Przed rozpoczęciem zmagań na paryskich kortach im. Rolanda-Garrosa przydałoby się nieco stonować emocje. Czeka nas bowiem dwutygodniowy tenisowy maraton, począwszy od zwykle najciekawszych pierwszych rund turnieju, aż po ostatnie akordy zamykające się niekiedy w nudnym i bardzo przewidywalnym finale. Może nam w tym pomóc najnowsza wydana wczoraj płyta brytyjskiej wokalistki Caoilfhionn Rose (przy okazji warto poćwiczyć wymowę), zatytułowana "Constellation". Tytuł odnosi się do subtelnych relacji i nici powiązań oraz oddziaływań, które powstały, kiedy w studiu nagraniowym, gdzie za suwakami konsolety czuwał producent Aaron Wood, pojawili się zaproszeni przez artystkę goście. To właśnie dzięki nim udało się uzyskać oryginalne brzmienie, a wiele początkowo nieśmiałych pomysłów miało szansę przeobrazić się w coś większego i pełniejszego. Tak się złożyło, że kilku z nich na co dzień dopełnia składu formacji dowodzonej przez Matthew Halsalla, mam tu na myśli perkusistę Alana Taylora i basistę Gavina Barnasa. Saksofonista Jordan Smart grał w dobrze nam znanej brytyjskiej grupie - Mammal Hands. A wspominany już przez mnie przy wielu okazjach John Ellis zakładał przed laty zespół The Cinematic Orchestra.
Ci z Was, którzy na bieżąco śledzą kolejne wpisy na blogu, wiedzą mniej więcej, czego mogą się spodziewać po wydawnictwie "Constellation". Całkiem niedawno zaprezentowałem kilka utworów z tej płyty w wersji koncertowej. Trzeba przyznać, że artyści dość sprawnie przełożyli delikatny język poszczególnych kompozycji na warunki występu scenicznego. Jedyna i główna różnica polegała na tym, że podczas koncertu na saksofonie zagrała Jasmine Myra, która kilkanaście dni temu opublikowała własny premierowy krążek "Rising".
Caoilfhionn Rose to urodzona w Manchesterze wokalistka o Irlandzkich korzeniach (Irlandia Płn.). Po ukończeniu studiów muzycznych w Newcastle, uzyskała dyplom z inżynierii i produkcji dźwięku w Manchesterze - School Of Electronic Music. Początkowo publikowała własne utwory w sieci jako Audrey Daydreamer. Próbując zaistnieć w świadomości szerszego grona odbiorców, zagrała koncert w kawiarni "The Art Of Tea", który przypadkiem oglądał Matthew Halsall. Tuż po jego zakończeniu szef wytwórni Gondwana Records zaproponował młodej i zaskoczonej artystce wydanie albumu w prowadzonej przez siebie oficynie. W ten sposób w 2018 roku światło dzienne ujrzał album "Awaken", a trzy lata później pojawiła się w sklepach kolejna płyta "Truly", która zebrała całkiem niezłe recenzje wśród dziennikarzy i recenzentów. Na dwóch pierwszych wydawnictwach brytyjska wokalistka próbowała łączyć folkową wrażliwość z popową melodyką, dodając tu i ówdzie szczyptę elektronicznego brzmienia.
"Kiedyś pisałam piosenki głównie w celach terapeutycznych, w których dawałam wyraz swoim odczuciom i wspominałam wydarzenia z przeszłości". Caoilfhionn Rose nadal śpiewa o rzekach, lasach, górach, ptakach i rwących strumieniach, gdzie migoczą refleksy zachodzącego słońca, ale potrafi umieścić te elementy w nieco szerszym kontekście. Poza tym jej kompozycje wzbogaciły się o dodatkową paletę barw, dzięki wykorzystaniu tonów saksofonu. Jego subtelne ornamenty świetnie harmonizują z wokalizą brytyjskiej artystki. Ta ostatnia jest łagodna, niespieszna, pełna dziewczęcego uroku i coraz bardziej świadoma tego, co chciałaby oraz potrafi osiągnąć. Zwykle leniwie, ale z rozwagą, przeciąga się od dźwięku do dźwięku, roztaczając wokół aurę spokoju.
Momentami tu i ówdzie mogą przypomnieć się oniryczne fragmenty płyt The Cinematic Orchestra, czy recenzowanej na łamach tego bloga Slowly Rolling Camera lub Snow Poet, choć wokalistka tej ostatniej formacji jest o wiele bardziej zaangażowana w budowanie partie wokalnych, stosuje rozmaite techniki, w wyrafinowany sposób bawi się konwencją bądź frazą. Jakby nie patrzeć, album "Constellation" - Caoilfhionn Rose to najlepsze wydawnictwo w całym i wciąż jeszcze skromnym dorobku brytyjskiej wokalistki.
(nota 7.5/10)
Na początek zaskoczenie i miła niespodzianka, która pojawiła się w chwili, kiedy wśród wczorajszych premier płytowych odkryłem nowy album Michaela Shrieve'a zatytułowany "Drums Of Compassion". Michaela Shrieve to amerykański perkusista, członek dawnego zespołu Carlosa Santany, znakomity muzyk sesyjny, który grał z największymi artystami. Na wczoraj wydanej płycie pojawia się obok Amona Tobina, Jacka De Johnette'a czy Treya Gunna.