Wydaje się, że francuski duet Lionel Liminana i Marie Liminana, który przyjął dźwięczną nazwę The Liminanas, jest bardzo słabo znany w naszym kraju. W tym roku będą obchodzić uroczystości niezbyt okrągłej rocznicy - szesnastu lat obecności na scenie. Początek ich muzycznej drogi zabiera nas do 2009 roku, i znajomości zapoczątkowanej na korytarzu szkoły średniej. Wcześniej Lionel Liminana (jego rodzina ma hiszpańskie korzenie, choć rodzice urodzili się w Algierii), próbował swoich sił w garażowo-punkowym składzie Les Gardiens Du Canigoo i The Beach Bitches. To upodobanie do prostego nieco przybrudzonego brzemienia gitar ("na początku lubię mieć jakiś prosty riff"), pozostało w nim do dziś. Mam wrażenie, że całkiem dobrze słychać to również w kolejnych odsłonach wydanego wczoraj albumu zatytułowanego "Faded".
Inspiracją do powstania najnowszego wydawnictwa The Liminanas, był utwór grupy The Velvet Underground - "New Age" (1970), gdzie pojawiają się wersy, w których autor prosi gwiazdę o autograf. Za "Faded"w dużym uproszczeniu kryje się historia dawnych gwiazd filmowych czy popkultury, które z wolna odchodzą w zapomnienie. Stąd też wymowna okładka płyty, przedstawiająca postacie z wyblakłymi, rozmazanymi przez upływ czasu twarzami. Patrząc na te oblicza trudno rozpoznać, z kim mamy do czynienia, czym się wsławiły, dzięki czemu powinniśmy o nich pamiętać. ( "Jesteś tylko portretem rozpaczy, twarzą bez serca" - W. Shakespear).
Muzycznie zawartość krążka "Faded" mieni się wieloma barwami, avant-pop, psychodelia, alt-rock itd. To właśnie owa różnorodność stylistyczna jest znakiem rozpoznawczym twórczości zespołu i siłą napędową tego wydawnictwa. Słychać na nim fascynacje członków duetu piosenkami pop z lat sześćdziesiątych (Gainsbourg), stąd też dwa niezłe covery: "Louie Louie" - Richarda Berry i "Ou Va La Chance" - Francoise Hardy".
"Nie jest to pośmiertny hołd, lecz deklaracja miłości do artystki, która ukształtowała nasze życie i wyobrażenia (...). To nasza ulubiona piosenka Francoise Hardy, nad którą pracowaliśmy na długo przed jej śmiercią".
W pozostałych fragmentach słychać także słabość do energetycznego indie-popowego brzmienia, opartego na rozpoznawalnym gitarowym motywie, z żywym rytmem i zwiewną wpadająca w ucho melodyką, które może budzić skojarzenia chociażby z płytami formacji The Raveonettes. Kolejny trop prowadzi nas wprost do kina i muzyki filmowej. Tu i ówdzie można dostrzec inspirację klasycznymi dziełami Ennio Morricone, co najlepiej da się odczuć przy okazji tytułowego, nieco westernowego w charakterze - "Faded". Warto wspomnieć, że duet The Liminanas sporo zawdzięcza sztuce filmowej. Na przestrzeni lat ich kolejne kompozycje można było znaleźć na wielu różnych soundtrackach filmów lub seriali, jak chociażby "Russian Doll". To właśnie pojedyncze "przeboje" sprawiły, że francuski duet z płyty na płytę zyskiwał popularność.
Francuzi debiutowali w 2010 roku publikując album "Belladelic", chociaż wcześniej zamieścili kilka utworów na stronie Myspace, dzięki czemu zauważył ich szef wytwórni Trouble In Mind Records. Wiele razy zmieniali oficynę, tak jak chętnie gościli na płytach innych artystów, i wielokrotnie zapraszali do współpracy znajomych i przyjaciół, poznanych w trakcie licznych tras koncertowych - Peter Hook (New Order), Anton Newcomb (Brian Jonestown Masacre), czy Emmanuelle Seigner. W trakcie rejestrowania najnowszych kompozycji w studiu pojawił się Bobby Gilespie (zespół Primal Scream), znajomy wokalista oraz aktor Bertrand Belin, Pascal Comelade, Jon Spencer, Anna Jean.
"Już dawno przestaliśmy się martwić o losy sceny garażowej. Analogowe obsesje, potrzebę nagrywania na żywo, ciągłe sprzeczki pomiędzy kaznodziejami lo-fi, a wszystkimi innymi. To bez sensu... To właśnie brak barier przyczynił się do ukształtowania naszego brzmienia".
(nota 7.5/10)
Pozostaniemy na francuskiej ziemi, z Paryża pochodzi grupa Biche, która całkiem niedawno opublikowała album zatytułowany "B.I.C.H.E", gdzie słychać wyraźną fascynację dokonaniami grupy Stereolab.
Idaho, a w nim Trevor Powers, czyli nasz dobry znajomy z Youth Lagoon i ulubiony fragment z wydanej wczoraj całkiem niezłej płyty "Rarely Do I Dream".
Anika Henderson to kolejna nasza znajoma z dawnych recenzji, brytyjska wokalistka, która zgrabnym singlem zapowiada nowy album "Abyss", premiera 4 kwietnia.
Kolejna piosenka pojawiła się już w "Dodatkach", jednak w ostatnich dniach ukazało się oficjalne video, i zapowiedź podwójnej płyty norweskiej grupy YNDLING, której pierwsza odsłona spodziewana jest na koniec wiosny.
Plastic Atmospheres - czyli projekt Steve'a Klassa z miasta Carson City (Nevada), całkiem udana opublikowana parę dni temu płyta (gdyby nie okropne ścieżki wokalne), zatytułowana "I Died And Feels Like I Never Left". Mój ulubiony fragment jest na szczęście bez wokalizy.
Przeniesiemy się do niemieckiej miejscowości Saarbrucken, gdzie działa grupa Pretty Lightning, która wczoraj opublikowała album zatytułowany "Night Wobble".
Belgia i Bruskela, gdzie możemy spotkać członków formacji Ciao Kennedy, którzy 1 marca opublikują najnowsze wydawnictwo zatytułowane "Solarium".
MISS TYGODNIA - Zespół z Portland - Dead Gowns, z Genevieve Beaution jako wokalistką, przed tygodniem zaprezentował całkiem udaną płytę, do której naprawdę warto sięgnąć - "It's Summer, I Love You, And I'm Surrender By Snow", gdzie pośród wielu zgrabnych piosenek znalazłem zdecydowanie moją ulubioną. Oto ona! Smacznego!
W "Kąciku Improwizowanym" - na dobry początek basista z Grecji Petros Klampanis oraz jego koledzy, fragment z płyty "Latent Info".
Całkiem miło jest usłyszeć na płytach zagranicznych artystów polską mowę; "wszak Polacy nie gęsi..." Wczoraj ukazał się nowy album formacji The Young Mothers - "Better If You Left It", gdzie w jednej z kompozycji możemy usłyszeć nasz ojczysty język w wydaniu Malwiny Witkowskiej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz