Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lumenette. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Lumenette. Pokaż wszystkie posty

sobota, 13 sierpnia 2022

ART MOORE - "ART MOORE" (Anti- Records) "Muzyka z hrabstwa Alameda"

 

    Gdyby tak zestawić rejon geograficzny państwa-miasta i połączyć z określonym gatunkiem muzycznym, w efekcie otrzymalibyśmy intrygującą mapę brzmień. Może któryś z Czytelników albo znudzony dziennikarz pokusi się kiedyś o stworzenie takiego zestawienia. Mam tu na myśli głównie obszar Wysp Brytyjskich oraz Stanów Zjednoczonych Ameryki Północnej, gdyż statystycznie to właśnie tam dzieje się w tej subtelnej materii najwięcej. Pewnie każdy z tych, którzy nieco bardziej interesują się muzyką, jest w stanie, bez głębszego zastanawiania się, od razu podać kilka nazw miejscowości (albo nawet i dzielnic), które w historii poszczególnych gatunków odegrały kluczową rolę i doczekały się charakterystycznego brzmienia. Bristol, Canterbury, Manchester, Liverpool, Londyn, Chicago, Seattle, Nowy Jork, Nashville, itd. W tej perspektywie Kalifornia może kojarzyć się z kilkoma gatunkami czy stylami. Na pierwszy plan wychodzi tutaj miasto San Francisco, wciąż aktywne zagłębie retro-folku, szeroko pojętej psychodelii, gitarowego grania, w którym całkiem wyraźnie pobrzmiewają sentymentalne nuty przełomu lat 60/70-tych (poza tym znajdziemy tam sklepy muzyczne, butiki, restauracje, kluby, dzielnice, gdzie dobrze pamięta się kulturę kontestacji drugiej połowy lat sześćdziesiątych). Coraz częściej też, gdzieś z rejonu Los Angeles, czy granicy Zachodniego Wybrzeża, pochodzą zespoły, które odnajdują się w dreampopowej stylistyce. Ciepła aura, leniwa atmosfera popołudniowej sjesty, kojący odgłos fal rozbijających się o brzeg - wszystko to sprawia, że w takim otoczeniu dużo łatwiej napisać lekką rozmarzoną piosenkę, z miłą dla ucha melodyką.

Odnoszę wrażenie, że podobnie było z grupą Art Moore. To trio, które parę dni temu zadebiutowało płytą długogrającą, pochodzi właśnie z miast stanu Kalifornia (Los Angeles, Oakland). Wokalistka Taylor Vick wcześniej próbowała swoich sił, w mniej znanej grupie Boy Scouts, a dwaj panowie - Sam Durkes i Trevor Brooks, uzupełniali skład formacji Ezra Furman. Obydwa te zespoły za kilka dni wyruszą we wspólną trasę koncertową. Współpraca wyżej wymienionej trójki rozpoczęła się gdzieś pod koniec 2020 roku. Początkowo tworzyli ścieżki dźwiękowe do filmów lub programów telewizyjnych. To barwne obrazy, które mieli przed oczami, prowokowały czy inspirowały użycie takich, a nie innych dźwięków. Szybko nagrali cztery pierwsze piosenki, które spodobały się im na tyle, że postanowili kontynuować współpracę. Wiele materiałów demo zostało zarejestrowanych na 4-ścieżkowym magnetofonie Tascam. Trevor Brooks używa go od czternastego roku życia. Wśród inspiracji wymieniają książkę "Weather" - Jenny Offil. Utwory "Bell" oraz przebojowy "Snowy" stanowiły dla Taylor Vick pierwsze próby napisania tekstów w oderwaniu od własnej biografii. Toczący się leniwie "October" szybko zapada w pamięć. W rozmarzonych piosenkach Art Moore, stworzonych w oparciu o brzmienie syntezatorów i gitar (te drugie wykorzystano bardzo powściągliwie), jest sporo łagodności. Osadzony w miękkiej średnicy głos wokalistki bardzo dobrze odnajduje się w takim otoczeniu. W urokliwym "A Diffrent Life" amerykańska artystka opowiada o tęsknocie za samą sobą, ale żyjącą nieco innym, niejako równoległym życiem. "Wciąż usiłuje przedostać się przez różne wersje mnie" - wyjaśnia. Niestety gdzieś pod koniec płyty, w drugiej jej części, odrobinę zabrakło pomysłów, jakiegoś wyraźnego akcentu, czegoś, co stanowiłoby intrygujący kontrapunkt, ale to wciąż całkiem udany debiutancki krążek.

(nota 7/10)


 


W dalszej części dzisiejszej odsłony bloga pozostaniemy, przynajmniej początkowo, w podobnej stylistyce. Jeśli komuś spodoba się propozycja Art Moore, powinien również zajrzeć i uważnie odsłuchać album "All Around My Head" - Lumenette. Wokalistka Christine Byrd oraz jej koledzy z zespołu reprezentują stan Tennesse i miasto Nashville, do którego jeszcze zajrzymy.



 I znów stan Kalifornia, miasto Los Angeles, skąd pochodzi Helen Ballentine ukrywająca się pod nazwą Skullcrusher. 14 października, w jednej z naszych ulubionych wytwórni - Secretly Canadian - ukaże się jej  debiutancka płyta "Quiet Room". Prześliczna kompozycja!



I raz jeszcze Kalifornia, miasto Sacramento, skąd pochodzi artysta, który wybrał pseudonim Harsh Symmetry. 10 sierpnia ukazał się jego album "Display Model". Czyli coś dla "tańczących inaczej".



I ponownie trafimy do Nashville, skąd pochodzi dobrze nam znana grupa Lambchop. Oto kolejny singiel z ich najnowszej płyty "The Bible", która pojawi się w sklepach 30 września.


Tym razem zmienimy kontynent i przeniesiemy się do Francji, do miasta Bordeaux. Stamtąd wywodzi się artysta Miel de Montagne (Milan Kanche), który całkiem niedawno opublikował płytę "Tout Autour de Nous". Przyznam, że ta urokliwa piosenka od jakiegoś czasu chodzi za mną krok w krok, krok w krok, krok w... Może przyklei się także do Was. Tak wybornie kończy się ten udany album. "Wszystko wokół nas..."


W kąciku improwizowanym znów Nashville. Pewnie i tak mi nie uwierzycie, kiedy powiem, że miasta, skąd pochodzą zaprezentowane dzisiaj zespoły, ułożyły się w niniejszą listę zupełnie przypadkiem. Michael Rich Ruth i fragment z jego dopiero co wydanej płyty "I Survied, It's Over".





 

sobota, 9 lipca 2022

KATIE BEJSIUK - "THE WOMAN ON THE MOON" (Duble Double Whammy) "Obcasy na kraterze"

 

    Wiosną tego roku minęło pięćdziesiąt lat, od momentu, kiedy John Young wylądował na Księżycu. Dokonał tego jako dziewiąty człowiek. Co ciekawe przez ten czas na księżycowym podłożu nie odcisnęła swojej zgrabnej stopy żadna kobieta. Aż trudno w to uwierzyć. Może dlatego szefowie amerykańskiej agencji kosmicznej NASA postanowili zmienić ten przykry stan. Wyszli więc z inicjatywą i stworzyli specjalny projekt o nazwie "Artemis", wart ponad 28 mld dolarów, którego zwieńczeniem będzie wylądowanie na Księżycu pierwszej kobiety. Grono potencjalnych kandydatek liczy dwanaście osób, i wśród nich nie ma na pewno Katie Bejsiuk.  

Bohaterka dzisiejszego wpisu to amerykańska piosenkarka i autorka tekstów Katie Bennett, która przy okazji opublikowania debiutanckiego wydawnictwa - "The Woman On The Moon", przypomniała sobie o ukraińskich korzeniach. Przyjęła więc nazwisko Bejsiuk, gdyż właśnie w ten sposób nazywał się jej ojciec, kiedy przed laty wyruszył w podróż do USA. Wcześnie Bennett udzielała się wokalnie w grupie Free Cake For Every Creature, z którą to nagrała trzy płyty. Jej solowe wydawnictwo w dużej mierze oparte jest na akustycznym brzmieniu. Wszędzie tam, gdzie Amerykanka śmiało wychodzi poza strefę komfortu grania w oparciu o tylko i wyłącznie gitarę akustyczną, jej album przyciąga uwagę - przynajmniej moją - oraz zyskuje na znaczeniu. Pikanterii dodaje fakt, że młoda artystka wyprodukowała ten krążek sama, choć tu i ówdzie skorzystała z pomocy zaprzyjaźnionych muzyków. W aranżacjach możemy usłyszeć harfę, syntezator, bas, gitary, skrzypce, wiolonczelę, i dodatkowe męskie czy kobiece głosy. W kilku fragmentach odnajdziemy charakterystycznie przeciągnięte gitarowe akcenty (pedal steel) - to Peter Gill zostawił w ten sposób swój wymowny ślad, przywołując dzięki temu nastrój indie-folkowych pieśni czy przestrzeń americany. 

Płyta "The Woman On The Moon", zaczyna się od leniwego "Mother's Record", przypominającego dawne dokonania Hope Sandoval. Katie Bejsiuk jakoś specjalnie nie próbuje podkreślać walorów wokalnych. Jej sposób artykulacji niektórych dźwięków przypomina szept, jakby amerykańska artysta sugerowała nam, że jej głos jest tylko jednym z wielu instrumentów, a nie czymś, co należy szczególnie wyróżnić, i nisko temu się pokłonić. W "Feel Right" pojawia się delikatnie uderzana szczotkami perkusja, a także okruchy tonów fortepianu, które dodały temu fragmentowi ciekawych barw. Debiutancki materiał w dużej mierze opiera się właśnie na tego typu subtelnościach, które przy pobieżnym przesłuchiwaniu łatwo przegapić. "Onion Grass", pełniący funkcję singla promującego najnowsze wydawnictwo, ma nieco mocniejszy, grungowy charakter, głównie dzięki wykorzystaniu brzmienia gitary. Dla odmiany "Candy Cigarettes" wita nas tonami muskanych strun, tworzących sugestywny krajobraz. Trzeba przyznać, że na wiele z tych piosenek, których podstawowe wątki poruszają tematykę świata kobiet i relacji międzyludzkich - bo niestety nie na wszystkie - był tutaj odrębny pomysł, co wprawne ucho na pewno wychwyci, słuchając kolejnych kompozycji, które według notki prasowej powstawały warstwa po warstwie, w sypialniach i piwnicach porozrzucanych gdzieś w północnej części stanu Nowy Jork. "Queen Anastasia" zawiera całkiem zgrabny motyw syntezatorowy. Szkoda tylko, ze przy okazji tej odsłony płyty Katie Bejsiuk nie chciała nieco mocniej przesunąć pokrętła wzmacniacza, i ruszyć szybciej, popychana rockowym podmuchem. Wydaje się, że najpełniej w tym popowo-folkowym kontekście zabrzmiał "Tourmaline", dźwięcznie, miękko i dziewczęco. Potencjał jest... Co będzie dalej, czas pokaże.

(nota 7/10)

 


W dzisiejszej "kobiecej" odsłonie bloga, zgodnie z nazwą, zabrzmi nieco więcej przedstawicielek płci pięknej. Na początek przeniesiemy się do Francji, skąd pochodzi grupa Omerta, z wokalistką Florence Giroud. To właśnie ona została uwieczniona na okładce płyty, podobnie zresztą jak na ich poprzednim debiutanckim i bardzo udanym wydawnictwie z 2017 roku. Posłuchamy zmysłowego fragmentu ich najnowszego albumu, który ukazała się kilka dni temu - " Collection Particuliere". Często wracam do tej rozkosznie leniwej piosenki. Odsłuchajcie ją sobie na pętli, znów i znów... niepostrzeżenie wchodzi pod skórę !!!



 Odrobinę cofniemy się w czasie. Dog Faced Hermans to szkocka i bardzo słabo znana grupa, założona w 1986 roku w Edynburgu. W jej składzie znajdziemy wokalistkę Marion Couts, która również grała na trąbce. Oto fragment płyty "Those Deep Buds" (1994).



Z Nashville pochodzi grupa Lumenette, z wokalistką Christine Byrd. Zgodnie z planem 12 sierpnia światło dzienne powinna ujrzeć ich debiutancka płyta "All Around My Head".



"Widzę piersi" - mógłbym szowinistycznie powiedzieć, po objerzeniu tego teledysku, choć widać na nim wiele różnych rzeczy. Tymczasem występująca w nim artystka - Claude - widzi przede wszystkim premierę swojego debiutanckiego albumu - "A Lot's Gonna Change", który pokaże światu 12 sierpnia.



W kąciku improwizowanym pojawi się pianistka i kompozytorka Carole Nelson, obok kontrabasisty Cromaca O'Briena i perkusisty Dominica Mullana. Fragment najnowszej płyty "Night Vision".



Czym ten świat byłby bez... mężczyzn, chociażby tych grających w zespole Szun Waves - Luke Abbot, Laurence Pike, Jack Wyllie z Portico Quartet na saksofonie. 19 sierpnia ukaże się ich najnowsze dzieło  zatytułowane "Earth Patterns".