sobota, 22 marca 2025

AMIR BRESLER - "TIDE AND TIME" (Raw Tapete Records) "METALE ZIEM RZADKICH"

 

    Płytę dzisiejszego głównego bohatera  - Amira Breslera - miałem przedstawić trzy tygodnie temu, czyli tuż po jej premierze. Jednak cierpliwie czekałem, aż pojawi się kolejne wydawnictwo, związane w pewien sposób z albumem "Tide And Time". Mam tu na myśli krążek Cinema Royal - "Cinema Royal", który ukazał się siedem dni temu. Podpisali się pod nim producent Rejoicer (Yuvi Havkin) i pianista Nitai Hershkovits oraz zaproszeni do studia goście, którzy wzięli do ręki trąbkę, saksofon, zagrali na puzonie i cymbałach. Ta wyżej wspomniana dwójka muzyków pojawiła się również w studiu, kiedy perkusista z Izraela - Amir Bresler - tworzył w pocie czoła kolejne odsłony udanego albumu "Tide And Time". Wydawnictwo "Cinema Royal" ma nieco inny charakter, próbuje łączyć przystępność muzyki ilustracyjnej, filmowej z przestrzenią ambientu oraz jazzu. Zostało zainspirowane obrazami Felleniego, twórczością Nino Roty, Ennia Morricone i Emahay Tzeque (etiopska pianistka).





   W świecie muzyki improwizowanej całkiem często możemy napotkać zwyczaj, żeby album sygnować imieniem oraz nazwiskiem perkusisty. Chociaż to nie on jest głównym i jedynym twórcą kompozycji. Te raczej powstawały na styku myśli, dyskusji i kompromisów wszystkich czterech artystów uczestniczących w dialogu.

"Kiedy pracujesz sam, cały proces, od pomysłu do miksu, wykonuje jeden umysł, co zwykle skutkuje wyborem znajomych ścieżek i nieświadomymi skłonnościami, żeby wykorzystać stare sprawdzone wzorce. Praca w zespole jest przyjemniejsza, ponieważ wszystko kręci wokół tarcia, sprzeciwu, dopóki tego wszyscy nie poczują, nieprzewidywanych zwrotów w miejsca, do których nie zawędrowałbyś w pojedynkę, rekompensując w ten sposób ślepe punkty poszczególnych członków i łącząc gusta wszystkich w nową artystyczną jakość" - tyle Nitai Hershkovits.

Pozostańmy jeszcze przez chwilę przy tym artyście. Ten urodzony w 1988 roku muzyk (wspólnota pokolenia to nić łącząca ten kwartet), przygodę z dźwiękami rozpoczął w wieku dwunastu lat, od zmagania się z nad wyraz opornym klarnetem. Dopiero po trzech latach przysunął nieco bardziej krzesło i zasiadł przed klawiaturą fortepianu. Studiował naukę gry na tym instrumencie u Yuvala Cohena. Kilka razy otrzymał prestiżowe stypendium, bywał nagradzany i wyróżniany. Debiutancki album zatytułowany "Duende" (2012), nagrany u boku basisty Avishai Cohena, opublikował w oficynie Blue Note Rec. Ważnym punktem na mapie jego rozwoju artystycznego była przeprowadzka do Nowego Yorku w 2016 roku, i poznanie przedstawicieli lokalnej sceny improwizowanej. W tym samym roku zarejestrował płytę "I Asked You A Question", z producentem i kompozytorem Yuvalem Havkinem, który przybrał pseudonim Rojoicer. Dwa lata temu Hershkovits doczekał się upragnionego debiutu w oficynie ECM, mam tu na myśli krążek - "Call On The Old Wise", za który otrzymał nagrodę stowarzyszenia niemieckich krytyków. W połowie Marokańczyk, także o polskich korzeniach, właściwie nie ukończył żadnej szkoły muzycznej. Studiował muzykę klasyczną, a lekcję gry na fortepianie pobierał pod okiem kolejnych mistrzów. Zachwycony dziennikarz reprezentujący BBC Music, określił jego grę jako "prawdziwy cud".




Jego towarzysz w tym muzycznym dialogu, urodzony w 1985 roku Rejoicer, zaczynał od funku i hiphopu, porzuciwszy męczące jego zdaniem lekcje nauki gry na fortepianie. W 2000 roku założył wytwórnie Raw Tapete. Obecnie dzieli swój cenny czas pomiędzy Los Angeles a Sayvonem, gdzie produkuje, współtworzy kolejne wydawnictwa muzyczne. Po godzinach gra w zespołach: Playdead, Buttering Trio i Apifera, wraz z Nitai Hershkovitsem i Amirem Breslerem.

Ten ostatni urodził w 1989 roku, studiował w Thelma Yellin National High School Of Arts. Po ukończeniu nauki sporo koncertował z różnymi artystami, zbierając w ten sposób cenne doświadczenie w przestrzeni rocka, popu, a nawet ozdobił ścieżką perkusyjną musical. Później dołączył jako trzon sekcji rytmicznej do koncertowego składu Avishai Cohena. Grał z Shai Maestro, Markiem Turnerem, ale także z popowym artystą Kutimanem. Na jego debiutanckim krążku zatytułowanym "House Of Arches" pojawił się znany z wpisów na tym blogu trębacz Sefi Zisling, oraz wspomniany dzisiaj producent Rejoicer.

Można bez przeszkód powiedzieć, że najnowsze wydawnictwo Breslera stanowi efekt artystycznych poczynań trójki przyjaciół. To bardzo ważny element w świecie muzyki improwizowanej - czucie gry, współodczuwanie emocji oraz intencji, mówiąc krótko podstawa każdego udanego związku, czyli zrozumienie. Słychać to od pierwszych tonów albumu "Tide And Time". Pełne uroku poetyckie delikatne otwarcie - "Song For Leon" przynosi grę pianisty pełną lekkości i swobody, nad całością czuwa aktywna perkusja. Amir Bresler zrobił całkiem sporo, żeby nie zostać tylko biernym obserwatorem, oddzielającym z nudów kolejne granice taktów. Cała sekcja rytmiczna wraz z kontrabasistą Giladem Abro  - pochodzącym z  Kapsztadu i urodzonym 1981 roku - (tylko w ostatniej odsłonie "A Fortunate Road" na tym instrumencie zagrał Barak Mori), jest pełnoprawnym uczestnikiem dialogu. Szczególnie słychać to w kompozycji "Wewe", która opiera się na wyraźnie zaakcentowanym groovie. Przy okazji wywiadu Amir Bresler wspomniał, że jego praca nad utworami zwykle zaczyna się od znalezienia rozpoznawalnego i napędzającego całość elementu rytmicznego. Czasem ów charakterystyczny motyw przynosi wraz z sobą gra pianisty, jak w odrobinę bluesowym "Pick One", czy radośnie swingującym i zamykającym całość "Granny's Chair".

Na albumie "Tide And Time" nie znajdziemy zbyt wiele klasycznie podanych i rozwijanych tematów. Tutaj liczy się zbudowanie specyficznego nastroju, głębia zanurzenia, jak w pełnym barw "Line Down", gdzie pianista buduje opowieść wykorzystując sekwencje tonów, mieniące się harmonijne drobiny. Sporo w tej grze szlachetnej prostoty, celowego unikania gwałtownych zakrętów, omijania eksperymentalnych ścieżek. Nie ma tutaj odkrywania klawiatury fortepianu na nowo. Chyba najbardziej klasycznie, w tym ciekawym zestawieniu, jaki stanowi album "Tide And Time", zabrzmiał przedostatni na liście - "Promise To Keep", z niespiesznie rozwijaną prostą melodyką. 

Wysłuchałem tej płyty raz i drugi - chętnie i przy najbliższej okazji posłucham trzeci oraz czwarty - oczywiście z dużą przyjemnością. I było to trochę tak, jakbym obcował z indie-popowymi piosenkami, nie tylko za sprawą podobnego czasu trwania tych kompozycji. Pomyślałem sobie, że chciałbym poznać także nieco dłuższe, pełnowymiarowe wypowiedzi muzyczne sympatycznego kwartetu. Kto wie, być może następnym razem.

(nota 7.5/10) 





Padła nazwa projektu Cinema Royal, za którym to szyldem ukrywa się Rejoicer, pianista Nitai Hershkovits oraz zaproszeni do studia gościa, warto, żeby zabrzmiał przykład muzyczny z tego wydawnictwa.
 



Dziś nieco więcej muzyki improwizowanej, więc niejako odwrócimy kolejność blogowych zdarzeń. Na dobry początek wizyta w Londynie, skąd pochodzi trębacz Poppy Daniels, który 11 kwietnia opublikuje album zatytułowany "Keep On Going".




Wycieczka do Paryża przyniesie wraz z sobą spotkanie z producentem Hugo Corbinem, który przed tygodniem opublikował płytę zatytułowaną "Room To Dream".




Miasto Oklahoma (stan Kalifornia) i saksofonista Cole Pulice, który 9 maja opublikuje nowe wydawnictwo zatytułowane "Land's End Eternal".




W dniu wczorajszym ukazała się płyta brytyjskiej grupy Gnod And White Hills zatytułowana "Drop Out III". Wybrałem z niej taki oto fragment.




W minionych dniach, zgodnie z obietnicą wyborczą odtajniono akta dotyczące zabójstwa prezydenta Kennedy'ego (oraz jego brata Roberta). Szczerze przyznam, że nie spodziewam się w związku tym żadnych nowych rewelacji. Tymczasem w dniu wczorajszym belgijski zespół Ciao Kennedy opublikował nowe wydawnictwo zatytułowane "Solarium". Wybrałem z niego taką oto kompozycję.




Cross Record to dobrze znany stałym Czytelnikom zespół - recenzowałem ich album "Wabi-Sabi" - z Emily Cross jako wokalistką (występuje również w Shearwater). Wczoraj ukazał ich nowy album zatytułowany "Crush Me".




Świetne recenzje w prasie branżowej zbiera wydany wczoraj album - "For Melancholy Brunettes (And Sad Women)" - amerykańskiej grupy Japanese Breakfast. Wybrałem z niego taki fragment.





Kolejna premiera przed nami. Grupa z Los Angeles, która przybrała nazwę Dutch Interior wczoraj wydała całkiem udaną płytę - "Moneyball". Wybrałem z niej pełną uroku kompozycję.





MISS TYGODNIA - tym razem w wieczorowym wdzianku. Formacja Destroyer, oczywiście z gościnnym udziałem saksofonisty Josepha Shabasona, i fragment zapowiadający album "Dan's Boogie", który ukaże się w przyszłym tygodniu.







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz