sobota, 11 lipca 2026

NIGHTTIME - "LOOKING GLASS" / AKUSMI - "TERRA INCOGNITA" "MAPA I TERYTORIUM"

 

   NIGHTTIME przyzwyczaili oddanych fanów do intymnego i kameralnego obcowania z muzyką. Pod tą nazwą ukrywa się amerykańska wokalistka i multiinstrumentalistka - EVA LOUISE GOODMAN. Artystka znana z występów w formacji MUTUAL BENEFIT (wielokrotnie pojawiali się na łamach tego bloga). Przez lata funkcjonowania na muzycznej scenie stworzyła swoją oniryczną niszę, gdzieś na pograniczu indie-folku, gotyku, dream-popu oraz psychodelii. Do tej pory działała głównie w pojedynkę lub w bardzo skromnych składach. Jej najnowsze dzieło, wydana wczoraj płyta zatytułowana "Looking Glass", to zupełnie nowe otwarcie i ogromny rozmach aranżacyjny w stosunku do tego, co na jej albumach działo się wcześniej. Oto skromny solowy pomysł zamienił się w imponujące wspólne przedsięwzięcie - w procesie nagraniowym przez studio przewinęło się blisko dwudziestu muzyków. Goodman potrafiła utkać z tego prawdziwą sieć, spojoną brzmieniem trąbki, harfy oraz gitar.








  Nowy, wydany wczoraj album nosi tytuł "Looking Glass" (Lustro/zwierciadło). Przeglądamy się w nim również wtedy, kiedy wszystko wokół pęka. A taka sytuacja dotknęła artystkę, podczas tworzenia kompozycji. Eva Louise Goodman wspomina w wywiadzie o wielkiej zmianie. O pewnym czasie w jej życiu, który uległ rozmyciu. Wreszcie o próbie zrozumienia tego, co bezpowrotnie minęło. Amerykańska wokalistka w studiu nagraniowym nie była sama. Towarzyszył jej między innymi Sam Evian oraz niemal dwudziestu innych artystów (reprezentowali oni taki zespoły jak: Pearl And The Oyster Marina Allen, Weyes Blood, Aldous Harding). Jednak to Sam Evian i D. James Goodwin stali się jej przewodnikami po świecie dźwięków. Wspólnie zamienili senny indie-folk w  coś znacznie głębszego. Wprowadzili vintege'owe brzmienie Fender Rhodes. Dodali ciepłe pastele fletu, barwy trąbki czy saksofonu...


 To już nie jest beztroskie lo-fi kojarzone z debiutanckim krążkiem Goodman zatytułowanym "Hand In The Dark" (2018), czy spontaniczny trans z "Keeper Is The Heart" (2023). Album "Looking Glass", to śmiały krok w stronę dojrzałej psychodelii, która może kojarzyć z tą, która tak pięknie dominowała na przełomie lat 60/70-tych. 











Pamięć bywa zawodna. To prawda. Jednak dźwięki pozostają z nami na dłużej. Utwór po utworze zanurzamy się więc głębiej w hipnotyczną przestrzeń. Każda z tych dziesięciu odsłon to osobny rozdział tej samej zagubionej historii. Wszystko zaczyna się od wstępu - "Blue drink". Tempo jest całkiem żwawe jak na możliwości Goodman i jej wesołej załogi. Ale melodia snuje się leniwie niczym gęsty dym w pustym pokoju. Potem nadchodzi znany z singla świetny "Snake Eyes" - gdzie rytm staje się niemal rytualny. Brzmienie gitar nawiązuje do tradycyjnego amerykańskiego folku, ale tonie w psychodelicznej mgle. Głos wokalistki brzmi niczym zaklęcia rzucone w stronę przeszłości. 


Kolejne kompozycje, takie jak: "Initiation Rites" oraz "Wounded Healer" - budują napięcie. Tytuły nie są przypadkowymi oznaczeniami. Pierwsze cztery kompozycje łączą wspólne symbole: rzeka/woda, czas oraz światło walczące z ciemnością. Autorka teksów sugeruje, że człowiek musi stracić kontrolę - "utonąć" lub "upaść" - żeby połączyć się z czymś większym. Dodaje, że ludzkie życie potrafi zmienić się w ułamku sekundy. Często za sprawą przypadku lub pod wpływem nagłego impulsu. Jej zdaniem wiedza nie zawsze nas wyzwala, nieraz paraliżuje lub niszczy. W drugiej części płyty urzeka "Mother of Invention". W kolejnych odsłonach albumu do głosu dochodzi coraz więcej instrumentów. Nie ma tutaj symfonicznej przesady. Goodman i jej grupa wyraża się przez mikro detale, drobne elementy, które przy pobieżnym przesłuchaniu bardzo łatwo pominąć. Finał należy do tytułowego i znanego z singla "Looking Glass". To podkreślenie przebytej drogi i transformacji - bo każda droga czegoś uczy, kształtuje. To ostatnie spojrzenie w lustro, zanim obraz całkowicie się rozmyje, gdzieś na skraju innej mgły. 


Warto wymienić przynajmniej niektóre nazwiska artystów, którzy przewinęli się przez studio, bo nie wszystkie instrumenty można tak łatwo wychwycić. Rick Spataro - gitara basowa. Roy Montgomery - nowozelandzki gitarzysta. Rubin Hohlbein - odpowiadał za aranżację instrumentów dętych. Gabriel Birnbau - saksofon. Noah Klein - flecistka. Aaron Hodges - fortepian. Kristin Drymala - wiolonczelistka, współpracowała z Goodman przy okazji grupy Mutual Benefit. Wszyscy ci artyści dołożyli swoją skromną cegiełkę do tej barwnej mozaiki. Udało się im ocalić intymność ukrytą w tekstach Goodman. Jednocześnie nadali mglisty psychodeliczny wymiar. Ten album to pieczątka producenta. Przy okazji również dowód na to, że samotność czasem potrzebuje drugiego człowieka. 


Lustro pękło. Zostaliśmy po drugiej stronie. Pozostaje tylko raz jeszcze wcisnąć przycisk "Play". Przeszłość ma to do siebie, że lubi powracać. 


(nota 7.5/10)
















   MAPA to nie terytorium. Takie banalne stwierdzenie nabiera obecnie - w czasach, gdy satelity, nie tylko szpiegowskie, z milimetrową precyzją odarły nasza planetę z jakiejkolwiek tajemnicy - posmaku bolesnej straty. Wydaje się, że niemal wszystko zostało nazwane, skatalogowane i poddane bezlitosnej archiwizacji. Gdzie więc szukać tajemnicy? Niespodzianek? Tego, co nieraz ujawnia się w szczelinach istnienia? Pewną odpowiedź na te pytania i wątpliwości przynosi album "TERRA INCOGNITA" - PASCALA BIDEAU - który ukrywa się pod pseudonimem AKUSMI. Autor sugeruje, że jedyne lądy, które nie zostały jeszcze oznaczone ludzką flaga, rozciągają się w nas samych. W kruchych pęknięciach między pamięcią a wyobraźnią. 


BIDEAU - francuski muzyk, producent, przy okazji uwięzienia w ciasnej architekturze Londynu, tym razem porzucił matematyczny chłód i precyzyjne skale na rzecz czegoś znacznie bardziej nieuchwytnego. "TERRA INCOGNITA" zawiera brzmienia, gdzie mglisty Londyn spotyka się z duchami Afryki i przestrzenią spiritual jazzu. Najnowsza propozycja francuskiego twórcy to próba zapisu stanu umysłu kogoś, kto uprzytomnił sobie, że najtrudniejszą granicą do przekroczenia jest ta, którą sami wytyczamy wokół własnych przyzwyczajeń. 








Żeby ta dźwiękowa wyprawa mogła opuścić bezpieczny brytyjski port, PASCAL BIDEAU musiał dobrać odpowiednią załogę. Przez domowe studio nagraniowe "NONANG STUDIO" przewinęło się sporo gości. Wśród nich znalazł się Sarathy Korwar (perkusja, tabla) - indyjski wirtuoz, który w płynne struktury albumu wniósł element upływającego czasu. Dudu Kouta (afrykańskie flety, ngoni, wokaliza) - członek legendarnego Art Ensemble Of Chicago. Artysta przyniósł do studia zapach rozgrzanej ziemi, kurzu, magicznych rytuałów. I nadał całości wymiar duchowego misterium. Daniel Brandt (elektronika, perkusja) - współtwórca znanego czytelnikom tego bloga niemieckiego projektu Brandt-Brauer-Frick, który czuwał nad technicznym szkieletem tej opowieści. Swoją postawą przypomniał, że choć podróżujemy przez dziką "Terra Incognita", to wciąż robimy to z pozycji współczesnego przedstawiciela miejskiej dżungli. Wśród gości znajdziemy także polski akcent. Harfistka - Marysia Osu (również pojawiała się na łamach bloga), która operuje na tym materiale kruchymi plamami. Dźwięki jej instrumentu są jak promienie słońca przedzierające się przez gęste korony drzew. 



Zdaję sobie sprawę, że wszelkie próby uwięzienia tej muzyki w sztywnych ramach recenzji, skazane są na niepowodzenie. Z tego samego powodu , dla którego MAPA nigdy nie stanie się TERYTORIUM. Mapa to jedynie geometryczna siatka linii, współrzędnych i granic. Stworzona przez kogoś, kto próbuje kontrolować świat. Oferuje nam złudne poczucie bezpieczeństwa, podczas gdy prawdziwe terytorium pozostaje niewzruszone - pachnie wilgotną ziemią, pulsuje nieprzewidywalnym rytmem i kompletnie nie dba o nasze dobre samopoczucie oraz nazwy, które mu nadaliśmy. 


"TERRA INCOGNITA" Pascala Bideau to kolejny dowód na to, że w sztuce najciekawsze rzeczy dzieją się właśnie wtedy, gdy na moment zgubimy drogę i odrzucimy kompas. Żeby naprawdę czegoś doświadczyć musimy pozwolić sobie na zagubienie - trzeba odłożyć mapy, zamknąć oczy i po po prostu zacząć słuchać, jak ziemia pod naszymi stopami rodzi się na nowo krok po kroku. 

(nota 8/10)


 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz