Pokazywanie postów oznaczonych etykietą This Lonesome Paradise. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą This Lonesome Paradise. Pokaż wszystkie posty

sobota, 14 marca 2026

MT FOG - "EVERY STONE IS GREEN" (Ghost Mountain Records) "Muzyka z mgły"

 

 Mam przeczucie, że niewielu recenzentów dotrze i zainteresuje się ciekawą propozycją amerykańskiej grupy MT FOG zatytułowana "Every Stone Is Green", która ukazała się wczoraj. Pod szyldem ukrywa się trio - Carolyn B. Andy Sells i Casey Rosebridge. Twardym rdzeniem tego projektu jest Carolyn - wokalistka, autorka tekstów, skrzypaczka, która w wolnych chwilach lubi również zagrać na syntezatorach, a przy okazji potrafi także pochylić się nad istotnymi detalami produkcji.




Wprawne ucho po wysłuchaniu kilku pierwszych kompozycji od razu wychwyci drobne podobieństwa do estetyki albumów Kate Bush. Podobna bywa również melodyka i sposób prowadzenia wokalizy. Grupa MT FOG dobrze czuje się na pograniczu artystycznego popu, alternatywnego rocka oraz eksperymentalnej niezależności. W zamierzeniach główny koncept płyty jej autorzy przedstawiają jako: "gotycką opowieść (na podobieństwo sióstr Bronte) - o odnajdywaniu szczęścia i człowieczeństwa". Jeżeli, w niektórych odsłonach, napotkamy groźne chmury nadciągającego mroku, to nie zwiastują one depresyjnego nastroju, zdecydowanie bliżej im do romantycznej wizji świata, kojarzonej także z przestrzenią rocka gotyckiego.

Nagrania powstały w Vertigo Studios oraz w prywatnym studiu członków zespołu "Rhythm Station", a masteringu całego materiału dokonał Chuck Johnson. W aranżacjach nie ma takiego przepychu, do którego przyzwyczaiła nas Kate Bush na ostatnich wspaniałych płytach. Usłyszymy tutaj skrzypce, analogowe syntezatory, które przy okazji i od czasu do czasu pełnią funkcję gitary elektrycznej (tej ostatniej po prostu brak).



Od pierwszej kompozycji moją uwagę zwróciła praca sekcji rytmicznej. Ciekawie zrealizowana perkusja i bas, o lekkim post-punkowym zabarwieniu, są znakiem rozpoznawczym tego wydawnictwa. Perkusista Andy Sells gra bardzo oszczędnie. Zamiast typowego indie-rockowego groove'u wykorzystuje dużo przestrzeni pomiędzy uderzeniami, często stosuje półtempo. To zbliża całą sekcję do estetyki post-punk, gdzie rytm czasem pełni funkcję struktury, a nie jest tylko prostym napędem. Czytelny podpis Andy Selllsa znajdziemy w utworze "Trees In Converstaion".

Z kolei bas Caseya Rosebridge'a porusza się bardziej melodycznie. Unika typowego podkreślania poszczególnych taktów, zostawia nieco miejsca na brzmienie syntezatorów oraz głosu. W efekcie daje to złudzenie niemal żywego grania, trochę jak dopracowane nagrania z sali prób, świetnie uchwycone. Nad wszystkim unosi się romantyczna wokaliza Carolyn B., która stanowi oś całej płyty. W tym przypadku głos został jeszcze bardziej wyeksponowany niż na dwóch poprzednich płytach - "Spells Of Silence" (2022), "Ultraviolet Heart Machine" (2024).

W odniesieniu do wcześniejszych propozycji grupy nie ma na "Every Stone Is Green" aż tyle rozbuchanej teatralności. Zamiast nieco pompatycznego dramatyzmu mamy kontemplacje natury, mgiełkę tajemnicy, metafizyczną zadumę i zabawę głosem. Wokaliza Carolyn B - artystki ewidentnie wychowanej na muzyce z lat 80-tych - pełni również funkcję narratora całej opowieści. Przykuwa uwagę jasna, eteryczna barwa, otulona dream-popową chmurką. To dzięki temu słuchacz może odnieść wrażenie, że wokaliza unosi się nad aranżacją,  nie jest w niej zbyt głęboko uwięziona. Carolyn unika przesadnie ekspresyjnego śpiewania. Zamiast tego stosuje coś, co można nazwać emocjonalnym minimalizmem (emocje znajdują się w barwie, artykulacji, a nie w akcentach czy głośności).

Na albumie "Spells Of Silence" wokal był bardziej surowy. "Ultraviolet Heart Machine'" - przyniósł zgodnie z manierą albumu nieco więcej teatralności. "Every Stone Is Green" proponuje najbardziej dojrzały, przestrzenny i kontemplacyjny wokal w całej dyskografii.  Wczoraj wydany album grupy MT FOG zawiera spójną wizję, posiada wyraźny pomysł, zróżnicowane tempo i napięcie. Wszystko układa się w jedną narrację, która okraszona została ciekawą aranżacją. Amerykańska formacja postawiła tym razem na klimat zamiast efektywności, dzięki czemu najnowsza propozycja tak bardzo wciąga słuchacza.

(nota 7.5-8/10)



 


Nasi dobrzy znajomi z Bristolu - formacja NIGHT SWIMMING koniecznie chcieli Wam przedstawić nowy niedawno wydany singiel. 




W San Francisco znajdziemy grupę KELLEY STOLTZ, która 15 maja opublikuje album zatytułowany "If You Don't Know Me, Buy Now". Oto singiel promujący to wydawnictwo.





Z Melbourne pochodzi formacja Roller One, która 17 kwietnia wyda płytę zatytułowaną "Fate Done Nice". Przed Wami pełna uroku kompozycja z tego albumu.



 

Prześliczny singiel wydała niedawno grupa z Oakland czyli FIGURE EIGHT. Często wracam do tych dwóch utworów.



 
Przeniesiemy się do Brighton, żeby posłuchać nowego singla Derka Invera, który chodzi za mną od kilku dni.





Sporo płyt ukazało się w dniu wczorajszym, wśród nich znajdziemy najnowszą propozycję grupę THE ORIELLES - "Only You Left". Bardzo lubiłem ich ostatni album "TABLEU" (recenzja na blogu), wczoraj wydana płyta jest zupełnie inna. Wśród premier można również odnotować płytę Art School Girlfriend - "Lean In", Kim Gordon - "Play Me", jazzowy album Bena Wendela - "Barcode", całkiem niezłą płytę formacji THE NOTWIST - "NEWS FROM PLANET ZOMBIE". Z tego zestawu najbardziej równą propozycją jest zapowiadany kilka tygodni temu album "DEATH MOTELS", zespołu THIS LONESOME PARADISE, który również wczoraj miał swoją premierę.



KĄCIK IMPROWIZOWANY - zajrzymy do Oslo, gdzie działa i tworzy HENRIETTE EILERSTEN TRIO. Wczoraj ukazała się ich płyta zatytułowana "MODER".





Nowy York, prezentowany już niegdyś przeze mnie trębacz MARQUIS HILL, wczoraj ukazała się jego płyta zatytułowana "Beautifulism" - Sweet Surrender". Wśród mnóstwa zaproszonych gości na sesję nagraniowe znaleźli się także - Makaya McRaven, Immanuel Wilkins.






sobota, 10 stycznia 2026

BLOOM - "DO NOT DISTURB" (Self Released) "Między snem a przebudzeniem"

 

    To w ostatnich tygodniach kolejna nasza wizyta w  Portugalii. Ten skrajny rejon Europy rzadko bywa kojarzony z muzyką alternatywną. Całkiem niedawno zaprezentowałem bardzo udany album "MERCADO 48" - DANIELA KNOXA, który większość zarówno krajowych, jak i zagranicznych recenzentów niestety przegapiła. Od tego są takie blogi, żeby odnajdywać wartościowe propozycje niesłusznie lub z jakichś innych tajemniczych powodów pominięte. Tym razem zamiast wycieczki po malowniczym mieście PORTO, zajrzymy do równie urokliwej Lizbony. To właśnie tam mieszka i tworzy JEAN PAUL SIMOES, który wraz z grupą przyjaciół ukrywa się pod pseudonimem BLOOM. Pod koniec grudnia 2025 roku ukazała się trzecia w dorobku i zdecydowanie najlepsza płyta tego artysty zatytułowana "DO NOT DISTURB".







Wcześniej portugalski muzyk wyrażał się artystycznie w bardzo słabo znanej formacji BELLE CHASE HOTEL. Jednak postanowił odnaleźć nieco inny rodzaj języka oraz rozwinąć kontakt z pewnymi ulubionymi w ostatnim okresie estetykami - americana, indie-folk - które stały się dla niego ważne. Tak powstał projekt BLOOM. Debiutancka płyta, wydana w 2016 roku - "Tremble Like A Flower", skupiła się na delikatnych melodiach, wokół których rozbudowaną wspomnianą wcześniej indie-folkową stylistykę. Druga w kolejności "Drafty Moon" przyniosła wraz z sobą sporą zmianę brzmienia. To ostatnie stało się dużo bardziej energetyczne, zagęszczone, nawiązywało do indie-rocka, w świadomy sposób akcentowało rolę gitary elektrycznej.

Najnowsze wydawnictwo zatytułowane "DO NOT DISTURB", to powrót do miejsca, gdzie portugalski twórca czuje się najlepiej. Zawiera ono refleksyjne, pogłębione kompozycje, w których znajdziemy znów mnóstwo spokoju i przestrzeni. Brzmienie skupia się wokół głosu oraz instrumentów akustycznych - gitara, kontrabas, skrzypce, saksofon. Warto podkreślić, że Jean Paul Simoes tym razem postanowił zrezygnować z klasycznie pojętej perkusji. Kolejne takty można odmierzać na różne sposoby.






Od pierwszych dźwięków najnowszej propozycji czuć, że JP. SIMOES traktuje wokal nie tylko jak nośnik tekstu, ale także jako podstawowy instrument o indywidualnym charakterze. Głęboka barwa, tu i ówdzie przypomniała mi tembr Kurta Wagnera z grupy Lambchop, to podstawowy składnik tej płyty. Inne skojarzanie bliższe lub dalsze to - Nick Drake, Mark Kozelek, Bill Callahan. W dużym uproszczeniu mógłbym powiedzieć, że BLOOM momentami brzmi jak Lambchop, tyle że nagrany w europejskim mieszkaniu, późną nocą, bez klasycznej sekcji rytmicznej i bez potrzeby bycia zespołem.

 Tematyka poszczególnych piosenek zawiera cały bogaty wachlarz skojarzeń - od refleksji nad samotnością, aż po celebrację przyjaźni "Beautiful Friends". Sporo tutaj subtelnych obrazów, swobodnych skojarzeń, pozbawionych taniego sentymentalizmu, co sugerowałby liryczny charakter tych kompozycji. Po drodze znajdziemy urokliwe ornamenty skrzypiec, jak chociażby "If I Was Someone Lovely",czy instrumentalne odsłony, wypełnione tonami saksofonu "Underwater Converstaion", lub  zmysłowy i zamykający całość, tytułowy "Do Not Disturb". W drugiej części płyty czegoś mi zabrakło, może wyraźniejszych akcentów itp. Stąd moja nota.

Muzyka grupy BLOOM niczego nie próbuje udowadniać światu. Ta płyta ma raczej coś do zaoferowania wszystkim tym, którzy naprawdę zechcą poznać to wydawnictwo. Autor sugeruje nieśmiało, że to być może ostatnia jego płyta pod tym szyldem. Czas pokaże, co zostanie z tych sugestii.

(nota 7-7.5/10)


Dziękuję wszystkim za życzenia i pozdrowienia - odpowiadam zbiorowo. Oby Nowy Rok nie był gorszy od poprzedniego. Zawsze jest czego słuchać i co czytać. W strefie "Dodatki..." zapowiedź wiosennej premiery (12 marca) płyty "DEATH MOTELS", kalifornijskiej grupy THIS LONESOME PARADISE. 






Zatrzymamy się w Londynie, nasi dobrzy znajomi z grupy DRY CLEANING wczoraj opublikowali nowy album zatytułowany "Secret Love".





Podgrzejemy atmosferę przenosząc się do Michigan. Trzy dni temu grupa PROSTITUTE przypomniała o sobie "nowym-starym" singlem, który promował ich ostatni album "Attempted Martyr".



Zawitamy do miasta Detorit. Wczoraj ukazała się ciekawa i zapowiadana przeze mnie płyta zespołu WINGED WHEEL - "Desert So Green". Warto zapoznać się z całym wydawnictwem.





MISS TYGODNIA - nie był to zły początek roku, skoro mogłem znaleźć takie prestiżowe wyróżnienie. Przed Wami połączone siły japońsko-amerykańskie, czyli SHUTARO NOGUCHI AND THE ROAD HOUSE BAND, wyborny i zdecydowanie najlepszy fragment z ich jesiennej płyty "ON THE RUN". Czasem wystarczy kilka pierwszych taktów i już wiesz..., że to TWOJA MUZYKA!




KĄCIK IMPROWIZOWANY - w Kapsztadzie było dziś 28 stopni, a właśnie stamtąd pochodzi ASHER GAMEDZE, który 27 lutego opublikuje album zatytułowany "A Semblance: Of Return". Kilka dni temu pojawił się nowy singiel z tego wydawnictwa.





Pamiętam, że przed rokiem bardzo chwaliłem wznowienie płyty "ABENDMUSIKEN" niemieckiego kwartetu z Marbergu, który przyjął nazwę GREEN COSMOS (warto do niej wrócić, wyborna rzecz!!). Kilkanaście dni temu, w grudniowy czas ukazał się kolejny zestaw rzadkich nagrań "MORGENMUSIKEN". Wprawdzie nie jest tak udany jak poprzedni, ale każdy fan spiritual-jazzu powinien na nim znaleźć coś dla siebie.