Sól z Aveiro (Portugalia) nie przypomina tej, którą zwykle kupujemy w marketach na kilogramy w foliowych paczkach. Bywa wilgotna, ciężka od oceanicznego wiatru. Pachnie czymś, co bezpowrotnie utraciliśmy. Choć być może nie potrafimy tego do końca i trafnie nazwać. Kiedy brytyjski saksofonista Andy Sheppard, Rita Marcotulli (fortepian) i Michel Benita (kontrabas) weszli do studia, nie próbowali zaimponować techniczną brawurą, wirtuozerią, ani oszołomić niezwykłą gęstością dźwięku. Zrobili coś być może trudniejszego, co wymaga odwagi, skupienia i talentu. Zostawili odbiorców sam na sam z różnymi wymiarami "ciszy". Pozwolili, żeby każda nuta wybrzmiała swobodnie, a potem opadła na dno kapryśnej pamięci... Powoli, niczym krysztalki soli, w tym gęstym portowym powietrzu.
W tych niespiesznych pozbawionych perkusyjnego oparcia dialogach, kryje się surowa, niemal fizyczna prawda o tęsknocie, i o tej specyficznej wymianie pomiędzy rezygnacją a pięknem, którą Portugalczycy nazywają "Saudade"'. Słuchając albumu "SALT CATCHERS" można odnieść wrażenie, że ci trzej muzycy nie tyle grają koncert, ile siedzą przy jednym stole, w jesienne poprzetykane promieniami słońca popołudnie. Popijają portugalskie wino, dzielą się leniwymi opowieściami, których nie trzeba koniecznie doprowadzać do końca, żeby wszyscy zainteresowani odkryli ich finał.
Materiał na płytę dojrzewał wyjątkowo powoli. Pierwsze kompozycje wykluwały się jeszcze w okresie pandemii. Z Ritą Marcotulli i Michelem Benitą Andy Sheppard znał się od wielu lat. Jednak nigdy wcześniej nie nagrywali w tym składzie. Szczęśliwy zbieg okoliczności sprawił, że przed wejściem do studia, trio mogło spokojnie ograć ten materiał podczas licznych koncertów.
Muzycy spotkali się w marcu 2025 roku i zarejestrowali sesje w legendarnym Auditorio Stelio Molo RSI w szwajcarskim Lugano, pod czujnym okiem szefa wytwórni ECM - Manfreda Eichera. A cała płyta "Salt Catchers" ukazała się kilkanaście dni temu.
Zarówno na saksofonie tenorowym, jak i na sopranowym (kompozycja "Irene") Andy Sheppard gra tonem pełnym powietrza. Brytyjski saksofonista reprezentuje tu piękno ulotnej melodii. Umiejętnie kreuje emocje, unikając taniego patosu. Jego frazy bywają długie, płynne, lekkie i śpiewne. Dominuje w nich ciepło, miękkość, zamszowy ton. Nie jest ani agresywny, ani przesadnie ekspresyjny. Pozostawia sporo miejsca na wybrzmienie nut oraz odpowiedzi swoich partnerów w tym wysublimowanym dialogu.
Rita Marcotulli oraz jej fortepian długimi fragmentami celowo pozostaje w cieniu. Jej grę cechuje liryzm, muzyczna wyobraźnia. I zamiłowanie do nieoczywistych rozwiązań. Najbardziej charakterystyczną cechą jej gry jest budowanie melodii z niewielkiej liczby dźwięków. Często wystarczy jej pojedynczy dźwięk, drobny motyw, delikatnie zarysowany akord, żeby stworzyć określony nastrój. Potrafi pozostawić swoją artystyczną wypowiedź niedopowiedzianą. Kontrabas Michela Benity przejął w tym zestawieniu rolę jedynego fundamentu rytmicznego. Jego bas ma głębokie niskie rejestry. Zamiast swingu woli operować plamami dźwiękowymi. Do repertuaru tego albumu została włączona kompozycja "Lawns" autorstwa Carli Bley. Andy Sheppard grał ten utwór przez lata na koncertach. Jednak nigdy wcześniej nie pomyślał o jego rejestracji.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz