Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Murder Capital. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Murder Capital. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 stycznia 2023

THE MURDER CAPITAL - "GIGI'S RECOVERY" (Human Season Records) "W poszukiwaniu tlenu"

 

     Opublikowanie udanej w odbiorze debiutanckiej płyty - pod warunkiem znalezienia dobrego wydawcy -  nie jest aż tak wielkim problemem w czasach, kiedy recenzenci złaknieni wszelkich nowości spoglądają na nie łaskawym okiem,  nieraz tak łatwo zapominając o albumach, których zawartość jeszcze niedawno bardzo cieszyła ich uszy. Przyjęło się, że prawdziwym testem jakości dla artysty czy zespołu jest wydanie drugiego w kolejności zestawu pieśni lub piosenek. Takie wydawnictwo może, nie musi, coś potwierdzić albo dość wymownie i jednoznacznie czemuś zaprzeczyć, szczególnie, kiedy rozmaite kredyty, nie tylko dziennikarskiego zaufania, trwają dziś znacznie krócej niż błysk inwencji niejednego twórcy. Wydana w 2019 roku debiutancka płyta "When I Have Fears" grupy The Murder Capital zebrała bardzo pochlebne recenzje; łaskawe pióro dziennikarza The Guardian postawiło jej nawet pięć gwiazdek na pięć możliwych. Wygląda na to, że drugi w dorobku, opublikowany wczoraj, album "Gigi's Recovery", również zdał egzamin, przynajmniej w oczach i uszach wielu recenzentów.


Irlandzki zespół nagrywając debiutancki krążek zamierzał przekazać energię, którą generował podczas występów scenicznych. Zgodnie z estetyką, w której się poruszał - post-punk - ich brzmienie było oparte na prostych i mocnych akordach gitar, podobnie jak przekaz, który w dużym uproszczeniu zawierał wszelkie pretensje i żale skierowane pod adresem obojętnego na takie skargi świata. Nazwa The Murder Capital miała upamiętnić samobójczą śmierć przyjaciela, w trakcie nagrywania kolejnych utworów zmarła także matka jednego z członków formacji z Dublina, więc emocji z pewnością nie brakowało. Słychać je było w charakterystycznym głosie wokalisty Jamesa McGoverna. Za produkcje tego albumu odpowiedzialny był Flood (współpracował z PJ Harvey, Foals, New Order, U2, Depeche Mode), któremu udało się uchwycić ową nerwową brudną energię obecną na koncertach zespołu.

Nagrywając drugi w dorobku album "Gigi's Recovery" James McGovern i jego koledzy z zespołu zapragnęli czegoś więcej. Nie chcieli odcinać kuponów od krótkiej i udanej przeszłości, tylko zrobić krok naprzód. Już sama okładka płyty raczej do ikonicznych punkowych obrazów nie należy. Mało w niej surowości, kłującej oczy czerwieni, czerni oraz bieli, krzyku czy prowokacji, które wpisują się do kanonu tego typu estetyki. Zmieniła się również zawartość muzyczna. Tym razem w osiągnięciu upragnionego celu pomógł znany i rozchwytywany w ostatnich latach producent John Congleton, zdobywca nagrody Grammy, który odcisnął znak firmowej jakości na płytach Death Cab For Cutie, Ezra Furman, Sharon Van Etten, Angel Olsen, Swans, Warpaint, Shearwater, Future Island, itd. Przede wszystkim postawiono na różnorodność, zamiast jednej dominującej i energetycznej linii, mamy kilka rozmaitych i nieźle zbilansowanych odnóg o zróżnicowanym tempie. 

Możemy przekonać się o tym słuchając dwóch pierwszych  utworów, elektronicznego wstępu "Existence" oraz "Crying", który wolno i łagodnie nabiera mocy. Tej ostatniej, wyrażającej się w takich przypadkach pod postacią ryku przesterowanych gitar, jest na albumie "Gigi's Recovery" bardzo niewiele. Znajdziemy tu za to znacznie więcej odmian wszelkich gitarowych  efektów, jak chociażby tych kojarzonych z shoegazem, w  "We Had To Disappear", umiejętnie rozlokowanych w przestrzeni. Sekcja rytmiczna panów Diarmuida Brennana i Gabriela Paschala Blake'a, w kilku odsłonach musiała pokazać inwencje, odchodząc od monotonnego wyznaczania rytmu. Wiele kompozycji brzmi tak, jakby zespół, na umówiony wcześniej  i wyraźny znak producenta, celowo zaciągał ręczny hamulec. Jeśli członkowie The Murder Capital całkiem nieźle budują napięcie - znakomity i mój ulubiony "Ethel" - to zwykle nie znajduje ono dla siebie pełnego ujścia. Jedynie "Return My Head" przypomina to, co było znakiem rozpoznawczym ich poprzedniego albumu. Tym razem producent zdecydował się wyeksponować głos Jamesa McGoverna, co okazało się dość ryzykownym posunięciem. W otoczeniu mocnych dźwięków gitar charakterystyczny ostry tembr Irlandczyka sprawdza się, to prawda, ale pozostawiony sam na elektronicznym czy też fortepianowym tle, jak w kompletnie nieudanym "Belonging", pokazuje spore braki i niedociągnięcia ( wokalista ewidentnie znajduje się pod dźwiękiem, gubi tonacje oraz tempo, co dla niektórych może mieć swój dyskretny urok). Cały ten album w dość osobliwy sposób strzępi się i rwie, jeśli zespół chwyta wiatr w żagle, to tylko na moment, żeby nagle rzucić kotwice, wyciszyć się, zmienić tempo, zagrać półtonami lub pauzą. 

Trudno nie docenić oryginalnego pomysłu na to wydawnictwo, oraz wkładu pracy, która została wykonana podczas rejestrowania poszczególnych utworów w studiu nagraniowym, nawet jeśli całość nie do końca się broni (przynajmniej moim zdaniem). The Murder Capital albumem "Gigi's Recovers" dołączył do innych post-punkowych czy post-hardcorowych grup - jak chociażby omawiana niedawno na łamach tego bloga płyta "Drift" - Pianos Become The Teeth - które podjęły ryzyko i postawiły na rozwój, próbując wytyczyć dla siebie nową ścieżkę. Póki co otwarte pozostaje pytanie, dokąd je to zaprowadzi.

(nota 7/10)

  


W ostatnich dniach oczy wszystkich kibiców tenisa, w tym oczywiście moje, zwrócone są na Melbourne, gdzie odbywa się Australian Open. Dzisiejsza noc powinna dać nam wiele odpowiedzi na różne pytanie i wątpliwości. Jak widać, Iga Świątek z meczu na mecz wraca na dobrej dyspozycji (na ile to wystarczy, trudno powiedzieć), Hubert Hurkacz dość zaskakująco i skutecznie walczy ze swoimi dawnymi demonami, a Magda Linette sprawiła wszystkim największą niespodziankę i rozgrywa turniej życia. Tak się złożyło, że właśnie z Melbourne pochodzi grupa Oceans, która 24 marca opublikuje album "Dreamers In Dark Cities". Oto singiel zapowiadający to wydawnictwo.



Po emocjach tenisowych warto zaczerpnąć świeżego górskiego powietrza. Shoegazeowy duet Molly pochodzi z Austrii i przed tygodniem opublikował najnowszą płytę "Picturesque". Bardzo chętnie wracam do tej wybornej kompozycji. Niech moc będzie z Wami!



Daniel Fagerstrom, Alexandra Tortosa i Ester Ingrid Sophia Hilmersson pochodzą ze Szwecji, tworzą trio o nazwie Chivvy, które stawia dopiero swoje pierwsze kroki. Przyjmijcie je ciepło.



Kanadę reprezentuje Melyssa Lemieux oraz czterech kolegów z grupy Grand Eugene. Właśnie opublikowali urokliwy singiel "Moments".



Z Fort Collins w stanie Kolorado pochodzi wokalistka Haley Harkin, na jej niedawno wydanej płycie "To Heal Her Too" znalazłem bardzo przyjemny fragment.



Kolejna śpiewająca pani przybrała pseudonim artystyczny Kovacs i reprezentuje Holandię. Oto fragment z jej wydanej w ubiegłym tygodniu płyty "Child of Sin".



Po raz kolejny zajrzymy do Kanady, bowiem tam rezyduje Andy Shauf, który na 10 lutego zapowiedział premierę płyty "Norm".



W kąciku improwizowanym nasi dobrzy znajomi z holenderskiego duetu Trigg & Gusset, czyli Bart Knol i Erik Van Geer, w najnowszej darkjazzowej opowieści.





sobota, 26 listopada 2022

MODERN STARS - "SPACE TRIPS FOR THE MASSES" (Little Cloud Rec.) "W Rzymie na Campo di Fiori, kosze oliwek..."

 

    Starsi fani alternatywnego grania pewnie wciąż całkiem dobrze pamiętają grupę Spaceman 3, która pod koniec lat 80-tych miała swój najlepszy czas. W 1982 roku powołali ją do życia Peter Kember i Jason Pierce, mieli wtedy 16 lat, i poznali się na korytarzu szkoły Rugby Art College. Ta szkoła już nie istnieje, podobnie jak zespół, który zawiesił działalność w 1991 roku, dając swój ostatni oficjalny koncert podczas Reading Festival 25 sierpnia 1991 roku. Zanim do tego doszło zespół zdążył wydać kilka interesujących płyt: "The Perfect Perscription" (1987), "Plaing With Fire" (1989), "Recurring" (1991). Ich brzmienie charakteryzowały wolne transowe kompozycje, niekiedy dopełnione podmuchem przesterowanych  gitar - panowie używali instrumentów i wzmacniaczy z lat 70-tych - nieznaczne zmiany akordów, tonacji i tempa; jednym słowem psychodelia. Formacja szybko dołączyła do grona innych popularnych w tamtym okresie zespołów, takich jak: My Bloody Valentine, The Jesus And Mary Chain, Chapterhouse, Ride itd., uzyskując wśród sporej i systematycznie powiększającej się grupy zwolenników status "kultowej". Jednym z powodów rozstania panów Kembera i Pierce'a była kłótnia o... kobietę (ach, te kobiety), Kate Radley, z którą to zdaniem tego pierwszego, zbyt wiele czasu spędzał ten drugi z wyżej wymienionych dżentelmenów. Po zakończeniu działalności Spaceman 3, Kember założył grupy Spector oraz EAR, wyprodukował płyty chociażby MGMT czy Panda Bear. Jason Pierce odniósł znacznie większy sukces powołując do życia zespół Spiritualized, w którym do 1997 roku na klawiszach grała wspomniana wcześniej Kate Radley. Ta ostatnia po rozstaniu z wokalistą Spiritualized, została żoną Richarda Ashcrofta.



We wstępie wspomniałem o grupie Spaceman 3 dlatego, że sporo zespołów, które funkcjonują współcześnie odwołuje się i nawiązuje do brzmienia tej nieco zapomnianej dziś formacji. Jednym z nich jest włoska grupa Modern Stars, której trzecia w dyskografii płyta ukazała się całkiem niedawno. Skład zawiązał się w Rzymie, w wyniku starań Andrei Merolle (gitara, sitar, syntezatory) i Andrei Sperduti (perkusja), do których dołączyła sopranistka Barbara Margani. Ich debiut "Silver Needles" (2020), nie został specjalnie zauważony, ale o kolejnym albumie, wydanym rok później, "Psychindustrial" (2021), inspirowanym powieścią George'a Orwella "1984", można było znaleźć wzmianki na blogach tematycznych. Inspiracją do powstania trzeciego wydawnictwa "Space Trips For The Masses" była tematyka związana z turystyką kosmiczną, stąd też taka, a nie inna okładka. Artyści z Wiecznego Miasta, chętnie przywołują nazwy ulubionych grup, których muzyka wywarła na nich wpływ. Pośród nich znajdziemy oczywiście formacje Spaceman 3, ale też Suicide, Brian Jonestown Massacre, Swans, czy Boris - ten ostatni to dla Andrei Merolle jeden z najlepszych zespołów wszech czasów.

Materiał na nowy album zaczął powstawać już na przełomie 2017/2018 roku, w międzyczasie Andrea Merolle i Barbara Margani doczekali się narodzin córki. Jej wcześniej zarejestrowany płacz, razem z biciem serca, przetworzony i połączony z samplami fragmentu "Symfonii nr. 9" Ludwiga Van Beethovena, znalazł się u podstaw kompozycji "My Messiah Left Me". Wersja tego utworu zamieszczona na płycie "Space Trips Fot The Masses", ma w sobie coś z melodyki Spiritualized, ze świetną środkową częścią, kiedy to milknie na momenty gitarowy podmuch. Oparty na kilku prostych powtarzanych riffach "Monkey Blues", powstał po kolejnej projekcji filmu "12 małp". W otwierającym najnowszy album "Starlight" wykorzystano samplowane próbki "Orchestral Suite no. 3" - Jana Sebastiana Bacha. Ta zmodyfikowana elektroniczna warstwa stanowi zwykle podstawę wielu kompozycji włoskiego tria, do którego na czas koncertów dołącza także basista. Na kolejnych etapach produkcji artyści obudowują ją brzmieniem przesterowanych gitar, dźwiękami syntezatorów, perkusji, śpiewem, i często tonami egzotycznych instrumentów, jak sitar. Niekiedy tych elektronicznych dodatków jest nieco więcej, jak chociażby w utworze "No Fuss", w którym usłyszymy również kobiecy chórek. Z kolei w kołysance, luźno zainspirowanej popularną melodią "Twinkle Twinkle Little Star", samotna kobieca wokaliza dodała mrocznemu psychodelicznemu nastrojowi całego albumu odrobinę przyjemnego światła.

 I tak: "Naręcza ciemnych winogron padają na puch brzoskwini...".

(nota 7.5/10)



W dzisiejszej sekcji "Zapowiedzi/Single/Dodatki", nieco więcej gitarowego brzmienia. Zaczniemy od fragmentu płyty "Gigi's Recovery", irlandzkiej grupy The Murder Capital, która ukaże się 20 stycznia 2023 roku.



Gitarzysta grupy Cocteau Twins, a także szef wytwórni Bella Union - Simon Raymonde - 9 grudnia opublikuje swoje rzadkie nagrania z końcówki lat 90-tych, tytuł tego wydawnictwa brzmi - "Solo Works 96-98".



Szwedzka grupa Holy Now, z wokalistką Juli Oleander, jakiś czas temu opublikowała album "Dream Of Me". Oto fragment z tej płyty.



Niemiecka grupa, o jakże wdzięcznej nazwie Kraków Loves Adana, na 14 lutego 2023 roku zapowiada wydanie płyty "Call Yourself Now".



Zajrzymy również do katalogu oficyny Bongo Joe Records, oto projekt Augenwasser, pod którą to nazwą ukrywa się muzyk Elias Raschle, na 16 grudnia zapowiada premierę najnowszej płyty zatytułowanej "The Big Swim". Przyznam, że to jeden z moich ulubionych utworów ostatnich dni.


;

Zamiast nowej płyty The Cure, właśnie  ukazała się reedycja albumu "Wish: 30th Anniversary Edition - Remastered". Wydawnictwo zawiera trzy fizyczne krążki, poza podstawowym oczyszczonym materiałem znajdziemy na nim dema, miksy, w sumie 45 nagrań. Przyznam, że niegdyś lubiłem album "Wish", miałem na nim kilku swoich faworytów. Szczególnie w późniejszych wersjach koncertowych. Oto jeden z nich. Bez tego utworu... wiadomo...



W kąciku improwizowanym płyta, której słucham uważnie i z przyjemnością od wczoraj. Bo to właśnie 25 listopada miała miejsce premiera czwartego, jeśli dobrze liczę, w dyskografii albumu bristolskiej grupy Run Logan Run. Krążek "Nature Will Take Care Of You" brzmi długimi fragmentami naprawdę dobrze, i pewnie przekonali się o tym nieliczni, którzy niecały miesiąc temu wybrali się na koncert zespołu podczas Jazz Jantar. Grupę tworzą Matt Brown - perkusja, Andrew Neil Hayes - saksofon, Dan Messore gitara, oraz występująca gościnie wokalista Annie Gardiner (plus kilku zaproszonych specjalnie na sesje nagraniowe artystów, w tym członkowie Parallax Orchestra). Posłuchajcie sami, nowy wymiar "Bristol Sound". CUDEŃKO !!!



Kolejna po Brandee Younger i Maddie Herbert harfistka na moim blogu - czyli Szwajcarka Julie Campiche i jej kwartet. Fragment kompozycji z jej najnowszej niedawno wydanej płyty zatytułowanej "You Matter".