Rozpocznę od końca - czyli od najważniejszego początku. Producent - a więc osoba, której rola, szczególnie w naszym kraju, bywa zwykle pomijana. To często od niego zależy kształt kompozycji, począwszy od wizji pojedynczego utworu, przez skalę zastosowanych środków i rozwiązań, aż po finalne brzmienie całej płyty. Dobrze jeśli ten przy okazji jest również fachowcem od masteringu - potrafi wydobyć rozmaite dźwiękowe niuanse, dodać takie, a nie inne barwy, nadać specyficznego charakteru. W trudnym zawodzie producenta głównie spełniają się mężczyźni. To prawda. Warto w tym miejscu napomknąć nazwisko Haby Kadry (pojawiała się na łamach bloga kilka razy) - nie tyle producentki, co specjalistki od masteringu właśnie, która ma już ugruntowaną pozycję w tej szczególnej branży, i mnóstwo ważnych albumów na koncie.
Producentem debiutanckiej płyty "All In The Game" formacji MOREISH IDOLS jest Dan Carey (Daniel De Mussenden Carey) - rozpoznawalny i znany w środowisku mistrz konsolety, właściciel studia położonego w południowej części Londynu oraz wytwórni Speedy Wunderground. W jego dorobku znajdziemy cztery nominacje do nagrody Mercury Music Prize, za produkcje albumów Kae Tempest i Nicka Mulveya (2014 rok) oraz pięć lat później, za produkcje płyty Black Midi i Fontaines DC. W bogatym CV Anglika widnieje także współpraca z: Foals, Goat Girl, Squid, Grimes, Caroline Polachek, Bat For Lashes, Lianna Lahavas.
Dan Carey ostatnio wrzucił na warsztat nagrania swoich podopiecznych z formacji MOREISH IDOLS, gdyż tak można powiedzieć o zespole, z którego członkami podpisał kontrakt płytowy. Efekty wymiany myśli, spostrzeżeń oraz doświadczeń są bardzo owocne. Wystarczy posłuchać kilku pierwszych singli - nagranych przed laty w sypialni Toma Wilsona Keletta - zespołu MOREISH IDOLS, a potem zderzyć je z nagraniami zawartymi na wydanym przed tygodniem debiucie - "All In The Game". Po owocach ich poznacie.
Oczywiście to nie zawsze funkcjonuje w tak prosty sposób. Czasem wizja producenta jest zbyt schematyczna, zbyt nachalna albo przesadnie typowa, w stosunku do jego wcześniejszych poczynań - jakby gra toczyła się głównie o to, żeby odcisnąć wymowne producenckie piętno. Cała sztuka polega na tym, żeby wydobyć z artystów - o ile w ogóle to możliwe - coś indywidualnego; odkryć charakterystyczny język, znaleźć niepowtarzalny rys czy rozpoznawalny idiom.
Początkowy duet Jodi Lily (gitara/śpiew) oraz Tom Wilson Kellet (gitara/syntezator/śpiew), w krótkim czasie zdołał pokonać sporą drogę. Na trasie niespiesznej wędrówki ważnym punktem było zaproszenie do składu basisty i perkusisty oraz saksofonisty Dylana Humphreya. I tak oto północna część Anglii (skąd pochodzą gitarzysta i perkusista) połączyła siły z południowymi rejonami Wysp Brytyjskich (stąd wywodzą się pozostali członkowie), a miejscem ich pierwszego spotkania były korytarze uniwersytetu w Falmouth.
"Kładziemy nacisk na bezpośredniość dźwięku. Nagrywaliśmy całość od razu na taśmę, więc wiele przygotowań polegało na tym upewnieniu się, że to, co wychodziło, była prawie w stanie zmiksowanym (...) Lubimy używać kontrastujących dźwięków. Staramy się również zostawiać nagrania w stanie, w którym faktycznie możemy je potem zagrać na żywo".
Po przesłuchaniu całej płyty "All In The Game" widać całkiem wyraźnie wspomnianą wcześniej rękę producenta. Dan Carey zrobił wiele - choć z niczym nie przesadził - żeby brzmienie albumu zyskało na atrakcyjności. W tkance aranżacyjnej znajdziemy klarnet i saksofon, gitarę akustyczną i altówkę. W niektórych fragmentach, jak chociażby w mocno wyróżniającym się "Acid", czy "Dream Pixel", napotkamy partię przybrudzonego brzmienia gitar, w stylu ulubionej przez członków grupy MOREISH IDOLS, kultowej w wąskich kręgach, kapeli - Pavement. Niekiedy praca gitar może przypominać charakterystyczne odmierzanie taktów znane z utworów Radiohead. Z kolej dźwięki klarnetu oraz saksofonu przypomniały mi recenzowany na łamach bloga brytyjski zespół - MUCK SPREADER (płyta "Abysmal"). Zróżnicowane tempo, jak i dynamika, sprawia, że płyty "All In The Game" słucha się z rosnącą ciekawością.
Świetny "Railyway" - jest jednym ze starszych utworów, który doczekał się wielu wersji. Jego pierwotny tytuł brzmiał "Railway Graveyard", został zainspirowany katastrofa kolejową w Boliwii.
Wspomniany wcześniej "Acid" oraz "Slouch" to efekty radosnej i owocnej jamowej sesji. Ponoć najdłużej prace trwały nad tytułowym nagraniem - "All In The Game".
"Po wysłuchaniu całego albumu po raz pierwszy zdaliśmy sobie sprawę, że powinniśmy wykorzystać nasz ostatni dzień w studiu, żeby zagrać "Pale Bule Dot" ponownie, tym razem w nieco bardziej zrelaksowanym akustycznym stylu".
Kończący płytę "Time's Wasting" stanowi jakby drugą część udanego otwarcia "Ambergrin", który wokaliście MOREISH IDOLS przypomniał nagrania grupy Wilco. I tak oto koło tego albumu się zamyka.
Na koniec warto wspomnieć o kilku ważnych inspiracjach w trakcie prac nad tym debiutem. Należą do nich płyty: Natural Information Society, Talking Heads czy mojego ulubionego niegdyś Broken Social Scene - "You Forgot It In People". Co ciekawe, słuchając kolejnych odsłon wydanego przed tygodniem debiutu można odnieść wrażenie, że obcujemy z przedstawicielami amerykańskiej lub kanadyjskiej sceny niezależnej, a nie z dziełem mieszkańców Wysp Brytyjskich.
Na przykładzie udanego wydawnictwa "All In The Game" widać, że gatunek dla członków grupy to tylko nieśmiała sugestia, a nie trwała wytyczna, czy ślepa uliczka bez możliwości manewru. Tutaj ruch odbywa się swobodnie i w wielu kierunkach.
(nota 7.5/10)
Skoczymy za ocean, gdzie w mieście, które lubi deszcz, czyli Seattle, rezyduje grupa Deep See Driver. Pod koniec lutego ukazała się ich płyta "Billboard Heart". Najbardziej przypadła mi do gustu ta piosenka.
Zmienimy lokalizację, wybierając się do Los Angeles, skąd pochodzi formacja Powder Pink & Sweet, która kilka dni temu opublikowała nowy singiel.
Nawiązując do dzisiejszego wątku producentów, dodam nieśmiało, że następną piosenkę wyprodukował duet Brad Cook(współpracował chociażby z Bon Iver) oraz bardziej rozpoznawalny w tym tandemie Josh Kaufman. Wspólnie pomogli islandzkiej wokalistce Arny Marget, która niedawno wydała album "I Miss, I Do". Oto mój ulubiony fragment.
Szybki powrót do Europy przyniesie wraz z sobą przystanek w Oslo. Wokalista grupy Airbag- Bjorn Riis, 11 kwietnia opublikuje nowy solowy album zatytułowany "Filmbulvinter". Póki co możemy posłuchać singla promującego to wydawnictwo.
Pod koniec lutego brytyjski duet Rattle, opublikował album zatytułowany "Encircle". Wybrałem z niego taki oto fragment.
W dniu wczorajszym grupa Throwing Muses opublikowała nowy album "Moonlight Concenssion". Nadarza się okazja, żeby przypomnieć sobie stare przeboje zespołu. Chociażby ten z albumu "The Real Ramona" (1991 rok).
MISS TYGODNIA - tym razem w stroju shoegazeowym. Panowie i pani rozstawią instrumenty, przebiorą się i... Piosenka pochodzi z niedawno wydanego albumu "Four Portraits Of The Same Ugly House", irlandzkiej (miasto Cork) grupy Pebbledash.
W "Kąciku improwizowanym" - cały album, wydany przed tygodniem "Deep Jazz Awaking - Spiritual Jazz vol.1/Astral Jazz". Wydawnictwo zawiera dwadzieścia sześć kompozycji, więc każdy powinien znaleźć tutaj coś dla siebie.
Z piątkowych nowości wsłuchuję się jeszcze w nową płytę Bambara
OdpowiedzUsuńŻeby zamknąć dzisiejszy główny wątek zgrabną klamrą dodam, że album "BIRTHMARKS" - grupy BAMBARA, wydaną przez cenioną wytwórnię Bella Union, wyprodukował Graham Sutton, dawny członek niegdyś mojego ulubionego BARK PSYCHOSIS
OdpowiedzUsuń