sobota, 4 lutego 2023

IVAN THE TOLERABLE - "BLACK WATER/ BROWN EARTH" (Up In Her Room) "Ivan nie taki groźny"

 

    Kto wie, może gdyby Oli Heffernan skupił się na jednym tylko projekcie, czy też na jednym tylko zespole, gdyby nie rozmieniał talentu na tyle innych drobiazgów, byłby dzisiaj o wiele bardziej znanym i rozpoznawalnym artystą, przynajmniej w alternatywnym półświatku. Z drugiej strony, biorąc udział w tak wielu różnych muzycznych przedsięwzięciach, systematycznie zdobywał doświadczenie, często wychodził z własnej strefy komfortu, chętnie zderzając się z pragnieniami, oczekiwaniami czy innym sposobem myślenia. Tylko w ubiegłym roku opublikował trzy płyty, różne gatunkowo, bo i elektronika, ambient, i psychodelia, z odrobiną krautrocka czy swobodnej improwizacji. Przez dekadę obecności na scenie nazbierało się całe mnóstwo różnorodnych, także jakościowo, wydawnictw, których zebranie w kolekcjonerską całość może stanowić spore wyzwanie.


Oli Heffernan rozpoczynał solową przygodę z muzką od opublikowania kasetowego wydawnictwa "Keleidoscope Death" (2012) - ten sentyment do nawiniętej na szpulki taśmy, zamkniętej w plastikowych opakowaniach, pozostał na długie lata. Czterdziestoletni artysta z Middlesbrough - godzina drogi od Leeds i godzina drogi od Newcastle - jako nastolatek wziął do ręki gitarę basową, żeby kilka lat później założyć pierwszy oficjalny zespół British Lichen Society. Proste indie-rockowe granie, szybko się znudziło, znów dała o sobie znać niespokojna natura Anglika, dlatego wraz z kolegą perkusistą na gruzach poprzedniej formacji zawiązali nowy skład Year Of Birds. W pewnym momencie ich niezbyt szumnej kariery Heffernan nagrał taśmę z piosenkami, którą rozesłał do kolegów. Ci ostatni po jej przesłuchaniu zgodnie stwierdzili, że utwory na niej zwarte są zbyt dziwne, i zupełnie nie pasują do tego, co grali na co dzień. Taśma przyjęła roboczy tytuł Ivan The Tolerable, od czego Heffrnan wziął nazwę dla swojego pobocznego projektu. Tych drobnych odskoczni i kolejnych grup z roku na rok przybywało - Ivan And Friends, Ivan The Tolerable And The Holiday Band, Ivan The Tolerable Trio, Ivan The Tolerable And Self-Isolation Orchestra, Detective Instinct. Okazją do rozszerzenia artystycznej działalności było również poznanie i nawiązanie współpracy z muzykami reprezentującymi improwizowaną scenę holenderską. To właśnie oni, w osobach Elsy Van Der Linden (saksofon, klarnet, flet) oraz Meesy Sideriusa (perkusja, wibrafon), uczestniczyli w sesjach nagraniowych najnowszej propozycji Ivana The Tolerable zatytułowanej "Balck Water/Brown Earth" i wydanej przed dwoma tygodniami.

Album można podzielić na dwie przeplatające się ze sobą części - udane długie kompozycje przedzielone zostały mniej więcej dwuminutowymi wstawkami, które zamknięte w krótkiej formule czasowej nie zawsze skutecznie się obroniły. Chcę przez to powiedzieć, że kilka odsłon, jak chociażby "Sawdust", czy "Birds" można było o wiele lepiej zagospodarować. A tak, mamy co najmniej dwa raczej nieudane przerywniki, obniżające wartość tego w gruncie rzeczy dobrego wydawnictwa. To niejako minusy. Do plusów można zaliczyć spójność tego materiału, który inteligentnie zapuszcza się w różne inne stylistyki (alternatywa, psychodelia, jazz, elektronika, world music). Przede wszystkim jest to muzyka transowa, stworzona z rozmysłem przez połączenie ze sobą sekwencji powtarzających się dźwięków lub motywów. Trudno nie wyczuć w niej psychodelicznego charakteru, będącego czymś w rodzaju powietrza, którym oddychają muzycy oraz żywią się poszczególne instrumenty. Transowa rytmiczna baza rozwija się niczym oś czasu, gdzie w roli głównej mogą pojawiać się partie klarnetu - jak w otwierającym całość "Before The Sun Skins", saksofonu - zamykający album "Memory" czy fletu - "Dew Damp". Żaden z wymienionych instrumentów nie uskutecznia solowych nadzwyczajnych popisów, ich gra jest dość powściągliwa, służy głównie pogłębianiu kompozycji, przynosi nowe barwy w umiejętnie kreowanej przestrzeni.

Każda pojedyncza zmiana tonu, tempa, tonacji jest od razu wyczuwalna - taki już urok dobrze rozpisanych transowych przebiegów. Przy okazji odsłuchiwania płyty "Black Water/Brown Earth",  mogą przypomnieć się niektóre utwory The Necks (ich najnowszy album "Travel" ukaże się 24 lutego). Oli Heffernan i jego holenderscy towarzysze, podobnie jak australijskie wyżej wspomniane trio, celowo unikają momentów kulminacyjnych. W takim układzie liczy się nuta po nucie budowany nastrój, cierpliwie rozwijana wstęga drogi, a nie chwilowa i efektowna fraza, o której szybko się zapomni. Różnice są takie, że członkowie Ivan The Tolerable używają znacznie więcej instrumentów. Ich szczegółowo odmalowane krajobrazy mają także więcej barw czy etnicznych niekiedy naleciałości, i z łatwością przenoszą słuchacza zarówno w przestrzeni jak i w czasie. 

(nota 7.5/10)

  


W dodatkach do dania głównego naszą wyliczankę zaczniemy od debiutanckiego singla duetu Now After Nothing z Atlanty, gdzie gościnnie wystąpił gitarzysta Mark Gemini Thwaite (grał u boku Petera Murphy czy z grupą The Mission). 



Pozostaniemy za oceanem, z Ottawy pochodzi grupa The Seance, która zaprezentuje najlepszy utwór z ich ostatniego singla "Last Dance After Party".



Zespół Cruel Mountains reprezentuje stan Pensylwania, oto fragment z ich najnowszej płyty "So What".



  Spaceland to formacja, która rezyduje obecnie w niedalekiej Gotlandii. A"Sweet Ocean" to urokliwa piosenka, którą niedawno podzielili się ze światem.



Raz jeszcze zajrzymy do Stanów Zjednoczonych, odwiedzimy bowiem Kalifornię, skąd pochodzi zespół Abracadabra, który przed tygodniem wydał płytę "Shapes & Colors". Oto mój ulubiony fragment.



The Waeve, czyli nowy duet w mieście, stworzony przez Grahama Coxona (gitarzysta Blur) oraz Rose Elinor Dougall.



Recenzowany na łamach bloga zespół Black Belt Eagle Scout, czyli wokalistka Katherine Paul i jej koledzy, na 10 lutego zapowiadają premierę płyty "The Land, The Water, The Sky".



W sekcji improwizowanej dwa smakowite kąski. Pierwszy z nich to kompozycja szwajcarskiego saksofonisty Christopha Irnigera z wydanej przed tygodniem płyty "Ghost Cat".



31 marca ukaże się najnowsza płyta Steve'a Gunna i Davida Moore'a zatytułowana "Let Moon Be A Planet". Muszę przyznać, że w ostatnich dniach często wracam do tej kompozycji.





Brak komentarzy:

Prześlij komentarz