To w ostatnich tygodniach kolejna nasza wizyta w Portugalii. Ten skrajny rejon Europy rzadko bywa kojarzony z muzyką alternatywną. Całkiem niedawno zaprezentowałem bardzo udany album "MERCADO 48" - DANIELA KNOXA, który większość zarówno krajowych, jak i zagranicznych recenzentów niestety przegapiła. Od tego są takie blogi, żeby odnajdywać wartościowe propozycje niesłusznie lub z jakichś innych tajemniczych powodów pominięte. Tym razem zamiast wycieczki po malowniczym mieście PORTO, zajrzymy do równie urokliwej Lizbony. To właśnie tam mieszka i tworzy JEAN PAUL SIMOES, który wraz z grupą przyjaciół ukrywa się pod pseudonimem BLOOM. Pod koniec grudnia 2025 roku ukazała się trzecia w dorobku i zdecydowanie najlepsza płyta tego artysty zatytułowana "DO NOT DISTURB".
Wcześniej portugalski muzyk wyrażał się artystycznie w bardzo słabo znanej formacji BELLE CHASE HOTEL. Jednak postanowił odnaleźć nieco inny rodzaj języka oraz rozwinąć kontakt z pewnymi ulubionymi w ostatnim okresie estetykami - americana, indie-folk - które stały się dla niego ważne. Tak powstał projekt BLOOM. Debiutancka płyta, wydana w 2016 roku - "Tremble Like A Flower", skupiła się na delikatnych melodiach, wokół których rozbudowaną wspomnianą wcześniej indie-folkową stylistykę. Druga w kolejności "Drafty Moon" przyniosła wraz z sobą sporą zmianę brzmienia. To ostatnie stało się dużo bardziej energetyczne, zagęszczone, nawiązywało do indie-rocka, w świadomy sposób akcentowało rolę gitary elektrycznej.
Najnowsze wydawnictwo zatytułowane "DO NOT DISTURB", to powrót do miejsca, gdzie portugalski twórca czuje się najlepiej. Zawiera ono refleksyjne, pogłębione kompozycje, w których znajdziemy znów mnóstwo spokoju i przestrzeni. Brzmienie skupia się wokół głosu oraz instrumentów akustycznych - gitara, kontrabas, skrzypce, saksofon. Warto podkreślić, że Jean Paul Simoes tym razem postanowił zrezygnować z klasycznie pojętej perkusji. Kolejne takty można odmierzać na różne sposoby.
Od pierwszych dźwięków najnowszej propozycji czuć, że JP. SIMOES traktuje wokal nie tylko jak nośnik tekstu, ale także jako podstawowy instrument o indywidualnym charakterze. Głęboka barwa, tu i ówdzie przypomniała mi tembr Kurta Wagnera z grupy Lambchop, to podstawowy składnik tej płyty. Inne skojarzanie bliższe lub dalsze to - Nick Drake, Mark Kozelek, Bill Callahan. W dużym uproszczeniu mógłbym powiedzieć, że BLOOM momentami brzmi jak Lambchop, tyle że nagrany w europejskim mieszkaniu, późną nocą, bez klasycznej sekcji rytmicznej i bez potrzeby bycia zespołem.
Tematyka poszczególnych piosenek zawiera cały bogaty wachlarz skojarzeń - od refleksji nad samotnością, aż po celebrację przyjaźni "Beautiful Friends". Sporo tutaj subtelnych obrazów, swobodnych skojarzeń, pozbawionych taniego sentymentalizmu, co sugerowałby liryczny charakter tych kompozycji. Po drodze znajdziemy urokliwe ornamenty skrzypiec, jak chociażby "If I Was Someone Lovely",czy instrumentalne odsłony, wypełnione tonami saksofonu "Underwater Converstaion", lub zmysłowy i zamykający całość, tytułowy "Do Not Disturb". W drugiej części płyty czegoś mi zabrakło, może wyraźniejszych akcentów itp. Stąd moja nota.
Muzyka grupy BLOOM niczego nie próbuje udowadniać światu. Ta płyta ma raczej coś do zaoferowania wszystkim tym, którzy naprawdę zechcą poznać to wydawnictwo. Autor sugeruje nieśmiało, że to być może ostatnia jego płyta pod tym szyldem. Czas pokaże, co zostanie z tych sugestii.
(nota 7-7.5/10)
Dziękuję wszystkim za życzenia i pozdrowienia - odpowiadam zbiorowo. Oby Nowy Rok nie był gorszy od poprzedniego. Zawsze jest czego słuchać i co czytać. W strefie "Dodatki..." zapowiedź wiosennej premiery (12 marca) płyty "DEATH MOTELS", kalifornijskiej grupy THIS LONESOME PARADISE.
Zatrzymamy się w Londynie, nasi dobrzy znajomi z grupy DRY CLEANING wczoraj opublikowali nowy album zatytułowany "Secret Love".
Podgrzejemy atmosferę przenosząc się do Michigan. Trzy dni temu grupa PROSTITUTE przypomniała o sobie "nowym-starym" singlem, który promował ich ostatni album "Attempted Martyr".
Zawitamy do miasta Detorit. Wczoraj ukazała się ciekawa i zapowiadana przeze mnie płyta zespołu WINGED WHEEL - "Desert So Green". Warto zapoznać się z całym wydawnictwem.
MISS TYGODNIA - nie był to zły początek roku, skoro mogłem znaleźć takie prestiżowe wyróżnienie. Przed Wami połączone siły japońsko-amerykańskie, czyli SHUTARO NOGUCHI AND THE ROAD HOUSE BAND, wyborny i zdecydowanie najlepszy fragment z ich jesiennej płyty "ON THE RUN". Czasem wystarczy kilka pierwszych taktów i już wiesz..., że to TWOJA MUZYKA!
KĄCIK IMPROWIZOWANY - w Kapsztadzie było dziś 28 stopni, a właśnie stamtąd pochodzi ASHER GAMEDZE, który 27 lutego opublikuje album zatytułowany "A Semblance: Of Return". Kilka dni temu pojawił się nowy singiel z tego wydawnictwa.
Pamiętam, że przed rokiem bardzo chwaliłem wznowienie płyty "ABENDMUSIKEN" niemieckiego kwartetu z Marbergu, który przyjął nazwę GREEN COSMOS (warto do niej wrócić, wyborna rzecz!!). Kilkanaście dni temu, w grudniowy czas ukazał się kolejny zestaw rzadkich nagrań "MORGENMUSIKEN". Wprawdzie nie jest tak udany jak poprzedni, ale każdy fan spiritual-jazzu powinien na nim znaleźć coś dla siebie.

