Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Winged Wheel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Winged Wheel. Pokaż wszystkie posty

sobota, 10 stycznia 2026

BLOOM - "DO NOT DISTURB" (Self Released) "Między snem a przebudzeniem"

 

    To w ostatnich tygodniach kolejna nasza wizyta w  Portugalii. Ten skrajny rejon Europy rzadko bywa kojarzony z muzyką alternatywną. Całkiem niedawno zaprezentowałem bardzo udany album "MERCADO 48" - DANIELA KNOXA, który większość zarówno krajowych, jak i zagranicznych recenzentów niestety przegapiła. Od tego są takie blogi, żeby odnajdywać wartościowe propozycje niesłusznie lub z jakichś innych tajemniczych powodów pominięte. Tym razem zamiast wycieczki po malowniczym mieście PORTO, zajrzymy do równie urokliwej Lizbony. To właśnie tam mieszka i tworzy JEAN PAUL SIMOES, który wraz z grupą przyjaciół ukrywa się pod pseudonimem BLOOM. Pod koniec grudnia 2025 roku ukazała się trzecia w dorobku i zdecydowanie najlepsza płyta tego artysty zatytułowana "DO NOT DISTURB".







Wcześniej portugalski muzyk wyrażał się artystycznie w bardzo słabo znanej formacji BELLE CHASE HOTEL. Jednak postanowił odnaleźć nieco inny rodzaj języka oraz rozwinąć kontakt z pewnymi ulubionymi w ostatnim okresie estetykami - americana, indie-folk - które stały się dla niego ważne. Tak powstał projekt BLOOM. Debiutancka płyta, wydana w 2016 roku - "Tremble Like A Flower", skupiła się na delikatnych melodiach, wokół których rozbudowaną wspomnianą wcześniej indie-folkową stylistykę. Druga w kolejności "Drafty Moon" przyniosła wraz z sobą sporą zmianę brzmienia. To ostatnie stało się dużo bardziej energetyczne, zagęszczone, nawiązywało do indie-rocka, w świadomy sposób akcentowało rolę gitary elektrycznej.

Najnowsze wydawnictwo zatytułowane "DO NOT DISTURB", to powrót do miejsca, gdzie portugalski twórca czuje się najlepiej. Zawiera ono refleksyjne, pogłębione kompozycje, w których znajdziemy znów mnóstwo spokoju i przestrzeni. Brzmienie skupia się wokół głosu oraz instrumentów akustycznych - gitara, kontrabas, skrzypce, saksofon. Warto podkreślić, że Jean Paul Simoes tym razem postanowił zrezygnować z klasycznie pojętej perkusji. Kolejne takty można odmierzać na różne sposoby.






Od pierwszych dźwięków najnowszej propozycji czuć, że JP. SIMOES traktuje wokal nie tylko jak nośnik tekstu, ale także jako podstawowy instrument o indywidualnym charakterze. Głęboka barwa, tu i ówdzie przypomniała mi tembr Kurta Wagnera z grupy Lambchop, to podstawowy składnik tej płyty. Inne skojarzanie bliższe lub dalsze to - Nick Drake, Mark Kozelek, Bill Callahan. W dużym uproszczeniu mógłbym powiedzieć, że BLOOM momentami brzmi jak Lambchop, tyle że nagrany w europejskim mieszkaniu, późną nocą, bez klasycznej sekcji rytmicznej i bez potrzeby bycia zespołem.

 Tematyka poszczególnych piosenek zawiera cały bogaty wachlarz skojarzeń - od refleksji nad samotnością, aż po celebrację przyjaźni "Beautiful Friends". Sporo tutaj subtelnych obrazów, swobodnych skojarzeń, pozbawionych taniego sentymentalizmu, co sugerowałby liryczny charakter tych kompozycji. Po drodze znajdziemy urokliwe ornamenty skrzypiec, jak chociażby "If I Was Someone Lovely",czy instrumentalne odsłony, wypełnione tonami saksofonu "Underwater Converstaion", lub  zmysłowy i zamykający całość, tytułowy "Do Not Disturb". W drugiej części płyty czegoś mi zabrakło, może wyraźniejszych akcentów itp. Stąd moja nota.

Muzyka grupy BLOOM niczego nie próbuje udowadniać światu. Ta płyta ma raczej coś do zaoferowania wszystkim tym, którzy naprawdę zechcą poznać to wydawnictwo. Autor sugeruje nieśmiało, że to być może ostatnia jego płyta pod tym szyldem. Czas pokaże, co zostanie z tych sugestii.

(nota 7-7.5/10)


Dziękuję wszystkim za życzenia i pozdrowienia - odpowiadam zbiorowo. Oby Nowy Rok nie był gorszy od poprzedniego. Zawsze jest czego słuchać i co czytać. W strefie "Dodatki..." zapowiedź wiosennej premiery (12 marca) płyty "DEATH MOTELS", kalifornijskiej grupy THIS LONESOME PARADISE. 






Zatrzymamy się w Londynie, nasi dobrzy znajomi z grupy DRY CLEANING wczoraj opublikowali nowy album zatytułowany "Secret Love".





Podgrzejemy atmosferę przenosząc się do Michigan. Trzy dni temu grupa PROSTITUTE przypomniała o sobie "nowym-starym" singlem, który promował ich ostatni album "Attempted Martyr".



Zawitamy do miasta Detorit. Wczoraj ukazała się ciekawa i zapowiadana przeze mnie płyta zespołu WINGED WHEEL - "Desert So Green". Warto zapoznać się z całym wydawnictwem.





MISS TYGODNIA - nie był to zły początek roku, skoro mogłem znaleźć takie prestiżowe wyróżnienie. Przed Wami połączone siły japońsko-amerykańskie, czyli SHUTARO NOGUCHI AND THE ROAD HOUSE BAND, wyborny i zdecydowanie najlepszy fragment z ich jesiennej płyty "ON THE RUN". Czasem wystarczy kilka pierwszych taktów i już wiesz..., że to TWOJA MUZYKA!




KĄCIK IMPROWIZOWANY - w Kapsztadzie było dziś 28 stopni, a właśnie stamtąd pochodzi ASHER GAMEDZE, który 27 lutego opublikuje album zatytułowany "A Semblance: Of Return". Kilka dni temu pojawił się nowy singiel z tego wydawnictwa.





Pamiętam, że przed rokiem bardzo chwaliłem wznowienie płyty "ABENDMUSIKEN" niemieckiego kwartetu z Marbergu, który przyjął nazwę GREEN COSMOS (warto do niej wrócić, wyborna rzecz!!). Kilkanaście dni temu, w grudniowy czas ukazał się kolejny zestaw rzadkich nagrań "MORGENMUSIKEN". Wprawdzie nie jest tak udany jak poprzedni, ale każdy fan spiritual-jazzu powinien na nim znaleźć coś dla siebie.





sobota, 11 maja 2024

WINGED WHEEL - "BIG HOTEL" (12XU Rec.) "Nocne słuchanie"

 

     "A w środku nocy, kiedy i my nie mamy w sobie wiele życia, nie mogą się już bronić przed tym, co się o nich pisze, do jakiej wykorzystuje narracji, jakiej poddaje analizie lub w jakim celu się na ich temat spekuluje, tak samo jak bezbronni są umarli, bardziej bezbronni po śmierci niż za życia i w dodatku dużo dłużej, bo krótkie i podłe ludzkie życie trwa nieskończenie krócej niż czas, który przychodzi po nim".

Wprawdzie Javier Marias w cytacie zamieszczonym powyżej wspominał o książkach, ale nie mogłem oprzeć się pokusie i nie wykorzystać jego skrzydlatych słów w recenzji płyty, której słuchałem w ostatnich dniach - krążek ukazał się 3 maja - głównie w nocny czas. Kolejne sesje celowo rozpoczynałem gdzieś w okolicach godziny dwudziestej trzeciej, korzystając, jak to mam w zwyczaju czynić, z dobrodziejstw funkcji Dolby Atmos, żeby mieć pełny obraz zawartości albumu zatytułowanego "Big Hortel". Bardzo dobrze zdaję sobie sprawę z tego, że ów tytuł nic Wam nie powie, podobnie jak nazwa grupy Winged Wheel, ale słuchanie ich kompozycji pozostawcie sobie właśnie na późne godziny z wolna dopalającego się dnia. To właśnie wtedy, najlepiej przy pomocy słuchawek, można w pełni docenić bogactwo i złożoność wykorzystanych faktur, spróbować uchwycić wszelkie możliwe niuanse oraz drobiazgi, które wyłaniają się raz po raz z gęstej długimi momentami i mrocznej narracji, niczym strzygi lub upiory, choć ich zamierzeniem czy głównym celem z pewnością nie było wywołanie strachu albo przerażenia, tylko subtelne wprowadzanie w muzyczną ekstazę bądź zachwyt.



"Supergrupa" Winged Wheel - jak określił to jeden z dziennikarzy, narodziła się przypadkiem. Oto dnia pewnego basista Cory Plump poprosił perkusistę Freda Thomasa, żeby ten przesłał kilka próbek perkusyjnych, które zamierzał wykorzystać. Do tak powstałego duetu szybko dołączył gitarzysta Matthew J. Rolin i wokalistka Whitney Johnson. To był smętny czas pandemii, więc współpraca przebiegała głównie w trybie korespondencyjnym. Tak powstał całkiem udany debiutancki album "No Island" (2022), który przyciągnął uwagę nielicznych recenzentów. Artyści na co dzień zasilali szeregi kilku mniej znanych zespołów, więc szumne określenie "supergrupa", przynajmniej z naszej europejskiej perspektywy, jest mocno przesadzone. Któż z Was, nawet tych świetnie zorientowanych w przestrzeni muzyki alternatywnej, słyszał kiedyś o takich formacjach jak: Matchess, Spray Point, Expensive Shit, Rolin Duo, Idle Ray, Tyrek itd.

Przy okazji powstawania kompozycji wykorzystanych na drugim albumie zatytułowanym "Big Hotel", do grupy dołączyli Lonnie Slack (zespół Water Damage), i  Steve Shelley (Sonic Youth). Całkiem dojrzali już panowie i pani zjawili się w mieście Kingston (stan Nowy York), gdzie w lokalnym studiu, po trudnym czasie izolacji, w końcu mogli się spotkać. Oczywiście muzycy znali się już wcześniej, mijali się podczas wspólnych tras koncertowych, grając na jednej scenie w trakcie trwania tych samych festiwali. W sumie zarejestrowano kilka godzin soczystego materiału. Wybrano z niego najlepsze kąski, nad którymi zaczęto pracować.



 Od samego początku, czyli od znakomitego otwarcia "Demonstrebly False" słychać i czuć, że grupa świetnie się rozumie. Amerykańscy artyści lubią zabawę dźwiękiem, z łatwością tworzą nasycone po brzegi krajobrazy, chętnie uciekają w stronę eksperymentu, ale też dobrze potrafią uchwycić granicę pomiędzy swobodą, a dyscypliną. Ta ostatnia wyraża się w pracy sekcji rytmicznej, odmierzającej miarowo i skrupulatnie kolejne takty, i mającej w pamięci dokonania krautrockowych formacji. Z shoegazowej tradycji ( My Bloody Valentine) amerykańska załoga chętnie czerpie mocne podmuchy gitar, które odpowiednio zagęszczone nadają poszczególnym odsłonom psychodelicznego charakteru. Nad wszystkim unosi się eteryczny głos wokalistki - Whitney Johnson, który momentami rozmywa się niczym barwna plama, żeby w innym miejscu ulec podwojeniu i prowadzić dwie równoległe narracje, jak w bardzo udanym "Grief In The Garden". 

Przy okazji transowego "Smudged Textile" przypomniały mi się dawne pieśni Stereolab, a "Soft Hands" mocno nawiązał do psychodelicznych kompozycji zespołu Yo La Tengo. "Short Acting" to jeszcze inna odmiana psychodelii, pokazująca, jak wiele potrafi grupa Winged Wheel, bawiąc się rozmaitymi konwencjami, czy wykorzystując różne sposoby operowania dźwiękiem. To, co charakteryzuje ten świetny album, wyraża się również w nieustającej ciekawości, jaka towarzyszy odbiorcy, zadającemu sobie pytanie: "Co tym razem się wydarzy?". Poszczególne stylistyki - post-punk, no wave, psychodelia, sheogaze, stoner rock itd. - pojawiają się tu i rozmywają niczym znaki drogowe w trakcie samochodowej wyprawy. Przed uruchomieniem silnika, warto dobrze zapiąć pasy i mocno chwycić się kierownicy, amerykańska maszyna ma swoją moc. Album "Big Hotel" to, póki co, największa niespodzianka tej wiosny.

(nota 8/10)

 


Pozostaniemy w stolicy stanu Nowy York, skąd pochodzi trio Antietam, które przed tygodniem, w dniu 3 maja, opublikowało najnowszą epkę zatytułowaną "Pitch & Yaw".



Przeniesiemy do Kanady, miasto Toronto, gdzie działa grupa Beams, która przed tygodniem opublikowała płytę "Requiem For A Planet".


Wokalista z Dublina - Conor O'Brien - to artysta, który ukrywa się pod nazwą Villagers. Wczoraj ukazała się jego szósta w dorobku płyta zatytułowana "That Golden Time".



Po wielu latach milczenia odezwał się zespół z Michigan, mam tu na myśli grupę Mahogany, która przypomniała o sobie w ostatnich dniach nowym singlem.



W podobnej stylistyce do formacji Mahogany porusza się szwedzki - cóż, że ze Szwecji - zespół Principe Valiente, który przed tygodniem wydał płytę "In This Light".  Wspominałem już dziś o podróży samochodem, dlatego musiałem wybrać taki fragment.



W dniu wczorajszym brytyjska wokalistka Keeley Forsyth, opublikowała nowy album zatytułowany "The Hollow", z gościnnym udziałem Colina Stetsona. 



Z Richmond w stanie Kalifornia pochodzi wokalista Chris Cohen, który na 7 lipca zapowiedział premierę nowej płyty zatytułowanej "Paint A Room".


Moje oczy w najbliższych dniach będą zwrócone na korty Foro Italico położone w Rzymie, dlatego przydałby się włoski akcent. Tak się złożyło, że wokalista i gitarzysta Alessandro Alessandroni pochodzi z Rzymu (również tam zmarł), niedawno ukazała się winylowa reedycja jego płyty zatytułowanej "Ritmo Dell' Industrai N.2". Z tego wydawnictwa wybrałem taki oto fragment.



Prezentowałem już kiedyś singiel grupy Caoilfhionn Rose, pora na nieco większy zestaw nagrań. Specjalna sesja "Constellation Live Session" zawiera aż pięć nowych kompozycji grupy, które znajdą się na albumie "Constellation". Premiera całej płyty 24 maja.