Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nicolas Repac. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nicolas Repac. Pokaż wszystkie posty

sobota, 5 października 2024

TRACE MOUNTAINS - "INTO THE BURNING BLUE" (Lame-O Records) "W drodze..."

 

      Początek płyty czasem zwiastuje jej charakter, potrafi być niby pierwsza strona książki, która nas wciągnie, zniechęci lub pozostawi obojętnym. Początek albumu Trace Mountains - "Into The Burning Blue" nie pozostawia obojętnym, gdyż mocno przypomniał mi nagrania zawarte na najlepszych wydawnictwach zespołu The War On Drugs - "Lost In The Dream" czy "A Deeper Understanding". Zbliżony nastrój, łudząco podobne tempo akcji, i to charakterystyczne nabijanie rytmu przez zestaw perkusyjny i wtórujące mu zgodne pomruki basu, coś jak uosobienie permanentnego ruchu, bycia w drodze. Jedynie głos wokalisty i gitarzysty,  założyciela grupy Trace Mountains - Dave'a Bentona, nieco odbiega od tonu lidera formacji The War On Drugs. Pomyślałby kto, że oto przy okazji siedmiominutowego wstępu odkrywamy zagubione nagranie tego ostatniego zespołu lub obcujemy ze świeżym singlem promującym najnowszy krążek The War On Drugs.



W dalszej części płyty "Into The Burning Blue" bywa podobnie, choć jej autorzy dołożyli starań, żeby zróżnicować tempo i przyciągnąć uwagę odbiorcy. Wydatnie w tym pomógł producent Craig Hendrix, z grupy Japanese Breakfast. To właśnie on zaproponował, żeby na płycie Trace Mountains spróbować wyczarować brzmienie dominujące w latach osiemdziesiątych, nawiązujące do płyt Bruce'a Springstina, Toma Petty (szczególnie krążek "Wildflowers"), czy The Cure z tamtego okresu. 

Dave Benton wcześniej uzupełniał skład zespołu LVL UP, był także współzałożycielem znanej czytelnikom bloga wytwórni Double Double Whammy (recenzowałem kilka wydawnictw z katalogu tej oficyny). Album Trace Mountains zatytułowany "Lost In Country"(2020), zyskał bardzo pochlebne recenzje w prasie branżowej. Listę kompozycji tego wydawnictwa zamykała odsłona "Turn To Blue", jakby nieświadoma zapowiedź nadchodzących wydarzeń. Trzeba wiedzieć, że inspiracją do powstania najnowszej propozycji amerykańskiego twórcy było zakończenie ośmioletniego związku. "Ponad połowa piosenek powstała zaraz po rozstaniu. Po prostu starałem się stworzyć jakąś twórczą rutynę, żeby poczuć się dobrze" - oświadczył Benton. 

Ból, żal, próba pogodzenia się ze stratą i rozpoczęcie kolejnego etapu. Ten ostatni element szczególnie akcentowany przewija się w metaforycznych tekstach Dave'a Bentona. 



Mamy w nich podróż, wspomniane wcześniej i sugestywnie odmalowane przez muzykę "Bycie w drodze", przypominanie minionych kluczowych momentów życia. "Tak łatwo można zatracić się w szczegółach własnej egzystencji, a przy okazji stracić istotne rzeczy". Podróż jak w przywoływanym na początku "In A Dream", przez kolejne fazy snu, a jednocześnie próba wyrwania się z jego mrocznych czeluści. Podróż z ciemności do światła, choćby miało być ono tylko kolejną złudną nadzieją. Jakby autor tych tekstów chciał przywołać zdanie z powieści Ann Prachet - "Stany zdumienia": "Zawsze czujemy się lepiej, gdy zmierzamy w stronę domu". Odsłona "In A Dream" zawdzięcza inspiracje pewnej audycji, w trakcie trwania której psychologowie próbowali analizować sny pod kątem ukrytych w nich znaczeń. 

To, co niemal od samego początku rzuca się w oczy, to światło bijące z kolejnych odsłon albumu "Into The Burning Blue". Jasne, ciepłe, a nawet długimi fragmentami kojące strumienie, które łagodzą żal po nieoczkiwanej stracie. Pomimo takich, a nie innych okoliczności, jakaś pozytywna aura unosi się nad tymi nagraniami, wyczuwalna szczególnie w: "Crawling Back To Yotu", '"Hard To Accept", "Melt", który ma coś z atmosfery albumu "High" grupy The Blue Nile. W utworze "Gone&Done" może przypomnieć się tom Pettyy (choć nie jestem szczególnym wielbicielem i znawcą jego twórczości). W kolejnych kompozycjach tego bardzo udanego wydawnictwa mogą pojawić się skojarzenia z takimi artystami jak: Sufjan Stevens, Kurt Vile, czy Neutral Milk Hotel.

Album "Into The Burning Blue" to kolejny znaczący krok w rozwoju amerykańskiej grupy, ale również udana próba odejścia od charakterystycznego dla poczynań Dave'a Bentona idiomu, zawartego na dwóch pierwszych płytach "A Partner To Lean On", "Buttery Sprouts & Other Songs".

(nota 7.5-8/10)

 


Pewnie znacie już na pamięć najnowszy singiel zespołu The Cure, dlatego strefę "Dodatków" zaczniemy dziś niezbyt typowo, bowiem zajrzymy do naszych południowych sąsiadów. Z Czech wywodzi się Misha Chilkova, choć obecnie mieszka w Londynie, i to również tam 15 listopada opublikuje swoją płytę "Dancing At Te Same Dance". Oto singiel promujący to wydawnictwo.



Kolejnymi znajomymi z Londynu będzie duet Deary, który 1 listopada wyda wyczekiwany przez niektórych album zatytułowany "Aurelia". Nagrań dokonano w studiach 4AD i Bella Union, a całość zremasterował Simon Scott (Slowdive).



Skoro padło nazwisko Simona Scotta, warto odnotować, że jego nowy projekt nazywa się Three Quartet Skies, a tytuł niedawno wydanej płyty brzmi "Fade In".



Zawsze bliski Erlend Oye z duetu Kings Of Convenience jakiś czas temu przypomniał o sobie albumem "La Comitiva".



Z Irlandii pochodzi grupa Telebox, która niedawno opublikowała epkę zatytułowana "When Nights Turns Into Day". Oto mój ulubiony fragment.



Szybka podróż do Francji. Z miasta Nancy pochodzi Jerome Didelot, lider zespołu Orwell. 25 października grupa opublikuje nowy album "Simple Minded". Oto pełen uroku singiel z tego wydawnictwa.



Paryż to również siedziba grupy Winter Family, który przed tygodniem opublikował album "On Beautiful Days".



Przed Wami dwa NAGRANIA TYGODNIA. Pierwsze, dość oczywiste, pochodzi z wydanej wczoraj, bardzo udanej płyty - ciekawe aranżacyjne pomysły, sporo intrygujących rozwiązań - grupy The Smile - "Cutouts".



Drugie NAGRANIE TYGODNIA to spora niespodzianka, przynajmniej dla mnie, bo jestem zaskoczony, że nowy singiel zespołu TARWATER, który zapowiada listopadową premierę albumu "Nuts Of Ay", ( 22 listopad), brzmi tak wybornie!



W "Sekcji improwizowanej" zajrzymy do Francji, miasto Albi, skąd pochodzi Nicolas Repac, który niedawno opublikował wydawnictwo zatytułowane "Gramophonie".



W Nowym Yorku funkcjonuje i tworzy saksofonista Darius Jones, który wczoraj opublikował płytę "Legend Of E'Boi (The Hypervigilant Eye)".




sobota, 25 maja 2024

CAOILFHIONN ROSE - "CONSTELLATION" (Gondwana Rec.) "W płatkach róży"

 

        Przed rozpoczęciem zmagań na paryskich kortach im. Rolanda-Garrosa przydałoby się nieco stonować emocje. Czeka nas bowiem dwutygodniowy tenisowy maraton, począwszy od zwykle najciekawszych pierwszych rund turnieju, aż po ostatnie akordy zamykające się niekiedy w nudnym i bardzo przewidywalnym finale. Może nam w tym pomóc najnowsza wydana wczoraj płyta brytyjskiej wokalistki Caoilfhionn Rose (przy okazji warto poćwiczyć wymowę), zatytułowana "Constellation". Tytuł odnosi się do subtelnych relacji i nici powiązań oraz oddziaływań, które powstały, kiedy w studiu nagraniowym, gdzie za suwakami konsolety czuwał producent Aaron Wood, pojawili się zaproszeni przez artystkę goście. To właśnie dzięki nim udało się uzyskać oryginalne brzmienie, a wiele początkowo nieśmiałych pomysłów miało szansę przeobrazić się w coś większego i pełniejszego. Tak się złożyło, że kilku z nich na co dzień dopełnia składu formacji dowodzonej przez Matthew Halsalla, mam tu na myśli perkusistę Alana Taylora i basistę Gavina Barnasa. Saksofonista Jordan Smart grał w dobrze nam znanej brytyjskiej grupie - Mammal Hands. A wspominany już przez mnie przy wielu okazjach John Ellis zakładał przed laty zespół The Cinematic Orchestra.



Ci z Was, którzy na bieżąco śledzą kolejne wpisy na blogu, wiedzą mniej więcej, czego mogą się spodziewać po wydawnictwie "Constellation". Całkiem niedawno zaprezentowałem kilka utworów z tej płyty w wersji koncertowej. Trzeba przyznać, że artyści dość sprawnie przełożyli delikatny język poszczególnych kompozycji na warunki występu scenicznego. Jedyna i główna różnica polegała na tym, że podczas koncertu na saksofonie zagrała Jasmine Myra, która kilkanaście dni temu opublikowała własny premierowy krążek "Rising".

Caoilfhionn Rose to urodzona w Manchesterze wokalistka o Irlandzkich korzeniach (Irlandia Płn.). Po ukończeniu studiów muzycznych w Newcastle, uzyskała dyplom z inżynierii i produkcji dźwięku w Manchesterze - School Of Electronic Music. Początkowo publikowała własne utwory w sieci jako Audrey Daydreamer. Próbując zaistnieć w świadomości szerszego grona odbiorców, zagrała koncert w kawiarni "The Art Of Tea", który przypadkiem oglądał Matthew Halsall. Tuż po jego zakończeniu szef wytwórni Gondwana Records zaproponował młodej i zaskoczonej artystce wydanie albumu w prowadzonej przez siebie oficynie. W ten sposób w 2018 roku światło dzienne ujrzał album "Awaken", a trzy lata później pojawiła się w sklepach kolejna płyta "Truly", która zebrała całkiem niezłe recenzje wśród dziennikarzy i recenzentów. Na dwóch pierwszych wydawnictwach brytyjska wokalistka próbowała łączyć folkową wrażliwość z popową melodyką, dodając tu i ówdzie szczyptę elektronicznego brzmienia.



"Kiedyś pisałam piosenki głównie w celach terapeutycznych, w których dawałam wyraz swoim odczuciom i wspominałam wydarzenia z przeszłości". Caoilfhionn Rose nadal śpiewa o rzekach, lasach, górach, ptakach i rwących strumieniach, gdzie migoczą refleksy zachodzącego słońca, ale potrafi umieścić te elementy w nieco szerszym kontekście. Poza tym jej kompozycje wzbogaciły się o dodatkową paletę barw, dzięki wykorzystaniu tonów saksofonu. Jego subtelne ornamenty świetnie harmonizują z wokalizą brytyjskiej artystki. Ta ostatnia jest łagodna, niespieszna, pełna dziewczęcego uroku i coraz bardziej świadoma tego, co chciałaby oraz potrafi osiągnąć. Zwykle leniwie, ale z rozwagą, przeciąga się od dźwięku do dźwięku, roztaczając wokół aurę spokoju.

Momentami tu i ówdzie mogą przypomnieć się oniryczne fragmenty płyt The Cinematic Orchestra, czy recenzowanej na łamach tego bloga Slowly Rolling Camera lub Snow Poet, choć wokalistka tej ostatniej formacji jest o wiele bardziej zaangażowana w budowanie partie wokalnych, stosuje rozmaite techniki, w wyrafinowany sposób bawi się konwencją bądź frazą. Jakby nie patrzeć, album "Constellation" - Caoilfhionn Rose to najlepsze wydawnictwo w całym i wciąż jeszcze skromnym dorobku brytyjskiej wokalistki.

(nota 7.5/10) 

 


Na początek zaskoczenie i miła niespodzianka, która pojawiła się w chwili, kiedy wśród wczorajszych premier płytowych odkryłem nowy album Michaela Shrieve'a zatytułowany "Drums Of Compassion". Michaela Shrieve to amerykański perkusista, członek dawnego zespołu Carlosa Santany, znakomity muzyk sesyjny, który grał z największymi artystami. Na wczoraj wydanej płycie pojawia się obok Amona Tobina, Jacka De Johnette'a czy Treya Gunna.




Twórczość Michaela Shrieve'a odkryłem bardzo późno. Choć nigdy nie jest za późno na takie odkrycia. Przed Wami wspaniała, i jedna z moich ulubionych kompozycji Shrieve'a zatytułowana " Las Vegas Tango", którą, przyznam szczerze, znów słucham regularnie od kilku dni. Na gitarze David Torn (ten sam!), na trąbce Mark Isham. Nagranie pochodzi z płyty "Stiletto". Cudo!!!




Przeniesiemy się na Brooklyn, gitarzysta i wokalista Zachary Cale również w dniu wczorajszym opublikował płytę zatytułowana "Next Year's Ghost". Tym razem w poszczególnych nagraniach znajdziemy zdecydowanie więcej brzemienia fortepianu niż gitary.



Przed Wami kolejny śpiewający pan - Andrew Bird, oraz także wydana wczoraj płyta "Sunday Morning Put-On" zawierająca ciekawie zaaranżowane covery utworów Cheta Bekera, Franka Sinatry czy Billie Holiday.




Asheville (Karolina Północna) to siedziba wokalisty i gitarzysty Scotta McMickena, który wraz z grupą muzyków skupionych  pod szyldem And The Ever-Expanding kilkanaście dni temu wydał udany album zatytułowany "When It's Happening". Oto jeden z moich ulubionych fragmentów. Niespieszność, uwaga, spokój. Piosenka tygodnia!! Ps. Powrócę jeszcze do tego wydawnictwa.



W przyszłym tygodniu rozpoczyna się najlepszy europejski festiwal z muzyką alternatywną. Jedyni mają Sopot lub Opole, a inni "Primavera Sound" w Barcelonie. Na szyldach i neonach zamieszczonych w teledysku znajdziecie niektóre gwiazdy tej imprezy.




Z New Jersey pochodzi trio, które przyjęło nazwę Lightheaded, w ubiegłym tygodniu wydali album zatytułowany "Combustible Gems".



Z wiadomych względów przydałby się oczywiście, jeśli nie tenisowy czy paryski, to chociaż francuski akcent. Nicolas Repac to francuski gitarzysta jazzowy, oto jego najnowsza propozycja.




Kilkanaście dni temu ukazała się nowa epka "Mid Spiral: Chaos" naszych dobrych znajomych, mam tu na myśli grupę Badbadnotgood.



W "kąciku improwizowanym" fragment najnowszego wydawnictwa Low Leaf. Pod nazwą ukrywa się multiinstrumentlistka, która wraz z grupą przyjaciół - Bryan Baker (saksofon i flet), Cody Farwell (bas) i Mekala Session (perkusja) - wydała wczoraj epkę "Red Moon".




Nowojorski saksofonista Eric Alexander zaprezentuje nieco więcej klasycznego podejścia w tematyce jazzowej. Oto fragment z jego ostatniej płyty, której tytuł powinien sobie zapamiętać i wziąć do serca każdy tenisista - "Timing Is Everything".