sobota, 6 czerwca 2026

AMERICAN CREAM BAND - "TWIN" (Quindi Records) "W poszukiwaniu straconego rytmu"

   AMERICAN CREAM BAND to wciąż bardzo słabo znana grupa, założona w 2012 roku w mieście Minneapolis przez Nathana Nelsona. Zamiast klasycznego i sztywnego podziału na wyznaczone z góry role, amerykański twórca stworzył coś w rodzaju "muzycznej komuny" - otwartą platformę dla lokalnych instrumentalistów, związanych ze sceną niezależną, którzy chcieli czegoś więcej niż przewidywalnych kompozycji, utrzymanych w tradycyjnym podziale "zwrotka/refren". Wydana wczoraj znakomita płyta zatytułowana "TWIN" stanowi podsumowanie pierwszego okresu działalności tej załogi, a przy okazji wytycza nowy kierunek na drodze ich artystycznego rozwoju.





Nazwa "American Cream Band" odnosi się do specyficznego, gęstego psychodelicznego brzmienia. Muzyka amerykańskiego zespołu - podobnie jak nazwa - jest lepka, wielowarstwowa, momentami zabarwiona słodyczą, innym razem kwaśna, podszyta brudem i surowością amerykańskiej sceny niezależnej. Dotychczasowa dyskografia AMERICAN CREAM BAND to swoista kronika kontrolowanego chaosu. Na początkowym etapie (nieźle przyjęta płyta "Presents" z 2023 roku), zespół poruszał się głównie w rejonach lo-fi psychodelii, hipnotycznego krautrocka w stylu Can oraz instrumentalnego space rocka. Ich wczesne kompozycje - pojawiały się na łamach tego bloga - przypominały niekończące się plemienne jamy, gdzie transowy rytm perkusji stanowił fundament pod śmiałe gitarowo-saksofonowe improwizacje. Panowie oraz pani grali surowo, eksperymentalnie, bez zbędnego oglądania się na radiowe formaty.


Znakomity, wydany wczoraj album "TWIN", zderza dotychczasową surowość z nową taneczną energią. Słuchając tego materiału mogą przyjść do głowy różne porównania. Jedno z nich zabrało mnie prosto do Nowego Yorku z okresu lat 70/80-tych. Najważniejszym punktem odniesienia może być tutaj wybitny album formacji Talking Heads - "Remain In Light" (1980). Podobnie jak David Byrne i Brian Eno w tamtym czasie, Nathan Nelson zaprosił do studia liczną grupę przyjaciół i gości (w sumie osiem osób), żeby stworzyć gęste polirytmiczne faktury dźwiękowe. Wiele z tych utworów zawartych na płycie "TWIN" pulsuje rytmem funku, afrobeatu, które tak pięknie zdefiniowało i wykorzystało wspomniane wcześniej dzieło Talking Heads. 

Słychać to całkiem wyraźnie chociażby w wokalnych dialogach. Z jednej strony mamy melodeklamacje Nelsona, a z drugiej oniryczne wokalizy Liz Buhmann. Cudowne zderzenie męskiej oraz żeńskiej energii. Bas i perkusja grają tu transowe zapętlone figury, które pchają kompozycje do przodu. Warto jednak podkreślić, że AMERICAN CREAM BAND nie kopiuje bezmyślnie dawnych  mistrzów - świadomie czerpie z ich nowofalowej spuścizny i przepuszcza ją przez własny duszny psychodeliczny filtr.

"Tworząc ten album, zdałem sobie sprawę z tego, że muszę wykreować coś konfrontacyjnego. Coś na kształt dźwiękowej fali. Chciałem, żeby muzyka była fizyczna i bezpośrednia - żeby uwalniała napięcie w tym samym stopniu, w jakim je tworzy" - Nathan Nelson. 





Płyta "TWIN" długimi fragmentami brzmi tak, jakby została zarejestrowana "na setkę", w ciasnej, niezbyt dobrze oświetlonej piwnicy. Co ciekawe, mimo nagromadzenia sporej ilości instrumentów i zagęszczenia materiału dźwiękowego, całość brzmi świeżo i selektywnie. Twardym rdzeniem tych kompozycji jest praca sekcji rytmicznej, która napędza i buduje dramaturgie poszczególnych odsłon. Perkusja Mata Heinricha jest sucha, przywołuje skojarzenia z niektórymi albumami przedstawicieli afrobeatu. Z kolei partie basowe nadają kompozycjom przyjemny klubowy wymiar. Na taki zgrabny fundament Nathan Nelson i przyjaciele nałożyli warstwy brudnych gitar i syntezatorów oraz partie saksofonu, które zamiast klasycznych jazzowych solówek przynoszą wraz z sobą wiele dodatkowych barw.

Jeśli chodzi o smaczki techniczne, które wielbiciele muzycznych odkryć zwykle sobie cenią, warto wspomnieć o efekcie "Tape Echo". W utworze "No Funeral Necessary" saksofon i wokale przepuszczono przez taśmowe efekty delay. Dzięki temu dźwięk zdaje się pływać pomiędzy kanałami, tworząc hipnotyczną przestrzeń.  Warto w tym miejscu podkreślić, że aranżacje na płycie "TWIN" długimi fragmentami są przepyszne. W tym samym czasie pięknie współbrzmią: klasyczny zestaw perkusyjny, elektroniczny automat perkusyjny z epoki oraz kongo lub grzechotki.

Autorowi "TWIN" przyświecała koncepcja "Coincidentia Oppositorum" ("jedność przeciwieństw" Mikołaja z  Kuzy). Nathan Nelosn wykorzystał ów termin, żeby usprawiedliwić zderzenie pozornego "chaosu", z lekkością zgrabnej melodii. W zamierzeniach twórcy z Minneapolis "STRONA A" krążka miała być ekstrawertyczna - pulsująca rytmiczną energia. "STRONA B" - introwertyczna, utrzymana w duchu transowej improwizacji. 

"American Cream Band przestał być moim solowym projektem, a stał się żywym organizmem. Ta płyta ma ciągle zadawać pytanie o to, czym właściwie jest wolność i dlaczego jako ludzie ciągle zbieramy się razem w jednym pomieszczeniu, żeby stworzyć coś z niczego, bez żadnego racjonalnego powodu".

Na płycie "TWIN" Nathan Nelson i jego ośmioosobowa załoga przypominają nam o pierwotnej sile muzyki. Wspominają także o tym, że wiele pięknych rzeczy wymyka się schematom, prostym podziałom i powstaje na pograniczu różnych skrajności.  W tej perspektywie jest to również album o wyzwaniach, otwarciu na to co inne, i tak potrzebnej nie tylko w muzycznej przestrzeni tolerancji. Tej płyty nie słucha się jak każdej  innej, tylko się w niej zanurza i pływa. Może zdarzyć się tak, że ktoś zechce zatopić się w tym magnetycznym oceanie na wiele długich godzin i dni. Polecam!

(nota 8/10)

  





Waszą ulubioną strefę "Dodatków" rozpocznie nowy singiel amerykańskiej grupy MIDNIGHT MAGIC, który świetnie wpisze się w nastrój omawianej przeze mnie płyty.






Z Nowego Yorku przeniesiemy się do Los Angeles, skąd pochodzi  grupa NIGHTTIME, która 10 lipca opublikuje album "Looking Glass".





Dziś sporo śpiewających pań, kolejna wokalistka pochodzi z Nowego Yorku, Beck Zegans i fragment z płyty "Engraving Of Armor".





Przed nami wizyta w Belgii, skąd pochodzi artystka ukrywająca się pod pseudonimem CAMILLE CAMILLE. Kompozycja znalazła się na jej ostatniej płycie "Enchanted Sea".






Indonezja rzadko pojawia się w naszej muzycznej wyliczance. Grupa THEE MARLOES pochodzi z Surabayonu, wydała niedawno całkiem udany album zatytułowany "Di Hotel Malibu".





Przeniesiemy się do Melbourne, gdzie działa ERICA TUCCERI, oto jej najnowszy udany singiel.





Wczoraj ukazała się zapowiadana przeze płyta brytyjskiej grupy TARA CLERKIN TRIO zatytułowana "Somewehere Good" (utwór z tej płyty otrzymał wyróżnienie "miss tygodnia"). Recenzent portalu Pitchfork wystawił wczoraj temu albumowi moim zdaniem zbyt szczodrą notę 8.1. Choć ta wspaniała kompozycja niezmiennie mnie urzeka.






Artysta z Berlina przybrał pseudonim FRANCOS PAIN, kilka dni temu opublikował nowy singiel.






KĄCIK IMPROWIZOWANY - przeniesiemy się do Leeds, gdzie działa i tworzy MALCOLM STRACHAN, niedawno ukazała się nowa płyta jego załogi zatytułowana "Look On The Birght Side".




 
Na koniec wizyta w Niderlandach i spotkanie z naszym znajomym duetem - TRIGG & GUSSET, oto ich nowy singiel.








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz