MIKE LINDSAY - "SUPERSHAPES VOLUME 1" (Moshi Moshi Music) "Sekretne życie mebli"
"Rzeczywistość, uczy Arystoteles, staje się przed człowiekiem sama przez się, i sama mu się narzuca". Tymczasem Edmund Husserl wskazywał, że świat składa się z fenomenów (czystych wrażeń) oraz istoty każdego z nich. "Żeby uchwycić istotę stołu i każdej innej rzeczy, nie możemy ograniczać się tylko do widoku jednego zmysłowego obiektu. Musimy w wyobraźni przerobić niejako różne jego wariacje". W kontekście fenomenologii Husserla kluczowe stają się pytanie: "Co się jawi? Jak się jawi? Komu się jawi?".
Tak się złożyło, że to również stół - stary, zrobiony z francuskiego dębu, stojący pośrodku kuchni - pojawił się jako główny obiekt na horyzoncie zdarzeń, czyli był jednym z przedmiotów, który zainspirował brytyjskiego muzyka Mike'a Lindsaya. Pewnie kilku stałych Czytelników bloga słyszało już gdzieś to nazwisko. Przypomnę tylko krótko, że to znany producent, laureat nagrody Mercury Music Prize, współtwórca zespołu Tunng (pionierzy gatunku "Folktronika"), druga połowa duetu LUMP (pierwsza to Laura Marling), wyprodukował albumy Jona Hopkinsa, Guya Garveya, Tinariven, Elizabeth Fraser, Anny B Savage, czy naszego dobrego znajomego Williama Doyle'a. Tak się złożyło, że to widok stołu, wprawdzie innego, ozdobił także okładkę debiutanckiego albumu Lindsaya "Supershapes Volume 1", który ukazał się przed tygodniem.
"W tym czasie moja żona Lily pisała pracę magisterską na temat obiektów posiadających świadomość. Rozmawialiśmy o tym każdego dnia i zaczęło przenikać to do mojej pracy. Pomyślałem sobie, że tytułowe "super-kształty" mogą być przedmiotami, które nas kształtują" - tyle Mike Lindsay. Kolejnymi, niejako pobocznymi wątkami debiutanckiego wydawnictwa brytyjskiego producenta, była magia ukryta w rytuałach codzienności, atmosfera panująca w domu, którą współtworzą zgromadzone w nim przedmioty. Stąd w tkance aranżacyjnej, którą wypełnia miękka elektronika subtelnie połączona z elementami ze świata jazzu (klarnet, saksofon), znajdziemy mnóstwo rozmaitych sampli, ścinek, drobnych dźwiękowych cytatów. Wśród nich pojawił się zapis stukania w meble, który Mike Lindsay zarejestrował w sklepie meblowym w Cliftonville. Tak przygotowany zestaw starannie zmiksował we własnym studiu "MESS" (Mike's Exellent Sound Space), do którego zaprosił kolejnego naszego dobrego znajomego saksofonistę Rossa Blake'a, Roberta Stillmana, wokalistkę i przyjaciółkę Annę B Savage (wyprodukował jej ostatni album "In Flux", 2023) oraz perkusistę Adama Bettsa.
Wiele z tych dziesięciu kompozycji, które wypełniły album "Supershapes Volume 1", powstały przy starym dębowym stole. W początkowych zamierzeniach miał to być jedynie instrumentalny projekt, jednak spotkanie dwóch saksofonistów Balek'a i Stillmana, zmieniło sposób postrzegania koncepcji płyty.
Oprócz mebli, ważnym elementem był... widoczny na zdjęciu ogórek, wspomniany już przy okazji nieco słabszego, moim zdaniem, singla promocyjnego najnowszego wydawnictwa "Pretender To Surrender" oraz w "Kachumber", czyli jak twierdzi autor: "najpiękniejszej piosence o robieniu sałatki z ogórków". W tekście znajdziemy fragmenty z książki kucharskiej "Dishoom", którą Lindsay otrzymał jako prezent pod choinkę. Mowa tutaj o przepisie na sałatkę z ogórków. "W zasadzie to jedyny przepis z tej książki, który tak naprawdę potrafię przygotować". W tym utworze pierwotnie miał pojawić się głos Roberta Wyatta, ale ten po przesłuchaniu piosenki stwierdził, że wokaliza Mike'a Lindsaya brzmi w tym fragmencie świetnie. Podobno podczas koncertów będzie można skosztować sałatki ogórkowej przygotowanej na scenie.
Muzycznie album "Supershapes Volume 1" stanowi połączenie eksperymentalnej indie-elektroniki ze światem swobodnej improwizacji. Słychać tu i czuć dość wyraźnie rękę producenta, nawyk lepienia i wklejania rozmaitych dźwiękowych drobiazgów, a przy tym całkiem sporo frajdy. Przy okazji udanego otwarcia "Lie Down" (zwrot powielany przez różne głosy otwiera to wydawnictwo oraz je zamyka), mogą przypomnieć się kompozycje recenzowanego na łamach bloga Snowpoet, a także echa dokonań Josepha Shabassona i Nicolasa Krgovica. W pamięci pozostaje ciekawie zaprojektowana polifonia ludzkich głosów, rozpięta na tle rytmicznych pociągnięć basu i saksofonowych ozdobników. Trzeba również wspomnieć, że w tym specyficznym dźwiękowym otoczeniu świetnie odnalazł się charakterystyczny głos wokalistki Anny B Savage, przynoszący wraz z sobą powiew dawnych lat, głównie za sprawą delikatnego vibrato. Jedynie w odsłonie "Do What" zastąpiła ją Lily Buchanan.
Największym "przebojem" tego udanego wydawnictwa wydaje się być świetny "Table", który zabrzmiał na początku dzisiejszego spotkania. Warto powiedzieć, że właśnie od tej kompozycji wszystko się zaczęło - cała zmiana koncepcji płyty, z instrumentalnych fragmentów na nieco bardziej piosenkowe formy, z wyeksponowaną wokaliza Anny B Savage. "Table" przypomniał mi najlepsze momenty albumu "Your Wilderness Rvisited" - Williama Doyle'a (recenzja na blogu). Jego ostatni wydany na początku tego roku krążek "Spings Eternal" współprodukował Mike Lindsay, choć moim zdaniem nie jest to udana propozycja. W odróżnieniu od płyty "Supershapes Volume 1", którą oczywiście gorąco Wam polecam.
Ps. Znany już jest główny temat kolejnego albumu "Supershapes Volume 2" - będą nim budynki; "Szczególnie jeden, w którym mieszkałem dwadzieścia pięć lat temu, tuż po przeprowadzce do Londynu" - oznajmił Mike Lindsay.
(nota 7.5/10)
Sekcję "Dodatki..." rozpocznie dziś kolejny, gdyż jeden już prezentowałem, singiel zapowiadający wrześniową premierę albumu Efterklang - "Things We Have In Common".
Do Peru zaglądamy bardzo rzadko, jest więc okazja, żeby nadrobić zaległości. Grupa Los Membrillos zgrabną piosenką zapowiada nadejście epki.
Z Londynu pochodzą nasi znajomi - Ben Easton i Rebecca "Dottie" Cockram, którzy tworzą duet Deary, oto ich nowy singiel.
Z miasta Rochester pochodzi amerykańska grupa Joywave, która niedawno opublikowała album zatytułowany "Permanent Pleasure". Oto mój ulubiony fragment.
W katalogu oficyny Full Time Hobby znajdziemy ostatni album zatytułowany "Hahaha...",brytyjskiego artysty, który ukrywa się pod pseudonimem Canty.
Na Brooklynie rezyduje Iris James Garrison oraz jej zespół Blomsday, którzy dwa tygodnie temu opublikowali album "Heart Of The Artichoke".
Kolejna artystka pochodzi z Francji, mowa o Morgane Imbeaud, która kilka dni temu wydała płytę zatytułowaną "The Lake".
Następna francuska artystka mieszka w Szwecji - cóż, że ze Szwecji - Alba James. Oto fragment z jej ostatniego singla.
Na deser - gdyby mimo wszystko komuś mało było kobiecych głosów - aż dwie śpiewające panie reprezentujące Niemcy (Hamburg), które w młodości nasłuchały się płyt zespołu Cocteau Twins, stąd taka, a nie inna nazwa - Garlands. Oto ich najnowszy singiel.
W "Kąciku improwizowanym" na dobry początek oktet pochodzący z Teneryfy - Gaz & The Love Supreme Arkestra, który wczoraj opublikował płytę "Ganzfeld". Oto moja ulubiona kompozycja.
Przeniesiemy się do miasta Nashville w stanie Tennessee, skąd pochodzi nasz znajomy z poprzednich wpisów artysta - Rich Ruth. Wczoraj opublikował album "Water Still Flows".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz