piątek, 3 kwietnia 2026

DEARY - "BIRDING" (Bella Union) "Muzyka do bycia obok"

 

  londyńskim trio DEARY jesteśmy od samego początku. Ich pierwsze single pojawiały się regularnie w strefie "Dodatki...". Każdy kto systematycznie zagląda do tej sekcji, musiał odnotować ich piosenki. Być może również czekał na debiut, który nosi tytuł "BIRDING", i ukazał się wczoraj nakładem oficyny Bella Union. Wcześniej mogliśmy cieszyć się ich udanymi epkami - "Deary" (2023) oraz "Aurelia"(2024), które co niektórym słuchaczom zaostrzyły apetyt. W między czasie zespół zdążył także zmienić wytwornię. Z gościnnej, prowadzonej przez przyjaciela grupy, oficyny Sonic Cathedral przeszedł dla Bella Union. Zanim do tego doszło, wokalistka Dottie Cockram spotkała się z jej szefem Simonem Raymonde (niegdyś filar grupy Cocteau Twins), wypiła z nim piwo i zjadła sernik. Ciekawe, czy tak pyszny jak mój świąteczny? Smacznego!




 Są takie płyty, które nie próbują zwrócić na siebie uwagi. Debiut zespołu DEARY proponuje coś subtelnego: świat utkany z miękkich gitar, rozmytych emocji, eterycznej wokalizy i refleksji nad tym, co kruche - zarówno w nas samych, jak i w naturze.

Już od pierwszych dźwięków słychać, że londyńskie trio nie jest zainteresowane prostym odtwarzaniem estetyki shoegaze'u czy dream-popu. "BIRDING" to raczej próba uchwycenia pewnego stanu zawieszenia pomiędzy spokojem, a niepokojem, bliskością, a dystansem. Grupa konsekwentnie trzyma się obranego wcześniej kursu. Przede wszystkim muzycy świetnie operują przestrzenią, pozwalają wybrzmiewać dźwiękom, nie zagęszczają sztucznie aranżacji. Najprościej rzecz ujmując, w poczynaniach trójki Brytyjczyków odnajdziemy brzmienie gitar kojarzone z formacja Slowdive oraz zwiewną melodykę, która tu i ówdzie przypomina najlepsze piosenki Cocteau Twins. Myślę, że ten drugi element wychwycił w ich twórczości Simon Raymonde, i stąd ta prośba o spotkanie, które zakończyło się propozycją podpisania kontraktu płytowego.





Wszystko zaczęło się od gitarzysty Bena Eastona, który kilka lat temu poznał Dotti Cockram przez wspólnych znajomych. Połączyła ich słabość do shoegaze'u, bardzo udane koncerty takich grup jak: Slowdive, Saint Etienne, czy Cranes. W takim układzie wymiana plików dźwiękowych była koniecznością i oczywistością. Początkowo dla podkreślenia rytmu używali automatu perkusyjnego, a później do składu dołączył Harry Catchpole. Na jednej z ich poprzednich epek za bębnami zasiadł także Simon Scott, perkusista grupy Slowdive.

W trakcie trwania prac nad płytą Dottie Cockram zmieniła miejsce zamieszkania, co stało się źródłem inspiracji i znalazło swoje odzwierciedlenie w warstwie tekstowej.

"Przeprowadziłam się nad morze, więc często siedziałam na plaży, kiedy tworzyłam album. Próbowałam znaleźć inspirację albo po prostu znaleźć trochę czasu, żeby popatrzeć na morze. Było tam mnóstwo ptaków morskich, tak przypuszczam. I trochę mnie pochłonął ich majestat i blask" - wspomina Cockram.

Metodologia pracy Bena Eastona polega na tym, że zwykle tworzy szkielet ścieżek, z którym można potem pracować. Często rozpoczyna od warstwy rytmicznej, odmierzając proste podziały. Później pojawia się melodia, gitary nakładane warstwowo, często z efektem reverb i delay. Zamiast jednej dominującej gitary, woli wykorzystać nieco rozmytą chmurę dźwięków, zamiast shoegaze'owego brudu, kreuje przestrzeń wokół onirycznej wokalizy Dottie Cockram.

Album "BIRDING" to bardzo udany debiut, który podkreśla klasę zespoły. Może działać jak jeden długi emocjonalny strumień - bez wyraźnych szczytów, ale też bez dramatycznych mielizn. To nie jest płyta, która zostawia pojedyncze chwytliwe piosenki. Raczej oferuje nastrój, do którego chce się wracać.

(nota 7.5-8/10)



 








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz