"Leniwie sączą się popołudniowe godziny. Chrząszcze zbliżają się do nas. Rozkwitają tulipany. Nie widać nikogo prócz nas, tylko my dwoje (...) W oddali różowy obłok zawisł gdzieś nad wzgórzami (...). Spędź ze mną to leniwe popołudnie." Przed laty, dokładnie rzecz ujmując, w 1954 roku, po raz pierwszy te słowa i łączącą je subtelną nić melodii zaśpiewała w musicalu zatytułowanym "The Golden Apple" - Kaye Ballard. Autorem tej kompozycji był Jerome Moross, a kompletnie zapomniane dziś wersy tekstu napisał John Latouche. Później kompozycję "Lazy Afternoon" wykonywali mistrzowie i wirtuozi wielu instrumentów, w tym jeden z największych pośród nich - John Coltrane, ale także równie wspaniały Joe Henderson, album "Ballads And Blues", trębacz Kenny Dorham, gitarzysta Grant Green, i kolejny saksofonista w tej wybornej stawce James Moody.
Przyznam, że do tego wspaniałego albumu przyciągnęła mnie tyleż urokliwa, co sugestywna okładka. Pomyślałem sobie, że może widok tarasu, stolika oraz drzew prześwietlonych strumieniami popołudniowego światła ma odzwierciedlać nastrój tego wydawnictwa. I wyobraźcie sobie, że ku mojej wielkiej radości, tak w istocie było!
Dawno nie słyszałem tak udanego zestawu nagrań, które w niezwykły sposób współistniałyby obok siebie. A przecież powstały, co warto podkreślić, w różnych epokach muzycznych - z odmiennym nastawieniem i w zupełnie innych okolicznościach - raczej bardziej oddalonych od naszych naznaczonych nerwowym rytmem dni, niż do nich w jakiekolwiek sposób zbliżonych. To, co je łączy, to nie tylko tytułowa spokojna, leniwa atmosfera, która niemal od razu udziela się odbiorcy, ale również niezwykła głębia, elegancja i wyrafinowanie, kultura z jaką zostały zaprezentowane oraz troska o każdy najmniejszy nawet szczegół. W końcu mamy do czynienia ze standardami! Kompozycjami i pieśniami, które niegdyś wykonywali Billie Holiday, Louis Armstrong, Frank Sinatra, Ella Fitzgerald, Nat King Cole, Cassandra Wilson, Sarah Vaughan itd.
Wszystkie te małe dzieła sztuki cierpliwie opracowywał duński, wciąż słabo u nas znany saksofonista, wielokrotnie nagradzany i wyróżniany na ojczystej ziemi - Claus Waidtlow, korzystając z pomocy pianisty Jacoba Christoffersena, basisty Daniela Francka oraz perkusisty Jeppe'a Grama. Skandynawski kwartet dołożył wszelkich starań, żeby oddać specyficzny nastrój, zadbać o najdrobniejszy ton, a przy okazji tchnąć nowe życie w to, co usiłował ocalić od zapomnienia.
Trzeba wspomnieć, że każda z tych kompozycji niesie wraz sobą jakąś odrębną historię, przywołuje także czas, który wciąż mają w pamięci ci nieco od nas starsi, odstawieni obecnie na margines rzeczy mało istotnych. I tak, cudna kompozycja "Ernie's Tune" zabiera nas do schyłku lat 50-tych, kiedy to Jack Gelber napisał sztukę zatytułowaną "The Connection". Jej głównym tematem był problem uzależnienia od narkotyków. W przedstawieniu, którego premiera miała miejsca 15 lipca 1959 roku na deskach nowojorskiego teatru Living Theatre, pojawili się artyści jazzowi, którzy próbowali połączyć tekst z muzyką. Na potrzeby wystawienia tego spektaklu w Los Angeles (premiera miała miejsce w 1960 roku), zaproszono do współpracy saksofonistę Dextera Gordona, który skomponował muzykę, wśród licznych tematów znalazł się również "Ernie's Tune" (tytułowy bohater istniał naprawdę i był uzależnionym od narkotyków muzykiem).
Z kolei pełny uroku "Chelsea Bridge" został nagrany w 1941 roku, z orkiestra Duke'a Ellingtona, z saksofonistą Benem Websterem, i pianistą Billy'm Strayhornem. Tego ostatniego, a przy okazji autora tej kompozycji, w trakcie podróży po Europie zainspirował obraz Jamesa McNeilla Whistlera - "Battersea Bridge". Również Strayhorn jest autorem kolejnej świetnej kompozycji "Lush Life", która znalazła się na recenzowanym przeze mnie albumie "Lazy Afternoon". Standard powstał w 1936 roku, kiedy pianista pracował jeszcze w aptece w Pittsburghu. Po raz pierwszy wykonała go Kay Davis, w Carnegie Hall, 13 listopada 1948 roku. W tekście znajdziemy fragmenty dotyczące nieudanego romansu, topienia smutków w alkoholu, spędzania późnych wieczorów w towarzystwie pań o: "smutnych i ponurych, szarych obliczach".
Nie zamierzam Was zanudzać przydługimi opowieściami, dotyczącymi kolejnych odsłon albumu "Lazy Afternoon". Zainteresowani tematem mogą samodzielnie przeszukać odpowiednie strony w sieci. Dodam tylko, że autorem kompozycji "Central Park West" jest John Coltrane, po raz pierwszy pojawiła się ona na płycie "Coltrane's Sound" (1964). "To zmysłowy i pełen refleksji spacer po parku, w którym struktura utworu służy poetyckiej ekspresji" - napisał o nim jeden z recenzentów. Temat "Two For The Road" powstał na biurku Henry Manciniego w 1967 roku, a później opracowali go Charlie Haden i Pat Metheeny. "We'll Be Together Again" skomponował Carl T. Fisher, autorem słów był Frankie Laine. "Twój pocałunek, twój uśmiech, są wspomnieniami, które zachowam na zawsze..." - zaśpiewał później Frank Sinatra, który spopularyzował tę pieśń. Album "Lazy Afternoon" nie jest debiutanckim wydawnictwem Copenhagen Jazzexperience. W połowie listopada ubiegłego roku ukazała się płyta zatytułowana "Everything I Love", która jednak nie była tak udana.
W towarzystwie albumu "Lazy Afternoon" spędzam ostatnie wieczory. Jakoś ciężko się uwolnić od tych skrzydlatych fraz, miękkich i wyrafinowanych tonów, ich lekkość, finezja oraz dojmujące piękno sprawiają, że wciąż chce się do nich powracać. Mimo, że sporo różni poszczególne leniwe i tęskne kompozycje - epoki, okresy, lata dawno minione - wydaje się, że ich twórcą jest jeden i ten sam autor, tak znakomicie brzmią i komunikują się ze sobą, nawiązują ponadczasowy dialog i tworzą wspólną przestrzeń, powołaną do życia przez muzyków skupionych pod szyldem Copenhagen Jazzexperience. Słucham tych kompozycji z niesłabnącą uwagą, albo odtwarzam poszczególne fragmenty w tle, zatapiając oczy w lekturze, chociażby książki Mike'a McCromaka - "Słoneczny szkielet", czy Didiera Eribona - "Życie, starość i śmierć kobiety" lub hipnotyzującej prozy Emmy Cline - "Zaproszona". Co gorąco polecam.
(nota 8/10)
Wspomniałem wcześniej o poprzedniej płycie Copenhagen Jazzexperience zatytułowanej "Everything I Love", która ukazała się jesienią ubiegłego roku, wybrałem z niej taki oto fragment.
Przeniesiemy się do Addis Abeby, skąd pochodzi Yorga Mesfin, który jest członkiem grupy Mulatu Astatke. Kilkanaście dni temu opublikował album zatytułowany "The Kindest One".
Formacja Slowly Rolling Camera nie zwalnia tempa, po rocznej przerwie, która upłynęła od opublikowania poprzedniego wydawnictwa, zapowiada zupełnie nowy album - "Silver Shadow". Premiera 26 lipca.
Szybka wycieczka do Zurychu, gdzie rezyduje duet Hermanos Gutierrez, przyniesie nam dźwięki z wczoraj wydanej płyty "Sonido Cosmico".
Pozostaniemy w kręgu muzyki instrumentalnej. Z Japonią kojarzy się nam również zespół Mono, który wczoraj opublikował płytę "OATH". Najlepszy utwór znalazłem na samym jej końcu.
Z Oslo pochodzi grupa Airbag, która również w dniu wczorajszym wydała nowy album zatytułowany "Century Of The Self".
W Nowym Jorku mieszka obecnie Lila Ramani, która wraz z grupą przyjaciół tworzy grupę Crumb. Ich niedawno wydany album "Amama" zebrał niezłe recenzje.
Na trasie naszej wycieczki zawitamy do Holandii, skąd pochodzi grupa Docile Bodies. Oto fragment z ich płyty "Light Will Come Our Way", która ukaże się 11 lipca.
Moją ulubioną piosenkę ostatni dni zostawiłem na koniec. Byron Region i przyjaciele, czyli australijski zespół Gimmy, który dwa tygodnie temu opublikowała album zatytułowany "Things Look Different Now". A na nim... znalazłem... takie cudeńko!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz