sobota, 27 lipca 2024

SLOWLY ROLLING CAMERA - "SILVER SHADOW" (Edition Records) "W oku kamery"

 

    Przyznam, że w mijających dniach i godzinach niewiele miałem czasu na odsłuchanie nowych płyt, singli oraz epek. Obiecuję, że postaram się szybko nadrobić zaległości. Dlatego dzisiaj nieco mniej słów i mniej muzyki. Rozpocznę od płyty, której premiera miała miejsce w dniu wczorajszym. Dokonania brytyjskiej formacji Slowly Rolling Camera prezentowałem już kilka razy. Ich ostatni album długogrający zatytułowany "Flow" (2023), do końca mnie nie przekonał. Z pewnością nie w taki sposób, w jaki zrobił to jego znakomity poprzednik "When The Streets Leed" (2021). Zespół Slowly Rollling Camera w 2013 roku powołał do życia Dave Stapleton (założyciel wytwórni płytowej Edition Records), przy współudziale perkusisty Eliota Bennettta, producenta Deri Robertsa oraz wokalistki Dionne Bennett, która opuściła szeregi grupy tuż opublikowaniu trzeciego wydawnictwa w dorobku zespołu.



 W pierwszych słowach mojej pobieżnej oceny jako zwykle życzliwy dla artystów sygnalista pragnę donieść, że płyta "Silver Shadow" jest lepsza od niezbyt wyraźnego i opisywanego na łamach bloga poprzedniego albumu "Flow" (ten ostatni miał stanowić coś na kształt ścieżki dźwiękowej do filmu o kajakarstwie "River Of Mirrors"). Przede wszystkim zawiera ciekawsze kompozycje, pełne barwnych drobin, sugestywnych i leniwie rozwijanych motywów. Oczywiście w wielu fragmentach nadchodzących z wolna recenzji pewnie pojawią się porównania do muzyki filmowej, skojarzenia z kinem (także tym spod znaku noir), wymuszone niejako nazwą zespołu. Gdybym koniecznie miał podążać tym tropem, przywołałbym obrazy Andrieja Tarkowskiego, z charakterystyczną dla nich bardzo wolną pracą kamery albo "pocztówkowe ujęcia" Jeana Pierre'a Jeunetta. Tych ewentualnych tropów filmowych może pojawić się całkiem sporo, każdy z Was będzie miał własne mniej lub bardziej trafne wskazania.

Po wysłuchaniu płyty "Silver Shadow" najbardziej doceniam nie tyle nastrój, który roztaczają wokół kolejne odsłony tego albumu, co krótkie partie swobodnych improwizacji. Ot, pozornie niby nic wielkiego, zwykłe barwne ornamenty, ale podane ze smakiem, klasą i zaprezentowane w odpowiednim miejscu oraz czasie. To właśnie tam widać wkład pracy zaproszonych do studia gości, znanych również z poprzednich wydawnictw sygnowanych nazwą Slowly Rolling Camera - czyli trębacza Verneri Pohjoli, saksofonisty Josha Arcoleo i gitarzysty Stuarta McCallluma (niegdyś The Cinematic Orchestra).



Niespiesznie rozwijający się "Rebirth" przywołuje jakiś mglisty miejski pejzaż z dawno zapomnianego filmu noir. Mój ulubiony "Desert Sun" stanowi połączenie miękkiej elektroniki, jazzu, z prostym motywem, ciekawie rozwiniętym przez instrumenty dęte. Tytułowy "Silver Shadow" może przywoływać skojarzenia z kompozycjami reprezentującymi rejony nu-jazzu. Trochę zabrakło jednej dłuższej i nieco bardziej rozbudowanej kompozycji, w której większy akcent zostałby położony na swobodną improwizację, albo fragmentu, gdzie pojawiłby się ludzki głos. Nieco ambientowo w moich uszach zabrzmiał "When The Sun Comes Out", czy "Mirror Image" - ten ostatni zawiera ślady dawnej poetyki Davida Sylviana. "Evergreen" i singlowy "Beam" - to kolejne świetne momenty nowego wydawnictwa. Gustowne dopełnienie całości znajdziemy w zamykającym album "Spotless Mind", tutaj więcej przestrzeni dla siebie znaleźli gitarzysta Stuart McCallum i saksofonista Josh Arcoleo. Wciąż bardzo lubię zespół Slowly Rolling Camera. Mało kto tak subtelnie, a jednocześnie zupełnie nienachalnie, tłumaczy obrazy, wrażenia, chwile zamknięte w kadrze, szczeliny bezczasu, na język muzyki.

(nota 7.5-8/10)




W strefie "Dodatków..." przeniesiemy się do miasta Somerville w stanie Massachusetts, gdzie rezydują członkowie grupy The Shallows, oto ich ostatni singiel.



Pozostaniemy na amerykańskiej ziemi. Przeniesiemy się do Los Angeles, gdzie kilka lat temu Cory Hanson wraz z kolegami założył grupę Wand. Wczoraj ukazała się płyta zatytułowana "Vertigo". Oto mój ulubiony fragment.


Dzięki nowemu wydanemu wczoraj albumowi artysty - "Resusticate!", możemy wybrać się na koncert Billa Callahana, który miał miejsce w Chicago Thalia Hall w 2022 roku.



Stali Czytelnicy chyba całkiem nieźle pamiętają szkocką grupę Nightshift. Jakiś czas temu zaprezentowałem ich wydawnictwo długogrające zatytułowane "Zoe". Wczoraj ukazał się nowy album, już nie tak ciekawy - "Homosapien". Wybrałem z niego utwór numer dwa.


Północną Kalifornię reprezentuje Nathan Bowles oraz jego trio. Panowie wczoraj opublikowali nowy album zatytułowany "Are Possible".




Skandynawie reprezentuje Oresund Space Collective, który to kolektyw wczoraj wydał album "Orgone Unicorn". Posłuchamy tytułowej kompozycji, panowie nie lubią ograniczać się czasowo, więc przed Wami 23 minuty muzyki.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz