Głównym bohaterem dzisiejszej odsłony bloga jest rdzenny mieszkaniec Alaski - Nicholas Galanin. Po ciężkim wypadku (złamał kręgosłup oraz żebra, ale lekarze jakoś go poskładali w jedną całość) ojciec nadał mu imię - YEIL YA TSEEN, co oznacza: "Kruk, który przetrwa". I to właśnie zmarłemu w 2021 roku ojcu Galanin poświęcił swój najnowszy wydany wczoraj album zatytułowany "STAND ON MY SHOULDERS". Ów tytuł miał w zamierzeniach autora jedenastu kompozycji symbolizować wdzięczność wobec przodków plemienia TLINGIT oraz spuścizny artystycznej. Na okładce, która również odwołuje się do lokalnej tradycji, możemy dostrzec reprodukcję zdjęcia ojca, w tradycyjnym stroju TLINGIT.
To druga płyta Nicholasa Galanina, po nieźle przyjętym debiucie "INDIAN YARD" (2021). Tym razem autor wszystkich kompozycji postanowił zaprosić do współpracy kilku artystów. Wśród nich znajdziemy osoby nieco bardziej rozpoznawalne jak: Portugal The Man, czy Meshell Ndegeocello oraz te nieco mniej - Anel Figueroa czy Hanna Ben, co przy okazji podkreśla kolektywny charakter tego wydawnictwa. Album "STAND ON MY SHOULDERS" poszerza artystyczną wizję YA TSEENA, zarówno muzycznie, jak i tematycznie. Wiele z tych piosenek jest bardzo starannie dopracowana. Przykuwają uwagę specyficzną lekkością i charakterystycznym brzmieniem.
Nicholas Galanin jest znanym, głównie lokalnie, artystą wizualnym i performerem. Posiada tytuł magistra sztuk pięknych. Jego muzyka nie jest projektem pobocznym, tylko jednym z narzędzi wypowiedzi artystycznych, obok rzeźby ( w drewnie), instalacji czy performensów. Mieszkaniec Alaski z pewnością nie stylizuje się na "rdzennego artystę" , tylko działa z wnętrza ciągle żywej kultury TLINGIT. Ta ostatnia to przestrzeń starannie kultywowana przez mieszkańców południowo-wschodniej Alaski. Opiera się na ciągłości pokoleń, szacunku do świata natury, odpowiedzialności wobec przodków i przyszłych generacji. Nicholas Galanin mówi wprost: "To, co robię istnieje również dlatego, że ktoś był przede mną". W innym wywiadzie dodał: "To świadoma próba odejścia od narracji o bolesnych historiach i skupienia się na wyzwoleniu jako akcie oporu (...). Mamy miłość, mamy radość, mamy rodziny i dzieci. Nie definiuje nas tylko trauma".
Warto podkreślić, że w wypadku prac tego artysty nie mamy do czynienia z lokalnym folklorem. Przeszłość to nie muzeum - tylko jeden ze sposobów odniesienia się do teraźniejszości. Dlatego niektórzy odbiorcy mogą być odrobinę zaskoczeni, lub nawet zawiedzeni, że na albumie "STAND ON MY SHOULDERS" nie znajdą żadnych "etnicznych wstawek". Muzyka zaproponowana przez artystę jest jak najbardziej współczesna - indie-pop, elektronika, eksperyment. W jego przekonaniu stanowi jakąś formę ciągłości kulturowej. Z jednej strony jest to długimi fragmentami bardzo udana indie-popowa płyta. Z drugiej jak najbardziej współczesny głos przedstawiciela kultury TLINGIT, który stara się wypowiadać aktualnym językiem.
YA TSEEN ma wyraźną słabość do syntezatorów analogowych, które kolekcjonuje. Brzmienie tych ostatnich stanowi osnowę wielu kompozycji. Te z kolei najbardziej przypomniały mi, tu i ówdzie, dokonania grupy Washed Out. Podobna dream-popowa aura, swoboda w kreśleniu zgrabnych linii melodycznych. Z kolei linie rytmiczne są sprężyste, miejscami nieco syntetyczne, choć wiele utworów posiada hipnotyczny rytm, który niesie słuchacza. Mimo użycia elektroniki słychać w tych nagraniach dużo oddechu - żywe instrumenty, sporo nakładek wokalnych, przestrzeń w miksie. Ta płyta ma więcej atutów niż pozornie się wydaje.
(nota 7-7.5/10)
Spotkanie z naszymi dobrymi znajomymi z Londynu - DEARY. Ich piosenki kilka razy pojawiały się w dodatkach. Ta najnowsza, utrzymana w duchu Slowdive, zwiastuje premierę nowej płyty - "BIRDING" (3 kwietnia).
Wizyta w Norwegii przyniesie nową muzykę grupy MISTY COAST. Przy okazji zapowiedź płyty zatytułowanej "ALWAYS SUN", która pojawi się 24 kwietnia.
Niemiecki twórca Sascha Ring, czyli Apparat, również zapowiada nowy album zatytułowany "HUM OF MAYBE" (20 lutego). Oto świeży singiel z tego wydawnictwa.
Pozostaniemy w Berlinie, grupa GOLDEN HOURS dnia 6 lutego opublikuje nowe wydawnictwo zatytułowane "BEYOND WIRES".
Przed nami Manchester. Wczoraj ukazała się nowa płyta formacji SHAKING HAND zatytułowana po prostu "SHAKING HAND". Oto wybrany fragment.
MISS TYGODNIA - to czysta ROZKOSZ słuchać takiego wspaniałego NAGRANIA... i móc je zaprezentować. Obawiam się, że jest kompletnie nieznane, podobnie jak grupa, nawet nie ma swojego odpowiednika w serwisie YT. Londyńskie trio PRACTICAL ANARCHY jest dopiero na początku "kaiery", w dorobku jedynie dwie epki. Barwa głosu wokalistki - Julia Biel - przypomniała mi odrobinę naszą krajową Marsiję, znaną chociażby z występów na płytach Silver Rocket. W połowie grudnia PRACTICAL ANARCHY opublikował drugi krótki materiał zatytułowany "EP 2". A tam, na samym końcu, znalazłem to wyborne cudeńko, z którym oczywiście się nie rozstaję. Przy okazji wrzucę drobny kamyczek do ogródka twórców - dlaczego, ach, dlaczego, ta KOPMPOZYCJA nie trwa przynajmniej 10 min? Jak można było przerwać taką rozkosz tak szybko. Cóż, może w wersji koncertowej potrwa nieco dłużej.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz