sobota, 23 maja 2026
JUNGSTOTTER - "SUSTAINED" (Unguarded Rec.) "Berlińska poetyka oddechu"
sobota, 14 marca 2026
MT FOG - "EVERY STONE IS GREEN" (Ghost Mountain Records) "Muzyka z mgły"
Mam przeczucie, że niewielu recenzentów dotrze i zainteresuje się ciekawą propozycją amerykańskiej grupy MT FOG zatytułowana "Every Stone Is Green", która ukazała się wczoraj. Pod szyldem ukrywa się trio - Carolyn B. Andy Sells i Casey Rosebridge. Twardym rdzeniem tego projektu jest Carolyn - wokalistka, autorka tekstów, skrzypaczka, która w wolnych chwilach lubi również zagrać na syntezatorach, a przy okazji potrafi także pochylić się nad istotnymi detalami produkcji.
Wprawne ucho po wysłuchaniu kilku pierwszych kompozycji od razu wychwyci drobne podobieństwa do estetyki albumów Kate Bush. Podobna bywa również melodyka i sposób prowadzenia wokalizy. Grupa MT FOG dobrze czuje się na pograniczu artystycznego popu, alternatywnego rocka oraz eksperymentalnej niezależności. W zamierzeniach główny koncept płyty jej autorzy przedstawiają jako: "gotycką opowieść (na podobieństwo sióstr Bronte) - o odnajdywaniu szczęścia i człowieczeństwa". Jeżeli, w niektórych odsłonach, napotkamy groźne chmury nadciągającego mroku, to nie zwiastują one depresyjnego nastroju, zdecydowanie bliżej im do romantycznej wizji świata, kojarzonej także z przestrzenią rocka gotyckiego.
Od pierwszej kompozycji moją uwagę zwróciła praca sekcji rytmicznej. Ciekawie zrealizowana perkusja i bas, o lekkim post-punkowym zabarwieniu, są znakiem rozpoznawczym tego wydawnictwa. Perkusista Andy Sells gra bardzo oszczędnie. Zamiast typowego indie-rockowego groove'u wykorzystuje dużo przestrzeni pomiędzy uderzeniami, często stosuje półtempo. To zbliża całą sekcję do estetyki post-punk, gdzie rytm czasem pełni funkcję struktury, a nie jest tylko prostym napędem. Czytelny podpis Andy Selllsa znajdziemy w utworze "Trees In Converstaion".
KĄCIK IMPROWIZOWANY - zajrzymy do Oslo, gdzie działa i tworzy HENRIETTE EILERSTEN TRIO. Wczoraj ukazała się ich płyta zatytułowana "MODER".
sobota, 17 sierpnia 2024
THE SOUNDCARRIERS - "THROUGH OTHER REFLECTIONS" (Phosphonic Rec.) "Z tęsknoty za brzmieniem"
Skoro lato powróciło do nas ze zdwojoną siłą, zaproponuję dziś nieco więcej słonecznych kompozycji. Za sprawą głównego wydawnictwa dzisiejszego spotkania - The Soundcarriers - "Through Other Reflections" - przeniesiemy się do przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Kto wie, może przy okazji kolejnych odsłon tego albumu, niektórzy z Was poczują zapach morskiej bryzy unoszącej się na plaży w Cannes, Monaco, czy Saint-Jean-Cap Ferrat. Tymczasem we francuskiej prasie bardzo chwalą, nie tyle nasze plaże położone nad Bałtykiem i tamtejszą chłodną bryzę, ile w ogóle nasz piękny kraj. Autorzy tych nad wyraz swobodnych refleksji podkreślają skok gospodarczy i cywilizacyjny, który dokonał się przy naszym, rezolutnych i pracowitych Polaków, współudziale i w naszej umiłowanej ojczyźnie. W tym kontekście mogą przypomnieć się frazy znakomitej prozy Annie Ernaux - "Lata", która przypominała, jakim zainteresowaniem cieszyły się kraje tak zwanego "bloku wschodniego" pod koniec lat sześćdziesiątych ubiegłego wieku, szczególnie wśród społeczności francuskiej o sympatiach lewicowych. Były to jednak bardziej mgliste wyobrażenia o życiu w systemie komunistycznym, niż ponure nieraz fakty związane z rzeczywistością, o której smętnych realiach można było przekonać się podobnie, jak uczynił to Michele Foucault czy Kurt Vonnegut tylko wtedy, kiedy odwiedziło się ówczesną Polskę lub Czechosłowacje. Może więc autorzy ostatnich pochwalnych pieśni skierowanych do miast leżących nad Odrą i Wisła, powinni wybrać się na wakacje - plaże w Ustce, Mielnie czy Międzyzdrojach czekają - żeby później z całą odpowiedzialnością za słowa móc napisać, że Warszawa wkrótce stanie się decyzyjnym centrum Europy.
Na temat poprzedniej płyty zespołu The Soundcarriers zatytułowanej "Wilds" (2022), napisałem, że rozpięta jest na cienkiej granicy brzmieniowego przesytu. Wskazywałem, że dłuższe obcowanie z nagraniami, które zawierał ten w sumie ciekawy krążek, może powodować zmęczenie lub znużenie. W tym układzie najlepiej było starannie sobie dawkować poszczególne wpadające w ucho piosenki, jedną lub dwie, od czasu do czasu, nie dłużej niż kwadrans, niż zapuszczać się na kilkudziesięciominutową wyprawę zbyt mocno nasyconą barwami i wrażeniami. Oczywiście to tylko i wyłącznie moja subiektywna ocena poprzedniej propozycji brytyjskiego kwartetu, każdy może wyrobić sobie własną, nic prostszego, wystarczy tylko sięgnąć do albumu "Wilds".
W przypadku najnowszej wydanej wczoraj płyty, zatytułowanej "Through Other Reflections", ów zasygnalizowany przeze mnie wcześniej problem i związane z tym odczucia nie występują. Album jest najbardziej spójnym, a jednocześnie najbardziej zrównoważonym wydawnictwem kwartetu z Nottingham. Trudno szczególnie wyróżnić jakiś pojedynczy fragment, może poza "Already Over", który słusznie został wybrany na singla promującego ten krążek. Tempo nagrań jest zróżnicowane, są momenty przywołujące skojarzenia z muzyką filmową: "Cornet 4" czy "Sonay's Lament", znajdziemy także zgrabnie rozpisane ballady, jak chociażby "Always". Liczba instrumentów pochodzących z epoki została rozmyślnie ograniczona. Flety, klarnet, organy, klawesyn, bas - wszystko to odzywa się w określonym miejscu oraz czasie, i nie usiłuje zawłaszczyć dla siebie całej dostępnej przestrzeni.
Warto podkreślić, że brytyjskim muzykom udało się umieścić zdecydowanie więcej powietrza w poszczególnych odsłonach tej płyty oraz pomiędzy kolejnymi frazami. Wokalizy Leonore Wheatley i Doriana Conwaya brzmią lekko i swobodnie, z łatwością przywołują ducha nagrań pochodzących z końca lat 60-tych, w czym kiedyś specjalizowały się takie grupy jak: Stereolab czy Broadcast. "Na tym albumie chcieliśmy zawrzeć spontaniczność i nie ugrzęznąć za bardzo w procesie nagrywania" - podsumował proces rejestracji Adam Cann. Posłuchajcie.
(nota 7.5/10)
Strefę "Dodatki..." rozpocznie piosenka tygodnia - "Three Fanged Volvo", której autorami są David Miller i wokalista Craig Sinclair, z brytyjskiego duetu News From Neptune. Wkrótce ukaże się ich epka zatytułowana "The Car That Ate Widnes".
Niedawno zaprezentowałem grupę Night Swimming, reprezentującą miasto Bristol, 27 września ukaże się ich epka "No Place To Land", którą zapowiada taka oto piosenka.
Ze Sztokholmu - cóż, że ze Szwecji - pochodzi formacja Kite. Posłuchamy kompozycji z albumu "VII", która ostatnio nieco częściej gościła w moich uszach.
Kolejni znajomi z poprzednich wydań bloga to zespół Phantom Handshakes, i następny singiel z wydawnictwa "Sirens At Golden Hour", które ukaże się 21 sierpnia.
Z Nowego Jorku przeniesiemy się do miasta Baltimore w stanie Maryland, skąd pochodzi zespół The Smashing Times, oto fragment albumu "Mrs Ladyships And The Cleanerhouse Boys". Premiera całości 1 listopada.
W mieście Detroit mieszka wokalistka Claire Bluhm, która wraz z grupą Bluhm w ubiegłym tygodniu opublikowała album "Midnight Hill".
Do Urugwaju zaglądamy bardzo rzadko, a to właśnie stamtąd pochodzi formacja Las Cobras, znana już Czytelnikom bloga, która 4 października opublikuje album zatytułowany "Carcavas". Póki co mamy singiel promujący to wydawnictwo.
W kąciku improwizowanym wystąpi kontrabasista z Los Angeles - Jake Leckie, posłuchamy wspólnie fragmentu z jego ostatniej płyty "Planter Of Seeds".
sobota, 29 czerwca 2024
LOMA - "HOW WILL I LIVE WITHOUT A BODY?" (Sub Pop Records) "Z pomocą sztucznej inteligencji"
Tytułowe pytanie, które widnieje na okładce wydanej wczoraj płyty amerykańskiej grupy Loma, staje się coraz bardziej znaczące w czasie, kiedy algorytmy sztucznej inteligencji ("AI") coraz śmielej wkraczają w niemal każdy aspekt naszego życia. W tym kontekście można wspomnieć o strajku scenarzystów, którzy nagle poczuli się zbędni, z kolei aktorzy w podobnej akcji protestowali przeciwko temu, żeby ich ciała zostały zeskanowane, a potem wykorzystane na potrzeby filmu. Przypomina się postać wykreowanej w oparciu o cyfrowe moduły modelki-influencerki; jej nieistniejącym w rzeczywistości ciałem zachwycała się rzesza systematycznie rosnących fanów. Nic dziwnego, że również w przestrzeni muzyki popularnej kontrowersyjna sekcja "AI" rozpycha się nie tylko łokciami. Do głosu dochodzą coraz to nowsze aplikacje i rozwiązania techniczne (znamy już "Google Magenta", "Amper Music", "Aiva" itd.). Pojawia się zasadne pytanie, o kreatywność i zaangażowanie twórcy.
Także członkowie grupy Loma postanowili skorzystać z pomocy AI. Przede wszystkim poszukiwali inspiracji w twórczości Laurie Anderson. Dokładnie rzecz ujmując, ta ostatnia artystka: "zaoferowała im szanse pracy ze sztuczną inteligencją przeszkoloną w zakresie całej jej twórczości". W ten sposób powstał chociażby tytuł płyty. Kiedy gitarzysta i wokalista Jonathan Meiburg przesłał sztucznej inteligencji zdjęcia zrobione na Antarktydzie, ta odpowiedziała wersami tekstów utrzymanych oczywiście w duchu i manierze Laurie Anderson, gdzie pośród wielu zdań znalazła się tytułowa fraza - "How Will I Live Without A Body?".
I tak oto wybrzmiała przed chwilą "KOMPOZYCJA TYGODNIA", moja zdecydowanie ulubiona piosenka ostatnich dni, do której regularnie powracam. Cudo!!! "Affinity" pojawił się jako trzeci singiel promujący wydawnictwo "How Will I Live Without A Body?", ale można by rzec, że zdecydowanie najlepszy. Pewnie bardziej uważni słuchacze rozpoznali głos wokalistki Emily Cross, której poświęciłem już kilka razy wiele ciepłych słów. Szczególnie, kiedy recenzowałem album "Wabi Sabi", który ukazał się pod szyldem Cross Record, czyli duetu, jak współtworzyła z kolejnym członkiem grupy Loma, producentem Danem Duszyńskim.
Tuż po wydaniu ostatniej płyty Loma zatytułowanej "Don't Shy Away" (2020), sympatyczne trio przyjaciół rozjechało się po świecie. Multiinstrumentalista Dan Duszyński pozostał w swoim studiu w Teksasie, Emily Cross przeniosła się do brytyjskiego Dorset, z kolei autor większości kompozycji oraz tekstów - Jonathan Meiburg (znany Czytelnikom bloga także z formacji Shearwater, recenzowałem album "The Great Awakening" 2022), znalazł dla siebie bezpieczną przystań w Niemczech. To Emily Cross przerwała przedłużające się milczenie i rozłąkę, zaproponowała panom, żeby najnowszy materiał nagrywać w Dorset. Zespół wykorzystał ruiny XII -wiecznej kaplicy jako swoistą komorę pogłosową, za studio posłużyło pomieszczenie, w którym przed laty zbijano trumny, okoliczna fauna i flora odcisnęła trwały ślad w postaci zapisów nagrań terenowych, zaś kabinę wokalną stworzono z trumny wyściełanej gałęziami wierzby. Takich warunków nie wymyśliłaby żadna sztuczna inteligencja. Póki co...
Ci, którzy nieźle znają twórczość grupy Shearwater, i jako tako orientują się w dokonaniach duetu Cross Record, po przesłuchaniu najnowszej propozycji tria Loma - "How Will I Live Without A Body?", mogliby pokusić się o stwierdzenie, że to wydawnictwo stanowi połączenie nastrojów, które członkowie zespołu tak udanie kreują poza macierzystą formacją. Trudno całkowicie odciąć się od swoich korzeni, ciężko zapomnieć o tym, co komu w duszy gra. Oniryczny zwykle Shearwater, indie-popowy Cross Record dają w sumie nostalgiczne i niezbyt spiesznie rozwijane opowieści w jedenastu odsłonach, rozpisane z wdziękiem i miłą dla ucha lekkością pod szyldem Loma.
To, co zwróciło moją uwagę, to różne "drobiazgi" - klarnet, nagrania terenowe, ciekawie zrealizowane instrumenty perkusyjne, osobne pomysły niemal na każdą kompozycję, mocniejsze oddechy gitary - które pojawiają się nienachalnie w odpowiednich momentach tak, jakby musiały tam być, a nie zostały sztucznie doklejone na kolejnych etapach produkcji. Bardzo ładnie brzmią również linie melodyczne, stanowiące skromne połączenie kilku prostych nut, bez gwałtownych zwrotów czy piruetów, napięć i emocjonalnych wyskoków. Niektóre przejścia pomiędzy dźwiękami są tak delikatne, tak subtelne, że łatwo je przegapić. Warto więc z uwagą podążać krok w krok za tym, co szkicuje stonowana i nieco senna barwa głosu wokalistki Emily Cross. Warto przez cały czas trwania tego albumu trzymać ją za rękę. Przy okazji "Pink Sky" mogą przypomnieć się dawne nagrania grupy Portishead, tyle, że ta raczej niechętnie sięgała po klarnet. "A Steady Mind" ma coś z melodyki piosenek Blonde Redhead, a najdłuższy na tym wydawnictwie "Broken Dorbell" zapamiętałem głównie za sprawą drugiej świetnej części. POLECAM!
(nota 8/10)
Pozostaniemy na Wyspach Brytyjskich, w końcu turniej w Wimbledonie rozpocznie się poniedziałek. Z miasta Bristol pochodzi prezentowana już przeze mnie kiedyś grupa Night Swimming. Oto mój ulubiony fragment z epki "No Place To Land".
Kolejna śpiewająca pani reprezentuje Katalonię - Joana Serrat, oraz fragment z jej najnowszego wydawnictwa "Big Wave".
Skorzystam z okazji, i w tym momencie przypomnę moją ulubioną piosenkę katalońskiej artystki, którą znajdziecie na płycie "Cross The Verge".
Joe Goddard reprezentuje Wyspy Brytyjskie, niektórzy z Was mogą kojarzyć tego artystę, jako członka grupy Hot Chip. 12 lipca ukaże się jego album zatytułowany "Harmonics".
Przed Wami saksofonista z Nowego Yorku - Alan Braufman, który wraz ze swoim zespołem w maju opublikował płytę zatytułowaną "Infinity Love Infinity Tears".
Z Republiki Południowej Afryki, dokładniej mówiąc z Johannesburga, pochodzi Malcolm Jiyan Tree-O. Oto fragment z najnowszej płyty "True Story".







