sobota, 8 marca 2025

MONDE UFO - "FLAMINGO TOWER" (Fire Records) "Piosenka jest dobra na wszystko"

 

   ile pamięć mnie nie zawodzi, zaprezentowałem już niegdyś nagrania amerykańskiej grupy Monde UFO. Zdaje się, że było to przy okazji wznowienia ich wydawnictwa zatytułowanego "7171", które w tamtej rozszerzonej wersji zostało wzbogacone o nagrania demo oraz kompozycje zamieszczone na wcześniej wydanej i niezbyt dobrze wypromowanej epce. Formacja z miasta Los Angeles nie należy do tych, której twórczość jakoś szczególnie byłaby komentowana w prasie branżowej. Wzmianki o ich działalności, czy to wydawniczej czy to koncertowej, raczej można znaleźć jedynie na nielicznych blogach tematycznych prowadzonych przez niezależnych pasjonatów, którzy nie zwracają szczególnej uwagi na obowiązujące mody oraz style. Dokładne określenie tego ostatniego wydaje się być nieco problematyczne, jeśli chodzi o grupę Monde UFO, czego potwierdzeniem są niezbyt udane próby zamknięcia ich dokonań w konkretnej i ciasnej szufladce.





Przy tego typu okazjach pojawiają się porównania do zespołu Yo La Tengo (bardzo wątpliwe) - "Jakby piosenki Yo La Tengo połączyć z muzyką improwizowaną", lub do płyt zespołu Spaceman 3 - "Spaceman 3 spotyka "Vanishing Twin" (ta druga formacja to znacznie lepszy trop). W próbach uchwycenia estetyki Monde UFO można napotkać również takie nazwy jak: Broadcast, Beck, Bark Psychosis, neopsychodelia, bedroom-pop, french-pop, czy nawet thai-pop. Kto bogatemu zabroni...

Trudno zaprzeczyć, że ten czytelny popowy zarys w kompozycjach Monde UFO jest nieobecny. W jądrze ich piosenek zawsze znajdziemy mniej lub bardziej zaakcentowaną zgrabną melodię. Na poprzednich wydawnictwach, chociażby "Vandalized Statue To Be Replace With Shrine", często przybierała ona kształt zwiewnej samby lub bossa novy, celowo przełamanej, odrobinę zdekonstruowanej lub przyprawionej psychodelicznym sosem. W tym kontekście określenie psycho-pop charakteryzujące poczynania Amerykanów wydaje się być najbliższe prawdy.





"Bossa nova/Samba - to pierwsza muzyka, którą kiedykolwiek zaśpiewałem, przy której się nie wzdrygnąłem i która przykuła moją uwagę" - oświadczył wokalista i współzałożyciel grupy Ray Monde. Jako nastolatek lubił posłuchać płyt The Velvet Underground, The Clash i Sonic Youth, na późniejszym etapie odkrył albumy Sun Ra i Johna Lurie. Bez cienia przesady można powiedzieć, że echa twórczości wszystkich wymienionych powyżej artystów znajdziemy na wydawnictwach Monde UFO. 

Nieśmiałe początki i pierwsze muzyczne kroki Ray Monde zabierają nas do magazynu mieszczącego się przy 7th Street w Los Angeles, gdzie artysta ćwiczył używając starych organów kościelnych, automatu perkusyjnego, a uzyskane w ten sposób dźwięki rejestrował na kasetach magnetofonowych. Później nawiązał relacje z Krisem Chau (urodzonym w Hanolulu na Hawajach), saksofoniście i klawiszowcu, po godzinach także artyście malarzu. Zbliżył ich do siebie podobny gust muzyczny i skłonność do eksperymentowania. Do duetu z czasem dołączyli Karen Haug i Brian Bartus.

Duet Monde/Chau robi wiele, żeby przyciągnąć uwagę bardziej świadomego i zaprawionego w alternatywnym boju słuchacza. Ci nieco mniej przygotowani do obcowania z tego typu twórczością z pewnością pokręcą nosem. Ani to klasyczny pop - niby słychać melodie, ale całość brzmi jakoś dziwacznie. Ani to nie jest jazz, bo improwizowanych części jest zbyt mało. Partie swobodnej improwizacji pełnią tu raczej rolę ozdobników lub stanowią coś w rodzaju kontrastu dla ogólnie przyjętego schematu. Jeśli chodzi o te ostatnie, to moim zdaniem tych swobodnych  wypowiedzi saksofonu czy gitary tym razem mogłoby być odrobinę więcej.

Przy okazji płyty "Flamingo Tower" nie wykorzystano typowej dla wcześniejszych poczynań grupy melodyki "Bossa nova/ Samba", choć jeden znaczący tytuł wypada odnotować - "Samba 9". W "Sunset Etertainment" mamy coś na kształt próby stworzenia chwytliwego indie-popowego singla, okraszonego czy też "przełamanego" typową dla twórczości Monde UFO solówką. Świetny "Old Toon Pollution" - to kolejna niby prosta piosenka "zakwaszona" celowo gdzieś od środka. "Ave Tascam" brzmieniem przypomina nagranie dokonane przypadkowo podczas próby. W trakcie odsłony "Mortificanto" mogą przypomnieć się dobre momenty mojej niegdyś ulubionej formacji SKELETONS, z okresu albumów "Money" czy "People". Całą płytę "Falmingo Tower" wieńczy udanie najbardziej psychodeliczny w tym zestawieniu "Psalm 3".

(nota 7.5/10)

  


Zgodnie z tytułem wpisu w dalszej jego części pojawi się sporo dobrych piosenek, naturalnie w mniejszym lub większym alternatywnym przebraniu. Postaram się również zachęcić Was do przesłuchania w całości trzech, moim zdaniem, udanych płyt. Rozpoczniemy jednak od spotkania z młodzieżą z Londynu, którzy przyjemnie szarpią struny gitar. Formacja przybrała niezbyt wyszukaną nazwę SONIC ANGEL, a tym udanym singlem zapowiada nadejście epki zatytułowanej "10K", premiera 20 marca.



  
Przed nami wizyta na duńskiej ziemi. Niedawno wspominałem o grupie The Raveonettes, a tu proszę, kilka dni temu ukazał się nowy singiel grupy.





Pierwszy album w dzisiejszym zestawieniu "Dodatków...", który warto posłuchać w całości, należy do brytyjskiej grupy z miasta Sheffield - PALE BLUE EYES - "NEW PLACE". Wydawnictwo ukazało się wczoraj i bardzo przyjemnie mnie zaskoczyło. W ten sposób się kończy.




Cóż, że ze Szwecji... duet prosto ze Sztokholmu - Claudia Jonas i Gustav Jenne Forsa, czyli ART LONGO oraz ich jeszcze ciepły singiel.




Język francuski zaprowadził nas prosto do... Francji oraz na niedawno wydany album JEANA ELLIOTA SENIORA - "Hautes Roches".




Bardzo przypadła mi do gustu piosenka zaśpiewana w przyjacielskim duecie Nathaniel Ratelief i Gregory Alan Isakov (ten drugi gościł już na łamach bloga) zatytułowana "Flowers". Tak to się kiedyś robiło, zgrabna melodia, gitarowa solówka... i już! I dziękuję bardzo, zapraszam do ponownego przesłuchania. Przy tej okazji - "Dzień Kobiet" - pragnę gorąco pozdrowić piękne Panie i podziękować za obecność stałym Czytelniczkom.




Zalecam również błyskawiczne dotarcie do udanego albumu Alabaster DePlume - " A Blade Because A Blade Is Whole".  Na zachętę zaproponuję taki oto singiel, który promował to opublikowane w dniu wczorajszym wydawnictwo.




"MISSS TYGODNIA" - artysta o brytyjsko-kanadyjskim paszporcie - MATT MALTESE i prześliczna pieśń - "Always Some MF", w której zasłuchuję się od paru dni. Przyznam, że odczuwam dojmujący niedosyt takich właśnie urokliwych piosenek, ze zwiewną linią melodyczną, smacznie zaaranżowanych, ładnie podanych. Zróbcie głośniej i zaproście do tańca partnerki! Ps. W teledysku udział wzięła sympatia artysty, a cała płyta zatytułowana "HERS" ukaże się 16 maja. Poczekamy. (Cudo!!).




"KĄCIK IMPROWIZOWANY" - niezwykle poruszająco brzmi w tej kompozycji nasz dobry znajomy, saksofonista sopranowy Yuval Cohen, który wraz ze swoim kwartetem płytą zatytułowaną "Winter Poems", opublikowaną na początku lutego, zadebiutował w katalogu oficyny ECM.




Kolejna rekomendacja całej płyty, której premierę jakiś czas temu zapowiadałem. Amerykański pianista Steve Okoński oraz jego trio, z wydanego przed tygodniem albumu "Entrance Music".




5 komentarzy:

  1. Wczoraj wieczorem przesłuchałem „ płytę tygodnia” i pomyślałem: sympatyczna. Dzisiaj z samego rana przesłuchałem jako tło do czytanej książki i pomyślałem: więcej takich płyt proszę 🙂

    OdpowiedzUsuń
  2. Haha, to już bardziej prośba-życzenie dla artystów... Tak jak wspominałem w tekście, warto, moim zdaniem, przesłuchać albumy: Okonski - "Entrance Music", Pale Blue Eyes - "New Place", Alabaster DePlume - "A Blade Because A Blade Is Whole", a do książki nieraz dobrze wchodzi jazz - Juval Cohen Quartet - "Winter Poems" i dorzucę w gratisie wydaną wczoraj lub przed tygodniem reedycje albumu z 1973 roku, czyli Joe Henderson - "Multiple"

    OdpowiedzUsuń
  3. Nowa płyta Alabaster Deplume na razie niedostępna na portalach streamingowych

    OdpowiedzUsuń
  4. na stronie bandcamp artysty można posłuchać

    OdpowiedzUsuń
  5. Nigdy nie słuchałem z bandcamp. Można w całości w dobrej jakości płyty słuchać? Muszę sprawdzić czy mój streamer to opanuje. Z nowych płyt wartą przesłuchania jest: Andy Bell - Pinball Wanderer. Mnie się podoba.

    OdpowiedzUsuń