Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Leaf Library. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą The Leaf Library. Pokaż wszystkie posty

sobota, 28 marca 2026

MEMORIALS - "ALL CLOUDS BRING NOT RAIN" (Fire Records) "Chmury bez deszczu, dźwięki bez granic"

 

 Są takie płyty, które nie starają się być "tu i teraz", nie próbują dotrzymywać kroku ciągłym zmianom, przemijającej modzie, tylko brzmią, jakby zostały odnalezione po latach. Trochę zakurzone, odrobinę zapomniane, ale wciąż aktualne, ciągle żywe. Do takiej kategorii należy wczoraj opublikowana najnowsza propozycja brytyjskiej grupy MEMORIALS zatytułowana - "All Clouds Bring Not Rain". To album, który zamiast gonić uparcie współczesne trendy, świadomie sięga w przeszłość, nie po to, żeby po raz kolejny ją kopiować, lecz po to, żeby w oparciu o nią wykreować nową wartość.





 

   

   Dla Verity Susman (znanej z formacji Electrelane, debiutowali w 2001 roku albumem "Rock It To The Moon"), i Metthew Simmsa (związany z grupą Wire), MEMORIALS to nie żaden projekt poboczny, tylko naturalna kontynuacja ich fascynacji strukturą, brzmieniem i procesem nagrywania. Od pierwszych sekund  nowego materiału słychać, że nie interesuje ich rzewna nostalgia, zamiast tego proponują coś bardziej subtelnego i wyrafinowanego.

Album "All Clouds Bring Not Rain" buduje nastrój repetycjami, ciekawym brzmieniem, mocno nawiązującym do tego, które dominowało na przełomie lat 60/70-tych. Poszczególne motywy powracają, przesuwaj się, lekko deformują przez co wiele utworów sprawia wrażenia bycia w ruchu. Analogowe klawisze, oszczędna perkusja, gitary pozbawione ostrej krawędzi - niemal wszystko została zarejestrowane na taśmie, we francuskiej stodole. Partie klawesynu dograno w londyńskim studiu wytwórni 4AD, a wibrafon w studiu Press Play, perkusisty Stereolab - Andy'ego Ramsaya. Wokaliza raczej funkcjonuje w takim układzie jako kolejny instrument, następny element aranżacji, momentami nieco zamazany, niż odrębny byt, którym trzeba się zachwycać. To podejście sprawia wrażenie pewnego chłodu i dystansu, ale jednocześnie pozwala skupić się na detalach - drobnych zmianach rytmu, przeniesieniach akcentów lub zmian melodycznych






Kompozycje zebrane na płycie "ALL CLOUDS BRING NOT RAIN" można podzielić na dwa główne rodzaje - dynamiczne piosenki oraz spokojne ballady, gdzie większą rolę odgrywają głos oraz przestrzeń. Trochę jak dwa różne światy, które świetnie się uzupełniają. W tych dynamicznych odsłonach słychać energię i eksperyment. Rytm jest często napędzany przez motoryczne powtarzalne bębny, pulsujący bas, akcenty syntezatorów. Do tego dochodzi brzmienie gitar - w jednym utworze celowo przepuszczone przez stary głośnik. Oprócz wyżej wymienionych elementów pojawiają się "przestery", echa, dziwne modulacje.

Najlepiej słychać to w mojej ulubionej kompozycji - "MEDIOCER DEMON", która zabrzmi poniżej, i która od razu po pierwszym przesłuchaniu zdobyła prestiżowy tytuł "MISS TYGODNIA". Kompozycja mocno przypomniała mi klimat klasycznego dziś "przeboju" grupy The Beatles - "Tomorrow Never Knows". Transowy beat, brak klasycznego "rockowego bujania", utwór sprawia wrażenie niestabilnego, jakby celowo rozregulowanego przez użyte w nim efekty. Już udane otwarcie tego albumu zawierało psychodeliczne elementy i dobrze, że brytyjski duet pokusił się o rozwinięcie tych pomysłów w dalszej części płyty.

Z kolei wolniejsze kompozycje przynoszą wraz z sobą bardziej intymną i eteryczną przestrzeń. Spokojne tempo, więcej miejsca oraz ciszy. Verity Susman śpiewa tutaj bardziej miękko, melodia zdaje się być prostsza, ale bardzo sugestywnie emocjonalna. Te fragmenty brzmią jak chwile zawieszenia, zamiast parcia do przodu tworzą wrażenia unoszenia się. "W dzisiejszych czasach, dzięki syntezatorom możesz mieć pod ręką dowolny instrument, ale wszystkie wychodzą z tego samego pudełka, co prowadzi do jednorodności brzmienia muzyki tworzonej w ten sam sposób (...). W naszej muzyce lubię balansować na granicy skrajności" - oświadczył Matthew Simms.

"ALL CLOUDS BRING NOT RAIN" - to płyta, która nie próbuje nikogo przekonać na siłę. Stanowi wyrafinowane zaproszenie do wejścia w prywatny świat i sprawdza, czy słuchacz chciałby pozostać w nim na dłużej. MEMORIALS udanie balansują pomiędzy kontrolą, a chaosem, pomiędzy zgrabną piosenką, a eksperymentem. Tworzą muzykę, która potrafi być jednocześnie wymagająca i hipnotyzująca. To nie jest album, który prawdopodobnie zadziała "od pierwszego usłyszenia". Wymaga nieco więcej uwagi, cierpliwości i otwartego umysłu. Jeśli damy mu wystarczającą ilość czasu, odwdzięczy się czymś rzadkim. Poczuciem obcowania z muzyką, która ma własne brzmienie. Przed Wami jakże wspaniała "KOMPOZYCJA TYGODNIA".  

Ps. Kompozycja "Mediocer Demon" zachwyciła mnie wszystkim - aranżacją (rozmieszczenie i praca perkusji), miksem, wokalizą, brzmieniem, nastrojem... itd.,  do tego stopnia, że na "dziś" i odległe jutro jest to jedna z najlepszych kompozycji 2026 roku!!

(nota 8/10)

 





Rozpoczniemy od wizyty w Grecji i spotkania z dobrze znanym zespołem - YOUTH VALLEY - który pojawiał się już w "Dodatkach". Oto ich nowy singiel.





Tylko na tym blogu znajdziecie zapowiedź czerwcowej premiery (12 czerwca) płyty "RESIDUE", amerykańskiego zespołu z Oakland - YEA-MING AND THE RUMOURS.






W klasycznym duchu kojarzonym ze Stereolab rozwija się fragmentami wydana przed tygodniem płyta "AFTER THE RAIN, STRANGE SEEDS" - brytyjskiej, przedstawianej już przeze mnie niegdyś, formacji THE LEAF LIBRARY.





Przeniesiemy się do Toronto, żeby spotkać zespół TRAITRS, i posłuchać mojego ulubionego fragmentu z wydanego w połowie marca i zapowiadanego już wcześniej przeze mnie albumu "POSSESSOR". Dobre informacje dla fanów nurtu coldwave są takie, że cała płyta jest warta grzechu.





Wizyta w Londynie - pozdrawiam mieszkańców - przyniesie spotkanie z grupą GENTLY TENDER, kilka dni temu ukazał się singiel, który zapowiada wydanie epki zatytułowanej "THIS WAS ONCE FIELDS". Premiera 22 maja.






Całkiem nieźle z dzisiejszym głównym tematem powinien korespondować wydany przed tygodniem album "NOTHING IN NEW IN THIS ROOM EXEPT THE DUST", recenzowanego już niegdyś na łamach tego bloga zespołu IVAN THE TOLERABLE.






"KĄCIK IMPROWIZOWANY" - reprezentuje mieszkaniec Manchesteru i kolejny znajomy (recenzje płyt na blogu) saksofonista NAT BIRCHALL. Wczoraj pojawiła się jego nowa płyta "PATH OF ENLIGHTENMENT".






I jeszcze jedna znajoma grupa, tym razem z Izraela - formacja SHALOSH, wczoraj opublikowała wydawnictwo zatytułowane "WHAT WE ARE MADE OF".










sobota, 24 stycznia 2026

URLAUB IN POLEN - "OBJECTS, BEINGS $ PARROTS" (Tapete Records) "WAKACJE W POLSCE"

 

   To siódma płyta długogrająca w dorobku załogi z Kolonii. Album "Objects, Beings & Parrots" łączy różne stylistyki, do czego przyzwyczaiły nas obecnie funkcjonujące zespoły. Wspólnym mianownikiem wielu tych kompozycji jest krautrockowy rytm. Pulsujący bas, bębny odmierzające jednostajne nieco hipnotyczne takty, syntezatory uparcie powtarzające te same akordy. Całość umiejętnie - w końcu dorobek do czegoś zobowiązuje - splata rytmiczne repetycje z sonicznymi eksperymentami. W ten sposób powstają dźwiękowe "tripy", tak typowe dla poczynań niemieckiej formacji. W zamierzeniach płyta miała oddawać atmosferę podróży. Stąd też taki, a nie inny tytuł - "Obiekty, istoty i papugi" - jako coś w rodzaju punktów orientacyjnych na mapie wycieczki.




    
   Pewnie mało kto wie, że zespół URLAUB IN POLEN funkcjonuje już od 27 lat na scenie muzycznej. Nazwę grupy można przetłumaczyć jako: "Wakacje w Polsce". Ta wzięła się od złośliwego komentarza przyjaciela członków grupy, który po jednej z pierwszych prób miał powiedzieć, że ich muzyka przypomina mu: "drastyczne wspomnienia z wakacji w Polsce". Urlaub In Polen to duet - Georg Brenner - multiinstrumentalista, wokalista, gitarzysta oraz odpowiedzialny za rytm perkusista - Jan Philipp Janzen. Zespół wydał kilka płyt, a po opublikowaniu" Boldstriker" (2011), zawiesił działalność. Po dziewięciu latach Jan i Georg powrócili na scenę z nowym materiałem "All" (2020). 


"Jesteśmy bardziej bezpośredni oraz intuicyjni. Nie komplikujemy rzeczy, nie wymyślamy trudnych riffów, tylko po to, żeby pokazać, jakimi jesteśmy "mistrzami". Wolimy wersję zredukowaną, która daje nam więcej mocy" - oświadczył Georg Brenner.




Tytułowy "Abacus", który otwiera wydany wczoraj album , to z jednej strony narzędzie do liczenia, ale także zgrabna metafora do "obsesyjnego uporządkowania rzeczywistości". "Washing Machine" - czyli "pralka" to jeden z najbardziej codziennych obiektów, z którego korzystamy. Bohater znakomitego serialu "Fargo" (sezon 1) lubił wpatrywać się w mechaniczny ruch bębna pralki. I ta kompozycja ma coś z tego osobliwego nastroju. Autor tekstu sugeruje, że niektóre zdarzenia "dzieją się same". W tak kreślonej perspektywie, człowiek może być tylko czymś w rodzaju wsadu do obracającego się bębna (jak pranie). Nic tak naprawdę nie zostaje oczyszczone, wszystko wraca do tej samej formy.

Każda z odsłon pokazuje nieco odmienna formułę krautrocka., choć wciąż mamy do czynienia z powtarzalnymi strukturami. Te w zamierzeniach twórców kompozycji mają spróbować uporządkować chaos otaczającego nas świata, co oczywiście nigdy w pełni nie może się udać, ale warto próbować. Płyta "Objects, Beings & Parrots" nie jest ani kolejnym powrotem do starej sprawdzonej stylistyki, ani też radykalną próbą zerwania. Raczej stanowi pogłębienie tego, z czym zespół z Kolonii bywa kojarzony.

Urlaub In Polen zaczął muzyczną przygodę ćwierć wieku temu, od połączenia surowego krautroacka z elementami post-rockowymi - płyty "Persec" (2002) oraz "White Spot" (2004). Z kolei album "Liquid" (2009) wydaje się po czasie bardziej dojrzałą i przestrzenną próba duetu. Teksty na tych pierwszych wydawnictwach miały charakter raczej marginalny, bez takiej wagi semantycznej jak obecnie. W kompozycjach niemieckiego duetu rytm był zawsze nadrzędną siłą. Ich wczesne albumy nie tyle opowiadały historię, co raczej ją "wykonywały" (motoryczny aspekt). W takim układzie repetycja była naturalnym środkiem ekspresji. Album "Objects, Beings & Parrots" nie proponuje nowego języka, raczej stawia nieśmiałe pytania o sens dotychczasowego. Tym razem wspomniana dziś wielokrotnie repetycja nie służy tylko transowi, lecz staje się jednym z tematów.

(nota 7-7.5/10)
 



Miniony tydzień nie był okresem, który zapisze się złotymi zgłoskami w historii muzyki. A mimo to udało mi się odnaleźć kilka znakomitych singli, które przy Waszym współudziale postanowiłem ocalić od zapomnienia. Rozpoczniemy od wizyty w mieście Los Angeles, gdzie działa grupa OMNIHELL, która 20 lutego opublikuje album zatytułowany "Extreme Suffering". Oto znakomity singiel promujący to wydawnictwo.




 Zespół PILIGRIMS powstał w Chile, a potem członkowie grupy przenieśli się do USA. 13 lutego ukaże się ich album zatytułowany "Gemini".





Tej pani chyba nikomu, kto regularnie zagląda na tę stronę, nie muszę przedstawiać - KIM GORDON. Przyznam szczerze, że kiedy usłyszałem ten singiel promujący nowy album "PLAY ME", miałem ciarki. Premiera całego wydawnictwa 13 marca.





Kolejna wizyta w Los Angeles przyniesie spotkanie z grupą THE ALBUM LEAF, który w nowym singlu wsparła Aisha Badru. 





Formacja THE LEAF LIBRARY reprezentuje Londyn, 20 marca pojawi się ich najnowszy album zatytułowany "After The Rain, Strange Seeds".





MISS TYGODNIA - tym razem powędruje do Berlina, gdzie obecnie mieszka i nagrywa wokalistka LUCIA CADOTSCH. Oto mój ulubiony fragment z jej ostatniej, wydanej jesienią ubiegłego roku, płyty - "Does It Make You Love Your Life".





KĄCIK IMPROWIZOWANY - pianista WAJDI RIAHI pochodzi z Tunezji, ale mieszka obecnie w Brukseli, wraz ze swoim trio w połowie listopada ubiegłego roku opublikował album "Zabonpres Sessions". Oto moja ulubiona kompozycja.




Na początku stycznia tego roku włoska formacja, która przyjęła lakoniczną nazwę ZU, opublikowała album zatytułowany "Ferrum Sidereum".