STARCLEANER REUNION - "UMBRELLA" (Take Care Records) "Światła na niebie"
Debiutanci nie mają łatwo, kiedy rynek muzyczny zalewany jest bezlitosną falą nowych grup. Każdego tygodnia cyfrowy eter pęcznieje od tysięcy zwykle podobnych do siebie mizernych i boleśnie przewidywalnych premier. A młodzi twórcy stają przed dylematem - jak zostać usłyszanym i przy tym nie krzyczeć tak głośno jak pozostali. Większość z nich natrętnie puka do drzwi naszej wrażliwości, oferując produkty skrojone pod algorytmy z góry skazane na szybkie zapomnienie. Nowojorski kwintet STARCLEANER REUNION na swojej debiutanckiej płycie zatytułowanej "UMRELLA" zaprasza nas do świata, który sprawia wrażenie, jakby istniał od dawna, ukryty gdzieś na strychu naszej pamięci.
Album "UMBRELLA" operuje nostalgicznym paradoksem. To dość mocna i sprawdzona w boju broń. Przekonaliśmy się o tym wielokrotnie. Niby mamy do czynienia z debiutem, ale muzyka zawarta na tym krążku brzmi jak odnaleziony po latach, zakurzony magnetofonowy zapis grupy, która z niejasnych przyczyn minęła się z popularnością (w alternatywnym półświatku) w połowie lat 90-tych. STARCLEANER REUNION z elegancją mieszają chropowaty lo-fi rock, dream-pop z odwołaniem do estetyki formacji STEREOLAB. W tym graniu znajdziemy coś z melancholijnego spaceru. Niby wszystko wydaje się znajome, ale pod powierzchnią tych zgrabnych melodii pulsuje ukryta nowoczesność - domowej roboty kolaże dźwiękowe i brzmienie instrumentów, których nazwy rzadko goszczą w przestrzeni muzyki popularnej.
Nazwę STARCLEANER REUNION muzycy pożyczyli z okładki książeczki dla dzieci pochodzącej z lat 70-tych. Była to opowieść o magicznych istotach przywracających światło na niebie. "Umbrella" można postrzegać jako dźwiękowy patchwork, gdzie nowojorski chłód miesza się z barwnymi odłamkami brazylijskiej psychodelii. Słychać tutaj zarówno echa dokonań wspomnianego już dzisiaj Stereolab i nawiązania do wczesnej twórczości Yo La Tengo, a wszystko unosi się w oparach ciepłego retro popu.
Warte podkreślenia są ścieżki wokalne. Relacja pomiędzy wiodącym wokalem Jo Roman, a partiami chórku dodają kolorytu temu wydawnictwu. I szkoda, że nie ma tego jeszcze więcej. Chórek u Starcleaner Reunion przestał być tylko pustym gadżetem, a zyskał status dodatkowego instrumentu. Wokalne interakcje przypominają oczywiście metodologie pracy zespołu Stareolab. Drugi głos na współczesnych płytach pojawia się rzadko i nie brzmi jak rytmiczny kontrapunkt. Warto wspomnieć, że cały ten dźwiękowy gmach nie został wzniesiony w profesjonalnym studiu, tylko w czymś na kształt wiaty garażowej rodzinnego domu basisty w New Jersey. Stąd zamiast sterylnej cyfrowej perfekcji mamy "garażową" produkcję. Muzycy mają skłonność do kolekcjonowania instrumentów. Dlatego obok partii banjo czy klarnetu na płycie pojawia się także "Manta Ray" - domowej roboty aluminiowa wiolonczela. Na skrzypcach zagrał ojciec miksującego album Rubena Radlavera. W ścieżkach dźwiękowych można wyłapać sample padającego deszczu czy trzaski taśmy magnetycznej.
(nota 7.5/10)
Pozostaniemy w zbliżonym nastroju, wczoraj brytyjska grupa - VANISHING TWIN - dobrze znana z recenzji na tym blogu, zaprezentowała nowy album zatytułowany "ARCHIVES".
Z Londynu wywodzi się również formacja RAILCARD, która niedawno opublikowała nowy album zatytułowany "TWO STEPS AT TIME".
Zwolnimy tempu wsłuchując się w nową propozycję naszej dobrej znajomej norweskiej wokalistki SIV JAKOBSEN.
Austriacki duet BEAKS tworzą ANNA FRANCESCA i MARKUS WINDSCH, oto ich najnowszy singiel w rytmie "dla tańczących inaczej".
Zajrzymy do miasta Detroit, gdzie działa i tworzy dobrze nam znana grupa PROTOMARTYR, która niedawno opublikowała nowe wydawnictwo zatytułowane "HOTEL USONA".
KĄCIK IMPROWIZOWANY - a w nim ANNA BUTTERSS, nasz dobry znajomy - JOHN RAYMOND, BEN LUMSDAINE i zapowiedź ich wspólnej płyty "BEGINNINGLESS", która ukaże się 13 listopada.
Płyta tygodnia - prezentowałem już i chwaliłem wydawnictwa z serii Jazzman Records zatytułowane "Spiritual Jazz". Właśnie otrzymaliśmy do rąk 19 wydanie, którego podtytuł głosi: "Spiritual Jazz - West Coast USA Part 1". Dobre wiadomości są takie, że zupełnie nieoczekiwanie wczoraj pojawiła się również część druga, nieco jednak słabsza. Trzeba uczciwie powiedzieć, że "West Coast USA Part 1" to jedna z najlepszych odsłon całej tej serii.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz