jak śpiewa wokalista Adam Granduciel na płycie "A Deeper Understanding".
Jest w tych najlepszych kompozycjach na ostatnim albumie jakieś nostalgiczne westchnienie - nie smutek, nie przygnębienie - jakaś bliżej niewyrażona tęsknota za czymś niewyraźnym i ulotnym, jakaś niespełniona obietnica, mglista nadzieja, która nigdy nie mogła przybrać konkretnych kształtów. Jest też pogłębiona refleksja oraz pewien specyficzny stan zawieszenia, pomiędzy jawą a snem, pomiędzy tym, co wyobrażone, a tym, co rzeczywiste, jakby zatrzymanie się na pograniczu dwóch światów, subtelny trans, w który słuchacz wpada zupełnie bezwiednie, któremu poddaje się, wraz z kolejnymi piosenkami płyty "A Deeper Understanding". Charakterystyczny głos Adama Granduciela pełni tutaj rolę przewodnika, który odsłaniając swoje lęki, troski i pragnienia, pokazuje jednocześnie następne fragmenty przebytej już przez siebie drogi. Tyle już poza nim, tak wiele jeszcze przed nim...
Ciężko na albumie "A Deeper Understanding" wyróżnić któryś utwór, najbardziej przypadł mi do gustu "Thinking of a Place" oraz "Strangest Thing". Chyba odrobinę łatwiej wskazać nieco słabsze momenty, jak: "Holding On", "Nothing to Find". Najnowsza płyta nie odbiega klimatem od lubianego i dość szeroko komentowanego poprzedniego krążka "Lost in the Dream". Na poziomie muzycznym nie ma na czwartym w dorobku i póki co ostatnim krążku The War On Drugs żadnych producenckich fajerwerków. Ot, przez ponad godzinę Adam Granduciel i jego załoga raczą nas mniej lub bardziej klasycznym rockowym graniem, które ma swój specyficzny urok. W poszczególnych kompozycjach słychać fascynację i nawiązania do twórczości Toma Petty, Dylana, czy Dire Straits. Skoro klasyczne granie, to i klasyczny podział na zwrotkę oraz refren i... obowiązkową, a jakże, solówkę gitarową, w drugiej części utworu. Pomimo pozornej monotonii - podobny rytm, podobne skale - album The War On Drugs jest w mojej ocenie o wiele ciekawszy, niż wychwalane w ostatnich dniach przez krytyków "dzieło" Grizzly Bear - "Painted Ruins". Nie ma tu przede wszystkim szablonowego podejścia, producenckiej próby wciśnięcia kompozycji w ogólnie przystępne ramy, co jest główną bolączką krążka "Painted Ruins". Co warte podkreślenia płyta "A Deeper Understanding" zwiastuje także zmianę wytwórni, amerykańska grupa przeszła z Secretly Canadian do Atlantic Records. Na szczęście przy tej okazji obyło się bez nie zawsze celnych podszeptów nowych dyrektorów muzycznych czy modnych producentów. Zespół Adama Granduciela posiada własne rozpoznawalne brzmienie, które zachował i systematycznie rozwija. Ostatni album The War On Drugs to płyta o przemijaniu i marzeniach, które być może nigdy się nie ziszczą, co nie zmienia faktu, że warto je mieć.
(nota 7/10)
Subskrybuj:
Posty (Atom)

