sobota, 13 czerwca 2026

YEA - MING AND THE RUMOURS - "RESIDUE" (Dandy Boy Rec.) "W osadzie wspomnień"

 
  W czasach, gdy coraz więcej artystów próbuje za wszelką cenę nadążyć za trendami, Yea-Ming And The Rumours konsekwentnie pozostają wierni estetyce, która wydaje się istnieć poza bieżącym obiegiem. „Residue” to album zanurzony w nostalgii, ale wolny od sentymentalizmu – czerpiący z tradycji indie popu, jangle popu i gitarowej melancholii, a jednocześnie brzmiący zaskakująco świeżo. Już sam tytuł sugeruje zainteresowanie tym, co pozostaje po doświadczeniach, relacjach i emocjach, które z biegiem czasu osiadają w pamięci niczym osad. Na swoim najnowszym wydawnictwie zespół nie tyle rozpamiętuje przeszłość, co przygląda się jej z perspektywy dojrzałości, zamieniając wspomnienia w kolekcję subtelnych, znakomicie napisanych piosenek.







Zespół wywodzi się z alternatywnej sceny miasta San Francisco, jego członkowie grają ze sobą od 2015 roku. Wokalistka oraz liderka Yea-Ming Chen od siódmego roku życia uczyła się grać na fortepianie. Była nawet studentką prestiżowego Uniwersytetu Berkley, ale zrezygnowała z nauki, twierdząc, że szkolnictwo jest zbyt akademickie i nudne. Nazwa grupy odnosi się do kultowego albumu Fleetwood Mac - "Rumours". Wcześniej przez dziesięć lat Yea-Ming współtworzyła zespół Dreamdate, wraz z przyjaciółką Anną Hillburg. Stworzyła również ścieżkę dźwiękową do filmu "The Surogate Valentine Trilogy". Amerykańska grupa posiada cztery albumy w dorobku. Przygodę wydawniczą zaczęli w 2016 roku, kiedy to ukazał się album "I Will Make You Mine", który był jednocześnie ścieżką dźwiękowa do ostatniej części wspomnianej wcześniej trylogii. Kolejny album "So, Bird..." (2022), nagrany został we współpracy z dawną przyjaciółką z grupy Dreamdate. 








Najnowszy album zatytułowany "RESIDUE" ukazał się wczoraj. Koncepcyjnie jego autorka skupiła się na "emocjonalnym resecie" oraz akceptacji niedoskonałości. Yea-Ming Chen chciała odejść od dotychczasowego indie-folkowego brzmienia i zerknąć nieco bardziej w stronę eksperymentalnych  rozwiązań. Całość materiału zespół zarejestrował w prywatnej przestrzeni mieszkalnej, stąd ta naturalna akustyka, która nadaje płycie ciepły, niemal intymny klimat. 

Basista Rob Good nie tylko zagrał dobre, wpadająco w ucho linie, ale wziął na siebie ciężar odpowiedzialności za miks. Gitarzysta Eoin Galvin udanie balansował pomiędzy dwoma światami. Z jednej strony mamy szorstkie, ale wdzięczne indie-rockowe riffy z lat 90-tych, trochę w stylu niektórych dokonań Yo La Tengo. Z drugiej przepiękną, ślizgającą się gitarę hawajską, czyli partie gitary typu lap steel, która wprowadza do całości nostalgiczną przestrzeń country folku.



"Sweet Opiates" - ta piosenka (od której rozpocząłem dzisiejsze spotkanie) zrodziła się z eksperymentów z rytmem. Pierwotnie chciałam, żeby miała hipnotyzujący klimat w stylu Stereolab. To, co z tego wyszło, brzmi jak dyskotekowe Saint Etienne albo The Cardigans, który też uwielbiam" - oświadczyła Yea-Ming Chen.


Głos wokalistki to wdzięk prostoty. Bywa bliski, pozbawiony wielkich przestrzennych pogłosów (reverb), czy sztucznych opóźnień. Ta surowość techniczna powoduje, że można odnieść wrażenie, jakby artystka siedziała z nami w pokoju - choć podczas rejestracji nagrań to był pokój w jej mieszkaniu - i śpiewała nam prosto do ucha. Zdaje się, że pisanie smutnych piosenek ukrytych pod zgrabnymi melodiami wychodzi amerykańskiej wokalistce najlepiej. Choć liderka śpiewa o rozstaniach, żalu i bolesnym rozliczeniu z przeszłością, to jej delikatny kojący głos sprawia, że do niektórych piosenek chce się wrócić. 


Oczywiście nie wszystkie odsłony udało się zamknąć w podobnie czarujących kompozycjach. Nie jest to perfekcyjna płyta, i w gruncie rzeczy może w ogóle nie miała taka być. W moim odczuciu środkowa część albumu cierpi na pewną monotonię. Niektórym może zabraknąć tutaj zwrotów akcji, skromne aranżacje zaczynają być do siebie podobne i zlewają się tu i ówdzie w senne plamy dźwięku. Zespół zbyt rzadko opuszcza swoją strefę komfortu, pomimo deklarowanego na wstępie pragnienia eksperymentu. Ostatecznie "Residue" zostawia słuchacza z takim uczuciem, o jakim opowiada płyta z "emocjonalnym osadem". Nie wszystkie utwory błyszczą tym samym jasnym światłem - to prawda - jednak w swoich najlepszych momentach nostalgia Yea - Ming Chen bierze górę i może poruszyć.


(nota 7.5/10)


  




 Zwykle na początku tej strefy staram się podtrzymać podobny nastrój. Tak będzie i tym razem. Przeniesiemy się do stanu Kalifornia, gdzie działa zespół TENNELL. Oto ich najnowszy jeszcze ciepły singiel.








Szybki lot do Australii przyniesie spotkanie z mało znaną formacją ENOLA, która niedawno opublikowała nowy singiel. 







Z prędkością światła przeniesiemy się do Londynu, żeby udać się na spotkanie z MARINĄ YOZORĄ. Oto jej najnowsza propozycja.







Raz jeszcze Australia, tam znany ze składu Nick Cave And The Bed Seeds  - MICK HARVEY oraz towarzysząca mu wokalistka AMANDA ACEVEDO, i zapowiedź wrześniowej premiery ich płyty "Psychodelia In White".







Nasi znajomi z Berlina, formacja THE DHARMA CHAIN, wczoraj opublikowała nowy album zatytułowany "Some Kind Of Pure State".








W Filadelfii mieszka i tworzy nasz znajomy - JEFFREY ALEXANDER, który wraz z grupą THE HEAVY LIDDERS wczoraj wydał nowy album "LIQUID DONNON".







MISS TYGODNIA - to jednocześnie zapowiedź premiery płyty BETH ORTON zatytułowanej "THE GROUND ABOVE", która ukaże się 26 czerwca. Poczekamy dwa tygodnie i zobaczymy.








KĄCIK IMPROWIZOWANY - Los Angeles, a w nim nasz dobry znajomy, wyborny pianista BILLY CHILDS i fragment z jego najnowszej płyty zatytułowanej "TRIUMVIRATE".












Brak komentarzy:

Prześlij komentarz